Centrum
Aktualności
Czytelnia
Biuletyn
Galeria
Tyflologia
Adresy
Kontakt
Dział Absolwentów
Strona główna

:: tło czarne
:: tło białe


Przedruk i kopiowanie materiałów zamieszczonych na stronie wymaga zgody Biura Centrum



Biuletyn Centrum Promocji i Kariery Zawodowej Osób z Dysfunkcją Wzroku
numer 3/2006
O rehabilitacji przez tworzenie

okładka trzeciego numeru biuletynu

Redakcja - Teresa Cwalina
Projekt graficzny i łamanie - Tomasz Wojakowski
Adres redakcji
Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi
Dział ds. Absolwentów
ul. Brzozowa 75, Laski, 05-080 Izabelin
tel. 022 75 22 225, fax: 022 75 23 360
biuro@promocjaikariera.pl
Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego

Spis treści:

1. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi laureatem konkursu Dobre Praktyki
2. Nasz człowiek na billboardach
3. O działaniach Centrum
4. W końcu trafiłam do Lasek
5. Refleksja na temat tworzenia
6. O terapii przez twórczość - terapii spotkania - terapii dialogu
7. O doświadczeniach terapii przez tworzenie
8. Radość tworzenia
9. Krok po kroku
10. Do końca pozostał świadkiem piękna

1. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi po raz drugi laureatem ogólnopolskiego konkursu Dobre Praktyki
29 maja br. odbyła się w Warszawie II Konferencja Dobre Praktyki, zorganizowana przez PFRON w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego Działanie 1.4 schemat b. Podczas spotkania wręczono statuetki dla dziesięciu organizacji pozarządowych, nagrodzonych za przedsięwzięcia na rzecz rehabilitacji zawodowej osób niepełnosprawnych.

Wśród zwycięzców II edycji Konkursu znalazło się nasze Towarzystwo. Projekt realizowany przez Dział ds. Absolwentów Terapia przez tworzenie przygotowaniem uzdolnionych osób z dysfunkcją wzroku do wejścia na otwarty rynek pracy, będący autorskim programem Teresy Cwaliny zatytułowanym Lepienie świata, zyskał uznanie jurorów i był omawiany podczas konferencji. W warszawskim spotkaniu Laski reprezentowali przedstawiciele Zarządu Towarzystwa - dyr. Piotr Grocholski i kierownik Działu ds. Absolwentów - Krystyna Konieczna. Oni też odebrali zwycięską statuetkę i dyplom.
Od sierpnia do listopada br. projekt przedstawiany jest w ramach II cyklu 19 ogólnopolskich seminariów, podczas których Krystyna Konieczna i Teresa Cwalina mówią o praktycznym stosowaniu w coraz większej skali - począwszy od edukacji i kształcenia zawodowego do aktywizacji zawodowej i społecznej - zasady kompleksowości, oferowanej przez Laski pomocy dla osób z dysfunkcją wzroku. Towarzysząca ich wystąpieniom specjalna prezentacja multimedialna pozwala też zapoznać uczestników seminariów z historią i dniem dzisiejszym Dzieła Matki Czackiej, a także z nagrodzonym przedsięwzięciem, opartym na realizacji zadań twórczych poprzez aktywność plastyczną (rysowanie, malowanie, rzeźbienie) i komputerową (grafika komputerowa).
powrót do spisu treści

2. Nasz człowiek na billboardach
W ramach współpracy Centrum Promocji i Kariery Zawodowej Osób z Dysfunkcją Wzroku z PFRON zrealizowano jedną z edycji ogólnopolskiej kampanii Niepełnosprawni - sprawni w pracy. Na ulicach Warszawy i innych polskich miast można było zobaczyć billboardy pokazujące osoby niewidzące funkcjonujące na otwartym rynku pracy. Reprezentował je absolwent Lasek, masażysta - i dodajmy autor tekstu z pierwszego numeru Biuletynu Centrum - Krzysztof Szumlas. Występował on również w spocie telewizyjnym emitowanym latem przez TVP.
powrót do spisu treści

3. O działaniach Centrum
Nasze wsparcie dotyczy osób z wadami wzroku z terenu całej Polski. W pierwszym półroczu działalności Centrum Promocji i Kariery Zawodowej Osób z Dysfunkcją Wzroku skorzystały z usług doradczych 103 osoby. Przyjęliśmy 10 osób nowo ociemniałych na dwutygodniowych turnusach rehabilitacyjnych. Prowadzone też były usługi doradcze w miejscu zamieszkania beneficjentów.
W maju br. odbyły się również dwudniowe Warsztaty Poszukiwania Pracy, w których wzięło udział 18 uczestników w wieku 18 - 55 lat, z umiarkowanym i znacznym stopniem niepełnosprawności. Program Warsztatów obejmował: Warsztat doradcy zawodowego, Warsztat zatrudnienia, Warsztat pracodawcy, Warsztat pracownika, Warsztat psychologiczny, Warsztat prawniczy oraz ćwiczenia warsztatowe z autoprezentacji, z rozmową kwalifikacyjną i pracownią dokumentów.
Powstała także w biurze Centrum baza uczestników projektu, obejmująca 114 osób z dysfunkcją wzroku.
Przygotowano w brajlu i powiększonym druku materiały informacyjne i promocyjne Centrum (folder, plakat, druki reklamowe, strona internetowa Projektu - www.promocjaikariera.pl). Rozesłano je do wszystkich Starostw Powiatowych i wojewódzkich urzędów pracy, oddziałów PFRON, okręgów PZN i ośrodków szkolno-wychowawczych oraz szkół dla dzieci z wadami wzroku, a także do 35 klinik okulistycznych i na wydziały pedagogiczne wszystkich wyższych uczelni w Polsce. Materiały umieszczono również na stronie Towarzystwa i portalu Towarzystwa Przyjaciół Integracji oraz w serwisie organizacji pozarządowych (ngo.pl), w piśmie rehabilitacyjno-społecznym Laski i w Pochodni, w Magazynie Kuriera Porannego, a także w katalogu Dorocznej Aukcji Dzieł Sztuk na Rzecz TOnO.
Nagrano też godzinną audycję radiową w cyklu Nasz Dom w Radio Józef, poświęconą problematyce niewidzenia i działalności Lasek oraz wywiad dla Sygnałów świata w Radio Merkury i Ludzi, miejsc, sytuacji w Radio Dla Ciebie; współuczestniczono w realizacji ogólnopolskiego projektu medialnego Niepełnosprawni - sprawni w pracy.
Ukazały się już trzy numery kwartalnika Biuletyn Centrum (wersja brajlowska, w powiększonym druku i elektroniczna), skierowanego do szerokiego grona czytelników zainteresowanych problematyką niepełnosprawności.
tc
powrót do spisu treści

