Centrum
Aktualności
Czytelnia
Biuletyn
Galeria
Tyflologia
Adresy
Kontakt
Dział Absolwentów
Strona główna

:: tło czarne
:: tło białe


Przedruk i kopiowanie materiałów zamieszczonych na stronie wymaga zgody Biura Centrum



Biuletyn Centrum Promocji i Kariery Zawodowej Osób z Dysfunkcją Wzroku
numer 1(5)/2007
W służbie niewidomym

Wg projektu graficznego
Tomasza Wojakowskiego

Opracowanie graficzne
Adam Janowski

Fotografie
Archiwum redakcji
Archiwum FSK

Adres redakcji
Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi
Dział ds. Absolwentów
ul. Brzozowa 75, Laski, 05-080 Izabelin
tel. 022 75 22 225, fax: 022 75 23 360
biuro@promocjaikariera.pl
Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego

Spis treści:

Goście z Ukrainy w Laskach
Promocja numeru czwartego "Biuletynu Centrum"
Preorientacja zawodowa
Pierwsze placówki Towarzystwa
Wsparcie rodzin osób niewidomych
Dom Dziecka Niewidomego
O relacjach z osobami niewidzącymi
O Zgromadzeniu Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża
O placówkach zagranicznych Zgromadzenia
Relacje z Indii, Ukrainy, Republiki Południowej Afryki i Rwandy


Wizyta gości z Ukrainy

W dniu 14 grudnia 2006 roku Biuro Centrum zorganizowało spotkanie szkoleniowe w ramach programu "Praca dla każdego - Ukraina bez barier", prowadzonego w Polsce przez Stowarzyszenie Przyjaciół Integracji. Do Lasek przyjechali z Ukrainy przedstawiciele 8 organizacji pozarządowych. Reprezentowali m. in. Fundację Charytatywną Hesed Shaare - Tikva Obwodu Charkowskiego, kształcącą umiejętności zawodowe osób niepełnosprawnych w ramach niekomercjalnego Centrum Rehabilitacyjno-Doradczego oraz Centrum Rehabilitacji Niepełnosprawnej Młodzieży "Pravo Wyboru", udzielającego wsparcia w korzystaniu z zasobów technologii informacyjnej z oprogramowaniem dostosowanym do potrzeb osób niepełnosprawnych. Byli też przedstawiciele Unii Ukraińskich Organizacji Inwalidów - z Oddziału w Charkowie, udzielającej pomocy w zatrudnieniu osób niepełnosprawnych oraz Publicznej Organizacja Prawników z Upośledzeniem Wzroku, szkolącej osoby niewidzące w dziedzinie umiejętności znalezienia zatrudnienia. W spotkaniu uczestniczyli także przedstawiciele The Eurasia Foundation.
Naszych gości powitali w Laskach: Prezes Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi - Władysław Gołąb i koordynator Projektu Centrum - Krystyna Konieczna. W spotkaniu z gośćmi z Ukrainy uczestniczyły również s. Alverna Dzwonnik - sekretarka Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża i Teresa Cwalina - kierownik merytoryczny Projektu Centrum.
Goście z Ukrainy mieli okazję zapoznać się z metodami i techniką pracy osób z wadami wzroku i obejrzeli stanowiska pracy osób niewidomych. Odwiedzili także pracownię rehabilitacji widzenia i poznali zasady nauki orientacji przestrzennej i poruszania się z białą laską. Wielkie zainteresowanie zwiedzających - szczególnie przedstawicieli Centrum Rehabilitacji Niepełnosprawnej Młodzieży "Pravo Vyboru", którzy zamierzają podjąć w Charkowie działania wczesnej interwencji - wzbudziła wizyta w przedszkolu i praca laskowskiego Działu Wczesnej Interwencji, a wiele radości sprawiła już sama możliwość osobistego kontaktu naszych niewidomych gości z niewidzącymi pracownikami Lasek.
Kilkugodzinne spotkanie dało początek współpracy między Towarzystwem Opieki nad Ociemniałymi i przedstawicielami nowych organizacji pozarządowych Ukrainy. W kwietniu br. przyjedzie do Lasek ośmioosobowa grupa z "Pravo Wyboru", organizacji realizującej projekt "Schodki do przekroczenia". Goście pragną szczegółowo zapoznać się z pracą Działu Wczesnej Interwencji oraz działaniami z zakresu rehabilitacji zawodowej, społecznej i zatrudniania osób z wadami wzroku, a także realizacją projektu Centrum Promocji i Kariery Zawodowej Osób z Dysfunkcją Wzroku. Na podkreślenie zasługuje też fakt, że wizyta ta wzmocni dotychczasowe kontakty Lasek ze Szkołą dla Niewidomych im. Włodzimierza Korolenki w Charkowie, w której pracują nasze siostry i pozwoli rozszerzyć na Ukrainie współpracę sióstr z osobami zajmującymi się pomocą ludziom niepełnosprawnym.