4. W końcu trafiłam do Lasek
opowiada jedna z uczestniczek projektu Centrum -
Halina Koralewska
Pierwszy raz przyjechałam do Lasek jako pracownik Uniwersytetu Opolskiego, aby przyjrzeć się metodom pracy z wychowankami. Była zima. Ośnieżone drzewa, zasypane alejki, po których wędrowali młodzi ludzie z białymi laskami w dłoni; i ja wzięłam swoją laskę i powędrowałam.
Zaczęłam od zwiedzenie dumy Ośrodka - pięknie wyposażonego Działu Wczesnej Interwencji. Potem poznałam przedszkole i gdy dziecięce ręce usiłowały mnie zobaczyć, poczułam drżenie warg. Wróciły wspomnienia. Wzrok straciłam później niż te przedszkolaki ...
Mała wiejska szkoła, czarna tablica i rozmazane kształty liter. Krzywe szlaczki w zeszycie, kleksy, wyrazy poza liniami, więc zostawanie po lekcjach i w nieskończoność ćwiczenia, niestety coraz bardziej krzywo pisane. Integracja lat sześćdziesiątych!...
Po południu znalazłam się w Laskach w Domu Aniołów Stróżów, gdzie mieszkają starsze dziewczęta. Trzyosobowe pokoiki, tapczany, biurka, półki. Przypominam sobie moje białe żelazne łóżko, szafkę, taboret i półkę we wspólnej szafie. Na początku klasy szóstej trafiłam do innego ośrodka. Duże miasto, nowa klasa i internat z salą pełną łóżek i dziewczynek, i niewidomi nauczyciele. Jeszcze wtedy widziałam i tak bardzo brakowało mi mamy i łąki...
Po pełnym wrażeń pierwszym dniu w Laskach cisza w pokoju - a we mnie gonitwa myśli, pytań... Kiedy zaczęło mi być źle w ośrodku? Może wtedy, gdy mając 14 lat przeleżałam zimę w szpitalu i całkiem straciłam wzrok, i moja nowa sytuacja o tyle zainteresowała dorosłych, że zaproponowali powtarzanie ósmej klasy. Uparłam się, że skończę o czasie szkołę podstawową. Potem do szkoły zawodowej dziewczęta szły na szczotki, chłopcy na metal. Gdybym chciała uczyć się dziewiarstwa, musiałabym iść do Lasek, a tego bałam się jak ognia. Dlaczego? Bo dyscyplina?... Nigdy nie byłam grzeczną dziewczynką.
Zaczęła się zawodówka. Było mi jakoś wstyd. Nie wiedziałam, co chcę robić w życiu, ale na pewno nie chciałam robić szczotek. Zrozumiałam również, że życie w spółdzielni dla niewidomych niczym nie różni się od tego w ośrodku. Już wtedy była wprawdzie możliwość nauki w systemie zaocznym w liceum, ale dla uczniów wybranych przez grono pedagogiczne. Nie miałam więc żadnych szans.
Podczas wakacji dowiedziałam się, że koleżanka z mojej wioski myśli o nauce w liceum. Pomyślałam, a może by tak razem. Rozmowa z mamą rozwiała wszelką nadzieję. Mam cieszyć się, że zdobędę zawód i będę pracować, zarabiać na siebie. Wróciłam więc do swojej klasy drugiej. Ale w wieku 16 lat marzenia nie mają granic i znalazł się też ktoś, kto powiedział: Spróbuj, Alino... Szczotki możesz robić zawsze.
Dyrektor II Liceum Ogólnokształcącego w Opolu wysłuchał mojej prośby i zostałam przyjęta do szkoły. Pamiętam zdziwienie i zaskoczenie młodzieży oraz nauczycieli, dojazdy do szkoły ze Sławką i pierwsze kłopoty - klasa z językiem francuskim, bo w brajlu był tylko podręcznik z języka angielskiego. Po lekcjach więc profesor dyktował mi prawie każdą czytankę, pytał, jak może pomóc... Po czterech latach zdałam na romanistykę.
W końcu też zaczęłam naukę śpiewu w szkole muzycznej. Chciałam uciec jak najdalej od tego, co robią niewidomi, a mama tłumaczyła dalej, że tylko masaż da mi utrzymanie.
Do akademika pojechałam sama. Gdy zgubiłam się na długim korytarzu, poprosiłam o pomoc sprzątaczkę. Rozpłakała się, usłyszawszy, że jestem niewidoma. Pomogły koleżanki z grupy i listy po francusku z Belgii. Zaczęłam podróżować. Zrezygnowana mama tylko machnęła ręką.
Studia dawały mi ogromną satysfakcję. Zdecydowałam się na drugi fakultet - resocjalizacja. Teraz jazda między dwoma Instytutami, praca opiekuna studenckiego i oczywiście czas na randki. W końcu w ciepły wiosenny dzień odbył się też ślub i poślubna podróż do Francji, autostopem od Strasssburga do Marsylii. Następne wakacje spędziłam na wsi pod wiśnią kołysząc malutką Martę. Studia zaczęła z nami mając 8 miesięcy.
Po obronie pracy magisterskiej chciałam uczyć języka. Pan kurator miał zupełnie inne zdanie. Nic nie znaczyły moja opinia z praktyk, ani deklaracja liceum, że może mnie zatrudnić. Przywołano mnie do szeregu. Wreszcie mogłam być dziewiarką, jeśli najpierw oczywiście zrobię kurs. Wtedy wybrałam Policealne Studium Medyczne. Tam była pani psycholog dla niewidomych. Zrobiła kiedyś test na gwiazdę socjometryczną. Znalazłam się poza wszelką punktacją - oczywiście in minus. Przyjaźń ludzi z zewnątrz okazała się lekiem, aby przetrwać i zostałam technikiem masażystą, mogłam pracować. W końcu pozwolono mi - niewidomej - kimś być. A mnie to pozwolenie wcale nie ucieszyło.
Na szczęście ktoś w Warszawie wymyślił, że skazanych niewidomych należy przystosować do życia na wolności i byłam jedną z osób, której zaproponowano taką pracę. Miałam uczyć brajla... Pamiętam dobrze pierwsze spotkania w więziennej świetlicy w obecności pracownika ochrony. W końcu udało mi się zostać samą z moimi uczniami. Kurs miał trwać trzy miesiące, ale potrwał ponad trzy lata. Dwie osoby ukończyły za kratami szkołę średnią. Praca z więźniami dała mi z czasem możliwość pełnienia funkcji społecznego kuratora dla nieletnich.
Kiedyś w radio usłyszałam o kursie edukatorów oświaty seksualnej. Zgłosiłam się i zostałam przyjęta. Po latach dowiedziałam się, że wyrażono zgodę, bo nie wiedziano, jak odmówić niewidomej. Po pierwszych zajęciach zapytano, czy podjęłabym się pracy w Telefonie Zaufania. Od 11 lat mam telefoniczne dyżury. Wcześniej oczywiście ukończyłam trzyletni kurs terapii psychodynamicznej, a potem studia podyplomowe.
Moja córka zaczęła naukę w liceum, a ja pracowałam rano w szpitalu, po południu w Poradni Przedmałżeńskiej i Rodzinnej, rozszerzając swój zakres działań o pracę z kobietami potrzebującymi pomocy.
Sześć lat temu zaproszono mnie na spotkanie na Uniwersytet Opolski i zaproponowano zajęcia z tyflopedagogiki. Tym razem przestraszyłam się nieco. Znowu muszę nauczyć się tylu nowych rzeczy i trzeba powiedzieć głośno: jestem osobą niewidomą. Jakbym wracała do tego, od czego cały czas uciekałam, a co teraz czyni mnie kimś wiarygodnym dla moich studentów. Postanowiłam zobaczyć, jak uczą się dzieci niewidome w innych krajach. Pojechałam do Palermo, potem odwiedziłam Lozannę... W końcu trafiłam i do Lasek.
I mój drugi przyjazd do :Lasek w czerwcu i jakże inna sceneria. Wszędzie zielono, śpiew ptaków. Tym razem cel pobytu jest inny. Chcę przede wszystkim nauczyć się posługiwać komputerem. W rozmowie z panią Krystyną Konieczną - kierownikiem Działu ds. Absolwentów pojawiają się jeszcze inne propozycje zajęć. I wkrótce nauka orientacji przestrzennej zmienia się w poznawanie terenu i ciekawe rozmowy na spacerach, oczywiście z białą laską w dłoni; a ścieżki wiodące w głąb lasu prowadzą coraz częściej także w głąb własnych myśli. Dotykam innego, dotąd dalekiego mi wymiaru Lasek. Coś nieuchwytnego, jak zapach rozkwitających lip i brzęczenie zapracowanych pszczół. I zapach świeżego chleba i miodu dopełnia budzącą się zadumę, nad czym? Rozmowy o teorii widzenia, wiersze, filmy, piękno tworzenia i ogrom cierpienia przychodzącego skądś, gdzie jest sens.
Spełnia się też jedno z moich marzeń. Pan Robert dał mi szczotkę i zgrzebło, tak zaczęła się końska znajomość z Melą. Potem po dróżkach kłusem. Już wiem, jak to jest pędzić z wiatrem...
Zapada wieczór. Ptaki koncertem żegnają dzień. Wiesz - mówi moja przyjaciółka i przewodnik - tu jest inny świat, inni ludzie. Nawet robienie kanapek z Agatą - dodaję - staje się czymś ważnym.
powrót do spisu treści

5. Do refleksji na temat tworzenia
zaprasza Izabela Szwarocka (psycholog)
w rozmowie z red. Teresą Cwaliną
TC: Zastanówmy się nad terapeutyczną rolą twórczości. Już sama myśl, że twórczość pełni rolę terapeutyczną, nie musi oznaczać jedynie jakiejś kolejnej ustrukturalizowanej formy rehabilitacji, choć oczywiście wykorzystuje się różne formy twórczości - również artystycznej - w wielu oddziaływaniach rehabilitacyjnych. Przyznajmy raczej, że prawdziwie terapeutyczna wartość tworzenia powinna stać się istotną częścią życia każdego z nas, jeśli chcemy inwestować w naszą psychofizyczną i duchową kondycję.
ISz: Może warto przypomnieć często powtarzane powiedzenie Beuysa: Każdy człowiek jest artystą. Podkreśla ono jedno z najważniejszych zdolności twórczych ludzi: zdolność do kształtowania własnego życia i otoczenia, zdolność do akcentowania własnej wolności, wypływającą z kreatywności i siły tworzenia każdego z nas. Pochodzący z Kleve nad Dolnym Renem artysta uważał, że człowiek musi w pewnym sensie sam podnieść się, wykonać pewne ruchy i podjąć wysiłek, aby doprowadzić do kontaktu z samym sobą i z otoczeniem; i taki jest prawdziwy sens słowa kreatywność. Podobnie zresztą sformułował myśl autor pracy Od zabawy do kreatywności. Winnicottw nie rozumie znaczenia słowa kreatywny jako tworzenie znaczących i uznanych dzieł sztuki, lecz mówi o kreatywności jako o rysie całej postawy wobec zewnętrznej rzeczywistości: Kreatywne postrzeganie bardziej niż wszystko inne, daje jednostce poczucie, że życie jest warte życia. W przeciwieństwie do tego znajduje się forma stosunku do zewnętrznej rzeczywistości, dająca się określić jako zdolność do dostosowania się...
TC: Zdolność, która może być też twórczą postawą.
ISz: Wydaje się, że w głęboko kreatywnej postawie wobec świata obecne są te obydwa dążenia. Z jednej strony do zaznaczania swojej indywidualności - posiadanych zdolności, ale też naszego sposobu bycia, umiejętności wyrażania uczuć, naszego sposobu organizacji pracy i wolnego czasu oraz osobistych - może nawet nie zawsze czytelnych dla innych - naszych własnych rozwiązań, ułatwiających czy nawet wręcz umożliwiających nam życie w jakimś jego bardzo konkretnym aspekcie... Z drugiej zaś - dążenie do przyjmowania wymagań, oczekiwań, norm czy zasad otoczenia. Możliwości twórcze nie są bowiem nieograniczone - nie tylko ze względu na naszą kondycję, ale też ze względu na system wartości, jak i na potrzebę obiektywizacji naszych subiektywnych odczuć dotyczących choćby tego, co jest dobre dla nas samych, ale też dla innych ludzi. Dzieje się to na przykład. gdy zdobywamy wiedzę - choćby o stosunkach międzyludzkich, która przyznaje nam prawo do własnej indywidualności poprzez wyrażanie uczuć pozytywnych czy negatywnych i własnych opinii, ale pod warunkiem, że będziemy tę samą indywidualność szanowali u innych, co niekiedy uniemożliwi nam bycie twórczym według naszego wyobrażenia. I zamiast twórczego wyrażania uczuć negatywnych pojawi się konieczność twórczego rozumienia - nieograniczonego do własnej, niekiedy ciasnej perspektywy, ale jakby włączającego w obraz naszej rzeczywistości perspektywę drugiego człowieka, czego owocem może być wspólne rozwiązanie problemu albo przebaczenie. Twórczość niesie więc w sobie otwartość serca, umysłu i woli; otwartość, dzięki której niekiedy dążymy do założonego celu, a czasem możemy być zaskoczeni rozwiązaniem, które pojawiło się również dlatego, że i my jakoś nie trwaliśmy sztywno w naszej postawie wyłączności.
TC: Gdy chcemy uczynić twórczość ustrukturalizowaną, świadomą formą terapii, posługujemy się bardzo konkretnymi jej formami, takimi jak na przykład muzyka i odpowiadająca jej forma terapii - muzykoterapia czy rysunek (istnieje specjalna forma terapii nazwana psychorysunkiem), taniec (wykorzystywany w horeoterapii).
ISz: I zastosowanie tych przejawów naszej twórczości ma swoją historię, i nie służy pierwszoplanowo kształceniu na przykład zdolności muzycznych, lecz raczej odkryciu naszego wnętrza, naszej osobowości i relacji ze światem.
TC: O najwcześniejszych zastosowaniach muzyki jako środka leczącego możemy wnioskować na podstawie analogii wysnutych z doświadczeń żyjących jeszcze dziś ludów pierwotnych, które włączają muzykę jako bardzo istotny element magii, służący wespół z rytualnymi tańcami, zaklęciami i innymi magicznymi obrzędami różnym celom, także leczeniu chorych.
ISz: Obecnie stosowane formy terapii z wykorzystaniem twórczości czerpią inspiracje z przeszłości i ich terapeutyczne znaczenie polega między innymi na odprężeniu pacjenta, ale również na odczuciu i odkryciu tego, do czego często trudno byłoby jemu samemu świadomie dotrzeć, np. do wewnętrznych konfliktów. Odczuwanie oznacza stykanie się, pozwalanie na dotyk, pozostawanie dotykalnym dla świata, tak wewnątrz, jak i na zewnątrz. To, że nie jesteśmy świadomi naszych głębiej ukrytych konfliktów, wcale nie oznacza, że nie kierują naszym życiem; jest wręcz przeciwnie - nie zdając sobie z nich sprawy, tłumiąc związane z nimi nieprzyjemne lub przyjemne, ale wypierane uczucia i emocje, możemy nie rozumieć różnych naszych zachowań i ich motywów.
TC: Oczywiście nie każdy z nas musi być poddawany terapii poprzez twórczość. Jednak osobiste zaangażowanie w znalezienie bliskiej nam formy odbioru, jak i wyrażenia twórczości, może sprawić, że wejdziemy w dialog - tak z samym sobą, jak i z innymi; może uda nam się odprężyć albo znaleźć wyraz dla takich stanów, jak strach, radość czy szczęście...
ISz: I może dzięki temu przestaną one być wciąż niezaspokojonymi pragnieniami czy tęsknotami lub uczuciami, od których tylko ucieka się. Możliwe też, że gdzieś w głębi serca odczujemy coś, czego w inny sposób nie doświadczylibyśmy, ani nie wyobrazilibyśmy sobie. Pamiętam, jak jeden z pacjentów, muzyk z zawodu, podczas słuchania ulubionego utworu Bacha powiedział: tak musiało być w piersi Boga na chwilę przed stworzeniem świata.
TC: Są w naszym życiu i takie chwile, kiedy wydaje się, że wręcz powinniśmy jakby odebrać mu jego nieubłaganą realność - może po to, by później zmagać się z nią dalej z pewnego dystansu.
ISz: Czasem nasze życie może być nie do zniesienia, jeśli jest napiętnowane odczuciem realności choćby nadchodzącej śmierci albo cierpienia, które będzie już zawsze lub które spowodowało, że odtąd wszystko w naszym życiu będzie dziać się inaczej. Możemy wtedy potrzebować jakiegoś bardzo konkretnego wyrazu twórczości, który pozwoliłby nam przekroczyć na chwilę codzienny trud rzeczywistości i silniej zaznaczyć świat wewnętrzny naszych uczuć, wyobrażeń, marzeń.
TC: Powtórzmy więc, twórczość, czy raczej twórcza postawa wobec życia, pełni bardzo istotną rolę w rozwijaniu naszej osobowości.
ISz: Powiedzmy tak - człowiek, który już nie jest związany instynktem tak jak zwierzę, lecz może korzystać z wolnej woli, musi nieustająco kształtować osobowość, żeby istnieć w tym świecie choćby poprzez uwewnętrznianie ważnych dla siebie wartości i kierowanie się nimi w życiu. Określony jest on w swojej naturze dwoma podstawowymi działaniami: dostosowywaniem się do otoczenia i możliwością dostosowania otoczenia do siebie. Aby móc twórczo poradzić sobie z tym napięciem, potrzebuje odkryć w swojej codzienności, że jest jakoś wewnętrznie wolny w swoim działaniu - nawet, jeśli nie zawsze jest ono dla niego do końca wygodne czy miłe. Wolność odbiera przytłaczające piętno nieakceptowanym powinnościom, czyniąc je akceptowanymi i w jakiś sposób oswojonymi, ale także pokazuje każdemu z nas różne - oczywiście nie oznacza to, że nieograniczone - możliwości wyboru, jakimi moglibyśmy dysponować.
TC: Wolność związana jest jednocześnie z lękiem i niepewnością, ponieważ przyszłość jest przede wszystkim nieznana w tych nowych sytuacjach i trzeba przyznać, że za twórcze zachowanie czy działanie trzeba zapłacić wysoką cenę.
ISz: Bardzo istotnym obszarem naszej osobowości jest autonomia w myśleniu i działaniu, twórczym wyrażaniu siebie. W kontekście tego, że twórczość ma także, choć nie wyłącznie, terapeutyczne znaczenie w naszym życiu, można powiedzieć, że wskazuje ona też na stan, w którym pokonaliśmy strach, przez to, że możemy spojrzeć wstecz na wcześniejsze udane sytuacje i na bazie zdobytej pewności czy kompetencji, odważyć się działać samodzielnie w sytuacjach nieznanych. Sprawcza aktywność, która jest jakimś świadectwem naszego zdrowia, w odniesieniu do terapeutycznej roli twórczości wskazuje na zasadniczą możliwość kształtowania otoczenia zgodnie z ważnymi wartościami i celami życiowymi.
Wybór ten nie zależy od instynktu.
TC: Jeśli myślimy o kulturze i twórczości jako o wspieraniu naszego szeroko rozumianego zdrowia, musimy bardzo konkretnie doświadczyć i odkryć w naszym życiu, że jest ona nam potrzebna na co dzień w przebiegu najbardziej nawet zwyczajnych czynności, ale musi się to stać przez zajęcie swojej pozycji choćby w domu czy w pracy, w relacjach międzyludzkich, czy wreszcie w stosunku do samych siebie...
ISz: Rzeczywiście, troszcząc się o uczynienie twórczości nieodłączną częścią naszej codzienności stajemy się osobami, które są świadome swojego potencjału i są zdolne rozwijać ten potencjał. Twórczość artystyczna ma tu oczywiście bardzo ważne znaczenie, ale możemy postrzegać twórczość znacznie szerzej: jako swego rodzaju otwartość na życie - takim, jakie jest, niekiedy takim, jakie może być, jeśli się w nie zaangażujemy; jest miejsce na rozwój, siłę, osiągnięcie, ale również na słabość i kruchość, i na ich twórcze przyjęcie.
powrót do spisu treści

6. O terapii przez twórczość - terapii spotkania - terapii dialogu
mówi prof. UMK Andrzej Wojciechowski (pedagog specjalny)
AW: Kilka myśli o terapii przez twórczość - terapii spotkania - terapii dialogu.
Byliśmy w Toruniu najpierw grupą wolontariuszy, która przekształciła się w Pracownię Rozwijania Twórczości Osób Niepełnosprawnych. Chcieliśmy być ośrodkiem jednoczącym osoby niepełnosprawne z ich rodzeństwem, przyjaciółmi, jak również z dziećmi z dzielnicy otaczającej poprzez wspólny pobyt, pracę i zabawę. I ważni byli rodzice, gdyż to oni wraz z narodzinami swojego dziecka stawali się niepełnosprawni.
Dziecko nie rodzi się niepełnosprawne. Dziecko rodzi się takie, jakie jest.
Ja - opiekun, terapeuta - też staję się jakoś niepełnosprawny, bo nie mam wzorców. Bo mnie inaczej wychowywano, ja byłem sprawny.
Mogę jednak zaufać tobie, a ty mnie możesz zaufać.
TC: Terapia przez twórczość?
AW: Przyjmuję określenie Antoniego Kępińskiego, że twórczość jest to każde świadome wprowadzanie własnego porządku w otaczający świat. Twórczość jest więc warunkiem życia. Każdego. To znaczy, że gdy dziecko przyjdzie do mnie i jedynym, co zrobi, będzie zrzucenie kartek ze stołu, a uczyni to z jasnymi oczyma, patrząc na mnie z przyjaźnią, to będzie to nie akt agresji, ale jego pierwszy akt twórczy. Narzuciło właśnie porządek otaczającemu światu. Gdy ja to tak przyjmę, to ono później wykona grafikę albo co innego...
Dziecku lub komuś choremu o nieznanych czynnościach mózgu stawiam na stoliku kwiat. Też jestem aktorem tego procesu. Jeśli postawię ten kwiatek w dniu jego imienin czy urodzin, to potem odnajdę kroki, o których przedtem wcale nie myślałem.
Reakcja ojca na pokazaną mu tkaninę, namalowaną zupełnie samodzielnie przez jego syna, wyrwał nam ją z rąk i wybiegł; potem tłumaczył: zorientowałem się, że jeszcze zdążę do pracy, pokażę ją swoim kolegom. Ten sam ojciec, gdy widział później, jak dwie panie spierają się o to, która z nich pierwsza chciała kupić tkaninę namalowaną przez jego syna, zaciągnął mnie w ciemny kąt i ze łzami w oczach mówił: Mój chłopak! Ten głupi!
TC: Stąd terapia spotkania?
AW: Przywołam dwie - ważne dla mnie - opowieści. Najpierw wyznanie Anny Szary: Byłoby to niesprawiedliwe, gdybyśmy żyli z poczuciem wybraństwa i spełnienia jakiejś misji. Byłoby to nieuczciwe, nie tylko ze względu na osobę, która wykonuje taką pracę, ale przede wszystkim w fałszywym świetle stawiani byliby ludzie, którym świadczymy swoją pracę, pomagamy, a często też przyjaźnimy się z nimi. (…) Wiem jedno, że dla mnie jako rzeźbiarza, wartość tworzenia nie tkwi w sukcesach - ilościach wystaw, zamówień, a tkwi w pokonywaniu własnych ułomności, fizycznych, a jeszcze częściej barier, które buduje nam własny egoizm. Obserwując zmaganie się z życiem i pasją tworzenia, jestem pełna podziwu i pokory wobec szczerości, z jaką niepełnosprawni mówią o swoich słabościach i ci ludzie jak gdyby mają wpisane bardzo mocno prawdę, że człowiek przyszedł na świat "nie gotowy", lecz nieustannie musi siebie budować.
I opowiadanie Darka Żywickiego o trzech schodach: Powód był taki, że aby wyjść z domu do ogrodu, trzeba zejść po trzech stopniach. Mimo, że wychodziłem w towarzystwie i przy pomocy taty, byłem tak skupiony na tych stopniach, że nic do mnie nie docierało i o niczym innym nie myślałem. W drodze do domu byłem zły na siebie, że mogę tak się zachować przez schody. Zły byłem tym bardziej, bo pamiętam czasy, gdy odwiedziny kogoś wiązały się jedynie ze znajomością adresu zamieszkania, teraz za każdym razem pytam o piętro i windę. Dla osoby sprawnej takie coś jak schody, krawężnik czy próg "nie istnieje", dla takiej osoby istotny jest cel, to gdzie ma dojść. Dla mnie ważne jest, czy będę potrafił tam dotrzeć. Jeżeli Basia zwróciła uwagę na to, że się nie pożegnałem, raczej nie domyśli się, że to przez schody i tego jej zazdroszczę, bo też bym chciał nie zwracać na nie uwagi...
Trzeba słuchać uważnie, patrzeć w oczy, pamiętać o imieninach, zadzwonić w jakiejś sprawie i bez sprawy do załatwienia...
TC: Choć czasami wydaje się, że niewiele można.
AW: Pamiętam spotkanie sprzed trzech lat w Laskach, gdy mówiłaś do studentów: Może jednak coś zrobisz, coś powiesz, coś zniesiesz.
I przypomnę jeszcze rzeźbę Piotra Kuscha. Stwór o dwóch głowach. Jeden łeb uniesiony w niebo wyje. Drugi - niemy, bezwładnie zwisa... Nasza fizyczność. I Twoje starania, Tereso, żeby uczniowie uświadomili sobie własne problemy; poznali, co w nich wyje; co bardzo boli; jak z tym żyć i czego jeszcze potrzeba, aby ten brąz - którym jesteśmy wszyscy - uleciał w Niebo? Jak dodać mu - nam - skrzydeł?... Dopowiadałaś tę lekcję odpowiedzią: Czasem może pomóc sztuka, czasem Bóg...
Nie leżeć na ziemi; uczyć się przynajmniej stać na czterech łapach...
TC: A terapia dialogu?
AW: Odpowiem fragmentem z ks. Józefa Tischnera: Inny człowiek może pojawić się dopiero wtedy, gdy - nie wykluczając całej "zewnętrzności" - stanie przede mną jako uczestnik mojego dramatu. Uczestnictwa w dramacie nie mogę ani słyszeć, ani widzieć - wymaga ono całkiem innego otwarcia niż otwarcie właściwe świadomości intencjonalnej. (…) Świadomość tego, że drugi jest obecny, dopełnia się jako świadomość roszczenia - roszczenia, które zobowiązuje. Oto do moich uszu dochodzi twoje pytanie. Jest chwila ciszy, wspólnej tożsamości. Oczekujesz na odpowiedź. Trzeba dać odpowiedź. To "trzeba" jest istotne. Dzięki niemu i w nim jesteś we mnie obecny.
No i to wszystko. Drugi - niepełnosprawny zobowiązuje mnie do czegoś swoim roszczeniem. Co więc trzeba zrobić? Otworzyć się na niego, podjąć dialog.
powrót do spisu treści

7. Doświadczeniami z zakresu terapii przez tworzenie
dzieli się Barbara Momot - pedagog specjalny z Pracowni Rozwijania Twórczości Osób Niepełnosprawnych UMK
ĆW tradycji opisów początków Pracowni Rozwijania Twórczości Osób Niepełnosprawnych UMK są różne wydarzenia - realne i te przetworzone przez czas. Szczególnie chętnie przywoływany jest taki fakt: studenci Wydziału Sztuk Pięknych UMK, z inspiracji swojego profesora, przebywali kilka dni w Laskach. Zetknęli się wówczas - pewnie po raz pierwszy - z dziećmi niewidomymi; poruszeni zostali ich aktywnością, ciekawością świata i naturalną dziecięcą radością życia. Zadziałało też swoiste genius loci Lasek... Po powrocie do Torunia postanowili stworzyć podobne miejsce. Działo się to prawie 30 lat temu, gdy - poza TPD i TWK - nie było instytucji skupiających osoby z niepełnosprawnością i wspierających ich rodziny. Pracownia była pierwsza i dlatego też na spotkania zaczęły przychodzić osoby z różnym stopniem sprawności, w różnym wieku, przeważnie jednak przyprowadzano dzieci. Przez kilka lat zajęcia z nimi prowadzili wyłącznie wolontariusze, najczęściej studenci.
Od 1989 roku Pracownia została włączona do Instytutu Pedagogiki i Psychologii UMK, i od tego czasu - oprócz działalności terapeutycznej - zaczęła prowadzić pracę dydaktyczno-naukową.
Od początku podstawą była aktywność twórcza - chodziło o to, by stworzyć takie warunki, aby osoba często obarczona wieloma problemami, zechciała - na miarę swoich możliwości - coś robić; podjąć zabawę, coś namalować, zagrać w teatrze. Ale też oczekiwaliśmy na proste gesty, uśmiech, dotyk czy choćby świadome nawiązanie kontaktu wzrokowego, a więc czynności mało - wydawałoby się - znaczące, lecz rozpoczynające często długi proces wychodzenia z izolacji. Ciągle poszukiwaliśmy możliwości nawiązania relacji między osobą z niepełnosprawnością a terapeutą, bo jedynie we wzajemnym poznaniu i zaufaniu można budować terapię.
Przez lata oferta zajęć terapeutycznych w Pracowni poszerzała się, wzrastały też potrzeby i wymagania naszych podopiecznych i ich rodzin. Dziś środowisko Pracowni tworzą osoby z różnym stopniem sprawności umysłowej, fizycznej i psychicznej, w większości dorosłe oraz ich rodziny, terapeuci (pedagodzy specjalni, artyści, poloniści, duchowni), studenci, wolontariusze i przyjaciele.
Obecnie prowadzone są zajęcia: podtrzymywanie umiejętności szkolnych, malowanie na kartonie i na tkaninach, grafika, rzeźba, teatr (cztery niezależne grupy) i zajęcia muzyczne, zajęcia gospodarcze oraz sportowe (drużyna koszykówki); indywidualne i wspólnotowe spotkania oraz spotkania religijne.
W praktyce Pracowni - z założenia - nigdy nie akcentowano spektakularnych efektów aktywności twórczej. Ważna była bowiem i jest sama aktywność, niezależnie od jej poziomu. I chociaż praca uczestników zajęć prezentowana bywa na wielu wystawach, podczas spektakli teatralnych i uroczystości, to w działaniach tych biorą udział zarówno osoby obdarzone specjalnymi możliwościami, jak i ci, których zdolności i aktywność są zauważone i docenione jedynie przez krąg najbliższych osób, przeważnie terapeutów (trzeba mieć też świadomość, że także na terenie instytucji terapeutycznych istnieje niebezpieczeństwo marginalizacji najsłabszych).
Budowaniu pozytywnego obrazu siebie i wzrost samooceny uwarunkowane są kolejnymi osiągnięciami w aktywności twórczej. Jeżeli efekty wysiłku wzbudzają także uznanie innych, to dodatkowo wzmacnia się zadowolenie z siebie i tak zwane wieczne dzieci mają poczucie, że ofiarowują coś innym (chociażby tylko radość), że wreszcie mogą nawiązać naprzemienne relacje.
Uczestnicy zajęć, którzy związani są od wielu lat z Pracownią (jest takich osób około 100), to obecnie osoby dorosłe. Nie sposób nie zauważyć ich dorastania, gdy towarzyszyło się im od dziecka. Cała szeroka oferta zajęć w Pracowni: zajęcia uczące samodzielności i zaradności w zakresie samodzielnego życia, rozwijające umiejętności społeczne i twórczą wyobraźnię czy sprawność manualną, treningi uczenia się nowych zadań miały - i mają - pomagać uczestnikom w trudnym procesie wchodzenia w dorosłość.
Od wielu lat prowadzone są systematycznie spotkania wspólnotowe pod hasłem Sami o sobie, których głównym celem jest uczenie i stwarzanie możliwości swobodnej wypowiedzi wszystkim uczestnikom. W klimacie otwartości i przyjaźni werbalizują oni swoje problemy, potrzeby, marzenia. Coraz częściej, pewnie także pod wpływem wielu rozmów, nasi podopieczni chcą być traktowani jak dorośli, dlatego trzeba tak budować proces terapii, aby szanowane były ich potrzeby odpowiedzialności, samodzielności i samostanowienia.
W procesie terapii zachęca się uczestników do samodzielnego i punktualnego przychodzenia na zajęcia i właściwego przygotowania się do nich; mobilizuje się do pracy i uczy obowiązku dbania o miejsce pracy i odpowiedzialności za narzędzia. Ważne też jest, aby uczestnicy nauczyli się współdziałać w grupie; aby zauważali potrzeby innych, umieli także rozwiązywać sytuacje problemowe i konfliktowe. Codziennością stało się, że uczestnicy najbardziej sprawni dbają o tych swoich kolegów, którzy mają problemy w poruszaniu się, z orientacją czy z samoobsługą. Niektórzy z nich realizują spontanicznie i naturalnie potrzebę bycia użytecznym i sprawnym. Jeden z podopiecznych, zdiagnozowany jako osoba z głębszą niepełnosprawnością intelektualną, sam co jakiś czas sprawdza stan krzeseł, szafek i różnych prostych urządzeń w Pracowni, i skutecznie je naprawia. Inny przykład - kilka młodych kobiet z Pracowni było wolontariuszkami dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym i doskonale wywiązywało się z obowiązków.
W zajęciach terapeutycznych uczestniczą także studenci i wolontariusze. Najważniejszą wartością ich obecności jest to, że powstają przyjacielskie więzi między nimi i uczestnikami zajęć. Studenci i wolontariusze pokonują strach przed człowiekiem słabym, uczą się zwyczajnego kontaktu. Wielu z nich dzięki Pracowni utwierdziło się w wyborze zawodu i nabyło umiejętności pracy z osobami niepełnosprawnymi.
To wszystko, co programowo proponowane jest w Pracowni, a także to, co dzieje się mimowolnie, niejako przy okazji, ma służyć wyrobieniu u naszych podopiecznych jak największej zaradności, samodzielności i odpowiedzialności. Chcemy, aby uczestnicy zajęć w sprzyjających warunkach mogli istotnie podjąć pracę zarobkową i zaistnieć w środowisku nie tylko poprzez prezentacje rezultatów aktywności twórczej. 7
W Traktacie Amsterdamskim - jak podkreśla kierownik Pracowni prof. Andrzej Wojciechowski - na oznaczenie pracy używa się dwóch pojęć: le travail oznaczającego pracę, robotę, trud oraz częściej używanego określenia l’emploi, które rozumieć należy jako związanie człowieka ze społecznością.
Zauważmy więc, że integracja - o czym tak dużo i głośno mówi się obecnie - znajduje swoje potwierdzenie nie tylko w pragnieniach poszczególnych ludzi niepełnosprawnych, lecz także w dokumentach o międzynarodowym znaczeniu (Deklaracja Praw Osób Upośledzonych Umysłowo Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Deklaracja Warszawska, Traktat Amsterdamski). W aktach tych wspólna jest myśl o niedyskryminacji, włączaniu i umożliwianiu osobom z niepełnosprawnością twórczego życia. Często jest bowiem tak, iż osoby z upośledzeniem stanowią grupę obywateli znajdujących się szczególnie w trudnej sytuacji. Wielu jest całkowicie odizolowanych od normalnego życia, z niewielkimi, bądź żadnymi szansami na powrót do społeczeństwa. Nawet życie w rodzinie nie gwarantuje niekiedy poszanowania ich ludzkich praw (Deklaracja Warszawska).
Uczestnicy zajęć w Pracowni zdają sobie sprawę, w większym lub mniejszym stopniu, ze swojej izolacji i wykluczenia. Szczególnie dotkliwie odczuwają to osoby z mniejszą niepełnosprawnością umysłową, które ukończyły szkołę zawodową i dotkliwie przeżywają brak szans na zatrudnienie. Rodzi to frustrację, stany apatyczne, czasami agresję i autoagresję. Pracownia jest dla nich często jedynym miejscem, gdzie mogą być aktywni, gdzie ich wysiłek i praca są zauważone i docenione, a oni sami są komuś potrzebni.
Rozumienie pojęcia pracy przez uczestników zajęć w Pracowni nie różni się zbytnio od l’emploi opisanego w Traktacie Amsterdamskim. Na jednym ze spotkań w maju 2006 roku, podczas którego obecne były również studentki pedagogiki specjalnej, tak mówili oni o pracy: w pracy poznaje się nowych ludzi; praca jest po to, żeby pomagać innym; praca sprawia przyjemność; w pracy nie myśli się o problemach w domu; gdyby nie było różnych zawodów, to byłby bałagan. Oczywiście nie zabrakło też określenia, że praca potrzebna jest do zarabiania pieniędzy. Na pytanie o zatrudnienie padły następujące odpowiedzi: chciałbym zrywać wiśnie, bo lubię ogród; chcę pilnować trawników, kosić, grabić; chciałbym sprzątać, bo to lubię; chcę być opiekunką do dzieci; chcę prowadzić własną stajnię; nie chcę pracować, bo jeszcze jestem w WTZ; chcę być rehabilitantką i pomagać siostrze. Wypowiedzi te zaskakują szczerością i realizmem. Okazuje się bowiem, że uczestnicy znają swoje możliwości lub też potrzeba pomocy komuś bliskiemu jest tak silna, że chcieliby podjąć pracę, która odpowiadałaby na aktualną potrzebę w ich rodzinie. Istnieje stereotypowe - krzywdzące i dyskryminujące - przekonanie, że osoby
z niepełnosprawnością umysłową nie nadają się do pracy, bo są bezradne, zbyt ufne, mało wytrwałe, niezdolne do uczenia się. Opinie takie wypowiadają najczęściej nadopiekuńczy rodzice, ale także urzędnicy służb odpowiedzialnych za stwarzanie warunków akceptacji, integracji i tolerancji.
Tyle się mówi o pięknie wewnętrznym, o szczerości i o otwartości osób z upośledzeniem umysłowym, że może nadszedł już czas, aby miały one szansę wzbogacić o te wartości zakłady pracy i społeczeństwo nastawione na relacje rzeczowe, maksymalizację wydajności i zysków materialnych.
Przywołam na koniec słowa jednego z uczestników zajęć terapeutycznych w naszej Pracowni: Praca wszystkim pomaga. Warto o tym pamiętać.

Efekty przedsięwzięcia Lepienia świata
realizowanego w ramach projektu TOnOTerapia przez twórczość przygotowaniem uzdolnionych osób z dysfunkcją wzroku do wejścia na otwarty rynek pracy

Projekt Terapia przez twórczość przygotowaniem uzdolnionych osób z dysfunkcją wzroku do wejścia na otwarty rynek pracy wiązał się z poszukiwaniami przez Dział ds. Absolwentów TOnO nowych form rehabilitacji zawodowej i metod pracy z osobami z dysfunkcją wzroku, i obejmował działania związane z rehabilitacją zawodową uzdolnionych osób z różnym stopniem niewidze nia i w różnym wieku, mające na celu - często na nowo - otwarcie tym osobom perspektywy uczestnictwa w życiu społecznym poprzez realizację ich potrzeby twórczej aż po znalezienie miejsca na otwartym rynku pracy. Projekt badał też zagadnienie - w szerokim rozumieniu - pracy i stworzył modelowe rozwiązania, pozwalające postrzegać niewidzenie jako cechę nie wykluczającą zatrudnienie osób z dysfunkcją wzroku na otwartym rynku pracy. Realizowane w latach 2001-2005 przedsięwzięcie Lepienie świata, które pozwoliło odkryć jego uczestnikom, że palce widzą i możliwy jest powrót do twórczego życia, jednocześnie bezpośrednio wspierało te osoby w kreowaniu ich kariery zawodowej oraz pozycji społecznej. W przypadku s. Lidii Pawełczak, Piotra Kuscha i Tomasza Wojakowskiego projekt stał się drogą do podjęcia znowu twórczego, zawodowego życia. Dla innych osób niepełnosprawnych może być skuteczną formą terapii przez tworzenie.
Dzisiaj s. Lidia Pawełczak prowadzi w pracowni ceramicznej w Opalenicy zajęcia z młodzieżą miejscowego Zespołu Szkół i współpracuje z nauczycielami nauki o kulturze. Jest też zatrudniona w Domu Dziennego Pobytu dla Seniorów przy Ośrodku Pomocy Społecznej w Opalenicy. Dojeżdża również do seniorów w pobliskim Grodzisku Wielkopolskim. Prowadzi warsztaty ceramiczne dla zainteresowanych osób z Wielkopolskiego Klubu Turystycznego Niewidomych i Słabowidzących Razem na szlaku oraz dla wszystkich chętnych z Opalenicy. Sama uczestniczy w warsztatach twórczych w poznańskiej Poradni Rehabilitacji Niewidomych i Słabowidzących.
Z Piotrem Kuschem zrealizowano w projekcie Lepienie świata działania rzeźbiarskie, podejmujące temat formy doskonałej i istoty znaku, poszerzające warsztat pracy niewidomego artysty i obecnie projektanta form użytkowych. Przygotowano i zaprezentowano wystawy: Forma doskonała (2003), Misy i dzbany (2004), Znaki świętości (2005) oraz Droga Krzyżowa (2005).
Tomasz Wojakowski jest dzisiaj pracownikiem Centrum Promocji i Kariery Zawodowej Osób z Dysfunkcją Wzroku. Realizuje graficzną formułę Centrum (strona internetowa, wydawnictwa reklamowe, Biuletyn Centrum). W ramach prac zleconych przygotowuje strony internetowe i projekty graficzne. Prowadzi też społeczną inicjatywę Otwórz oczy.
tc
powrót do spisu treści

8. Radość tworzenia
Jerzy Ratyński jest laskowskim absolwentem szkoły specjalnej. Ma 30 lat. Posługuje się resztkami wzroku. Obecnie mieszka z rodzicami w Trablicach i uczestniczy w zajęciach Warsztatów Terapii Zajęciowej w Radomiu.
Swoją pierwszą wystawę rysunków miał w październiku 1993 roku w Galerii Szkolnej Ściana w Laskach, ale już w 1991 roku jego prace otrzymały wyróżnienie na Międzynarodowej Wystawie Malarstwa Dziecięcego w Atenach. Reprodukowały je później pisma Credo oraz Cienie i Światło. Artykuły o Jurku i jego rysunkach ukazały się w Świecie Młodych i Asocjacjach. Ukazały się również widokówki z rysunkami Jurka.
W tych genialnie nieporadnych pracach - pisano - czysty spontaniczny kolor splata się z bezbłędnym wyczuciem kompozycji i darem syntezy. Świat Jurka łączy prostotę i wrażliwość dziecka z jakąś przedziwną dojrzałością, która wie, co to ból. W tym świecie żywiołowa i nieokiełznana radość miesza się jakoś dziwnie z melancholią i tęsknotą.
W styczniu 2004 roku Galeria Szkolna Ściana pokazała Malowane rymowanki. Kalendarz na dobry rok. W maju tegoż roku Jurek ponownie gościł w Laskach. Cieszę się - mówił - że mogę powracać do Lasek, w których przed laty odkryłem w klasie pani Eli Tarczałowskiej, że lubię rysować. Teraz powstały nowe rysunki z cyklu Obrazki z Lasek i Wyprawa do Torunia. Prace można było oglądać także na wystawie w Galerii Szkolnej Ściana.
W maju 2005 roku Jurek odwiedził Laski i malował. Powstał cykl rysunków Epitafium Ojcu świętemu - Janowi Pawłowi II. Pokaz tych prac był ostatnią wystawą Galerii Szkolnej Ściana, która przed laty powstała wraz z pierwszymi rysunkami Jurka i była - przyznaję - też i jego galerią. Ściana miała bowiem służyć i służyła przez 15 lat promocji twórczości osób niepełnosprawnych.
Latem tego roku cieszyliśmy się znowu z pobytu Jurka w Laskach. Przez tydzień mógł rysować w Centrum, a my mogliśmy zobaczyć niezwykłe efekty - na uznanie zasługuje praca Pani Kingi Malmon z pracowni plastycznej radomskich Warsztatów - trwającej wciąż terapii przez tworzenie, którą objęty jest nasz absolwent. Czekamy teraz na wystawę prac Jurka w Resursie Obywatelskiej w Radomiu.
tc
powrót do spisu treści

9. Krok po kroku
O swojej drodze zawodowej opowiada absolwentka Lasek
- Wiesława Stolarczyk-Polniak
Jedenaście lat spędziłam w Laskach. I zaraz po opuszczeniu Ośrodka w 1984 roku zdałam egzamin na wydział wokalny do średniej szkoły muzycznej w Łodzi. Jednocześnie zaczęłam naukę w ogólnokształcącym liceum wieczorowym i zdałam maturę. A potem z dyplomem zaczęłam szukać pracy. Próbowałam w różnych miejscach - nawet starałam się o etat w chórze w Filharmonii Łódzkiej, ale nikt nie chciał przyjąć do pracy osobę niewidomą. Udało mi się w końcu zatrudnić w Domu Kultury Rondo w Łodzi. Pracowałam z seniorami i z małymi dziećmi, ale te kilka godzin tygodniowo nie satysfakcjonowało mnie, ani nie pozwalało utrzymać się finansowo (chociaż prowadziłam jeszcze zajęcia umuzykalniające w dwóch łódzkich przedszkolach).
Ponieważ wcześniej miałam czas bardzo wypełniony zajęciami, pojawiła się pustka i nawet frustracja. Pomyślałam sobie: może w spółdzielni dla niewidomych coś znajdę. Pojechałam, zwiedziłam wszystkie jej wydziały, poznałam stanowiska pracy, ale nie bardzo widziałam siebie przy dziewiarskim warsztacie. Byłam muzykiem i zawsze chciałam pracować z dziećmi.
Jedna z dziennikarek zrobiła program do audycji Telewizja Nocą. Wystąpiłam w nim; powiedziałam, że nikt nie chce mnie zatrudnić i że marzę o prowadzeniu zespołu wokalno-tanecznego. Po telewizyjnej emisji zgłosiła się do mnie dyrektor z Domu Kultury w Nowogardzie Szczecińskim. Bez wahania przyjęłam jej propozycję pracy i w kwietniu 1990 roku podpisałam umowę. Rozpoczęłam pracę na pełnym etacie. Prowadziłam dziecięce zespoły wokalne; później byłam z grupą młodzieżową. Miałam także indywidualne zajęcia z emisji głosu; robiłam oprawy muzyczne do widowisk. Zaprzyjaźniłam się z koleżanką, która była choreografem i razem mogłyśmy wiele zrobić. Prowadziłam także zajęcia umuzykalniające w przedszkolach.
Po 5 latach musiałam wrócić do Łodzi i rozpoczęłam pracę w prywatnej agencji artystycznej, w której pracuję do tej pory. Gram niewidomą dziewczynę w jednym z przedstawień Teatru Zwierciadło; pojawiam się w tym spektaklu jako osoba śpiewająca, jako takie wspomnienie człowieka, który opowiada swoje przygody.
Jednocześnie podjęłam naukę w podyplomowym studium terapeutycznym - specjalizacja Leczenie uzależnień z arte terapią. Stało się to możliwe dzięki ... zwycięstwu w krakowskim Festiwalu Piosenki Zaczarowanej (2005). Otrzymałam bowiem bardzo wysokie stypendium.
Jeszcze wcześniej nagrałam dwie kasety autorskie: Zwycięstwo róży i Nie żal mi, dwa lata temu płytę - Uczyń wiary cud. Nie mam jednak menagera, a show biznes ma swoje prawa... Oczywiście występ z Grzegorzem Turnauem to było coś fantastycznego. Potem rozpoznawano mnie nawet na ulicy.
Trzeba jednak umieć odnaleźć się w szarej rzeczywistości, dlatego wybrałam studium. Nie tylko będę miała kolejny dyplom w ręku, który może gdzieś kiedyś przyda mi się, ale zdobędę konkretny zawód. Wiadomo, że głos starczy na ileś tam lat. Wszystko przemija. Trzeba pomyśleć o bardziej konkretnym zawodzie. Ukończyłam też kurs pedagogiczny uprawniający do pracy jako instruktor w domu kultury. Zrobiłam drugą kategorię instruktorską. Staram się stopniowo podnosić kwalifikacje.
Dzisiaj utrzymuję jeszcze kontakt z Krajowym Centrum Kultury Osób Niewidomych w Kielcach, bo tam tak naprawdę zaczęłam śpiewać. Dzięki Centrum - kasety i płyta, a poza tym w Kielcach mam bardzo wielu znajomych, dlatego specjalnie nie jeżdżę na kolejny konkurs dla konkursu, ale żeby spotkać się z ludźmi.
Będąc w czwartej klasie w Laskach zapytała nas pani na lekcji polskiego, jak sobie wyobrażamy naszą przyszłość i co właściwie zamierzamy w życiu robić. Powiedziałam, że będę dziewiarką, a potem kompozytorką; że ja będę robić wszystko po kolei. I rzeczywiście tak się stało - zostałam w Laskach dziewiarką, potem była szkoła muzyczna, a jeszcze później w Nowogardzie stwierdziłam, że nie chcę powielać z dziećmi znanych utworów i dlatego najpierw zaczęłam pisać piosenki dla dzieci, a potem dla siebie. Tak krok po kroku...
Na mojej drodze zdobywania kolejnych umiejętności zawodowych byli oczywiście różni ludzie. W pierwszej czy drugiej klasie szkoły podstawowej stwierdzono, że mam bardzo dobry słuch. Zaczęłam grę na fortepianie u pani Stefy Skiby. Wolałam się jednak bawić niż ćwiczyć i bardzo szybko skończyła się moja muzyczna edukacja. Gdy byłam w siódmej klasie, przyjechał do Lasek z koncertem Krystian Zimmerman. Wtedy pomyślałam sobie: Żebym ja mogła tak choć trochę pograć dla samej siebie... Miałam świadomość, że jest już za późno na prawdziwą naukę. Moją wychowawczynią była wówczas s. Blanka Wąsalanka. Po koncercie podeszłam do niej i powiedziałam, że chcę uczyć się gry na fortepianie. Później dowiedziałam się, że wielu wychowawców było przeciwnych temu pomysłowi. Na szczęście Siostra wzięła sprawy w swoje ręce i zaczęłam zajęcia z panią Barbarą Paciorek, a Siostra zaproponowała mi dodatkowo naukę śpiewu. Poradziła też, bym poszła do Zasadniczej Szkoły Zawodowej i obiecała, że przygotuje mnie do muzycznej szkoły w Łodzi. I tak się stało... Zdałam egzamin i znalazłam się na wydziale wokalnym u profesor Ewy Malczewskiej. Później nawiązałam kontakt ze znanym piosenkarzem Krzysztofem Cwynarem. On mnie nauczył pracy z mikrofonem. A później do wielu rzeczy dochodziłam sama.
Tak krok po kroku realizuję swoje szkolne marzenia.
powrót do spisu treści

10. Do końca pozostał świadkiem piękna
Dyrektora Andrzeja Czartoryskiego wspomina Teresa Cwalina
Róża Czacka twórczo nawiązywała do znanego w Europie hasła niewidomy - człowiekiem użytecznym. Wykształcenie i przygotowanie do zawodu połączone z formacją religijno-moralną pozwala - uznawała - przywrócić niewidomą osobę społeczeństwu. Ale należy również później - oczywiście w miarę potrzeby - towarzyszyć niewidomemu w ciągu jego życia.
Takie zadanie stanęło przed Patronatami, a potem podjął je i do dziś wypełnia Dział ds. Absolwentów.
Od lat 70. aż do śmierci kierował tą placówką Towarzystwa dyr. Andrzej Czartoryski. Wiele by pisać o tej niezwykłej postaci i tak zasłużonej dla sprawy osób z dysfunkcją wzroku, bo przeszedł przez życie dobrze czyniąc. Szczególnie ci absolwenci, którzy mieli często problemy z samodzielnym zaspokojeniem podstawowych potrzeb związanych z codzienną egzystencją i pogubili się gdzieś w świecie, znajdowali zawsze zrozumienie i wsparcie Dyrektora Czartoryskiego. Odwiedzał ich w miejscu zamieszkania; prowadził rozmowy z pracodawcami; niósł pociechę i umacniał dobrą radą. Zwyczajnie kochał te - jak zwykł nazywać - moje malentasy.
Ale chyba tylko najbliżsi współpracownicy wiedzą dzisiaj o zaangażowaniu się Dyrektora Czartoryskiego w promowanie działań twórczych osób niewidomych i od lat towarzyszenie wszelkim kulturowym inicjatywom laskowskiej Galerii Szkolnej Ściana. Dobrze rozumiał, jaką wielką rolę może odegrać też i sztuka w całym procesie rehabilitacji społecznej i zawodowej, i że nie można zapominać i lekceważyć potrzeb osób niepełnosprawnych odnoszących się do sfery twórczej. Niepowtarzalność osoby, jej wyobraźni czy emocji - często powtarzał w rozmowach po uważnym obejrzeniu prac Piotra Kuscha czy Jurka Ratyńskiego albo po koncertach Ewy Błoch - stwarza szczególny rodzaj piękna, które należy wydobyć i z niego czerpać. W tworzeniu - zauważał też - najwyraźniej ujawnia się ludzka różnorodność i równouprawnienie. I tworzenie, i sami twórcy - widać było - naprawdę go ciekawili. Zdarzało się, że rozmowa - często w samochodzie przy okazji powrotu z pracy - stanowiła inspirację dla podjętych później przeze mnie działań. Dyrektor Czartoryski rozumiał, że postawa twórcza osoby niepełnosprawnej nie jest mniej warta niż tworzenie przez osobę fizycznie zdrową; a często też to niewidomy twórca jedynie może pomóc tym, którzy uważają się za zdrowych, odkryć własne braki. I cieszył się, gdy tak się działo.
Nie opuścił żadnej wystawy, żadnego koncertu, żadnego spotkania. Zawsze umiał znaleźć czas na rozmowę o tym, co warto zobaczyć czy przeczytać.
Nawet wtedy, gdy był już bardzo chory i przyjechał tylko po to do Lasek, by pożegnać się ze swoim Działem, znalazł siły, by zajrzeć też do Galerii, bo właśnie usłyszał o wernisażu wystawy Ślady Piotra Kuscha.
powrót do spisu treści

Nie jest prawdą, że niewidomy z tytułu swej ślepoty żyje w pustce i ciemności. Psychika jego, pozbawiona najbogatszych niewątpliwie i najbardziej uderzających wrażeń wzrokowych, wypełnia się mnóstwem wrażeń dostarczanych przez inne zmysły. Wrażenia te przytłumione u widzących przez wszechobecne i nie znoszące rywalizacji doznania wzrokowe, w ich braku rozwijają się w cały świat bogaty i wartościowy poznawczo i emocjonalnie.
Matka Róża Czacka

Osoby zainteresowane otrzymaniem bezpłatnie naszego kwartalnika (wersja czarnodrukowa, brajlowska i elektroniczna) proszone są o zgłoszenie zamówienia.
e - mail: biuro@promocjaikariera.pl.