kk

powrót do spisu treści

 


Promocja czwartego numeru "Biuletynu Centrum"

Czwarty numer "Biuletynu Centrum", którego promocja miała miejsce w siedzibie Działu ds. Absolwentów 8 stycznia 2007 roku, zatytułowano "Człowiek niewidzący wartościowym pracownikiem". Rok temu laskowskie Centrum wzięło udział w ogólnopolskiej kampanii medialnej PFRON "Niepełnosprawni - sprawni w pracy" i zaproponowało, by niewidzące osoby funkcjonujące na otwartym rynku pracy w Polsce reprezentował w akcji billboardowej i spocie telewizyjnym masażysta, absolwent Lasek - Krzysztof Szumlas. Czwarty numer "Biuletynu" pokazuje, że ludzie z dysfunkcją wzroku są nie tylko sprawnymi, ale także wartościowymi pracownikami. Autorzy kwartalnika przypomnieli nowatorskie spojrzenie założycielki Lasek - Matki Czackiej na ten temat oraz historię i praktykę zatrudniania osób niewidomych przez Towarzystwo. We wszystkich placówkach pracuje dzisiaj 63 osób niepełnosprawnych. W tej grupie są pracownicy z dysfunkcją wzroku. Wyróżnia ich wysoki stopień kwalifikacji zawodowych; wielu pełni funkcje kierownicze. Są nauczycielami i wychowawcami, instruktorami zawodu, katechetami, bibliotekarzami i kopistami brajla, specjalistami ds. informatyki i pomocy dydaktycznych, pracownikami biurowymi, telefonistami, pakowaczami i ceramikami; pracują w administracji jako portierzy i osoby sprzątające. Pierwszymi czytelnikami czwartego numeru "Biuletynu" byli zaproszeni pracownicy administracji Lasek oraz uczniowie gimnazjum i Zasadniczej Szkoły Zawodowej Specjalnej.

tc

powrót do spisu treści


Działania Centrum z zakresu preorientacji zawodowej

Preorientacja zawodowa jest procesem, który zaczyna się w życiu człowieka już w
przedszkolu i trwa aż do podjęcia decyzji o przygotowaniu i kształceniu zawodowym; ludzie dorośli korzystają też często z doradztwa zawodowego i reorientacji zawodowej. Od lat Dział ds. Absolwentów uczestniczył czynnie w procesie preorientacji zawodowej niewidzących wychowanków Lasek. Preorientacja zawodowa, będąc jednym z ważnych składników poradnictwa zawodowego, pozwala na zorientowanie młodzieży w jej możliwościach fizycznych i psychicznych oraz wyrobienie pozytywnego stosunku do pracy; a także zaznajamia młodzież z właściwościami różnych zawodów oraz ich znaczeniem dla gospodarki i kultury kraju; informuje też o strukturze szkolnictwa zawodowego, rodzajach szkół zawodowych i możliwościach nauki zawodu.
Korzystając z bogatych doświadczeń Działu podjęto i w tym roku szkolnym specjalne zajęcia z niewidomymi uczniami Gimnazjum naszego Ośrodka. Jesienią poprowadzono trzy spotkania grupowe z doradcą zawodowym. W pierwszym, które odbyło się w szkole, wzięła udział młodzież dwóch klas trzecich i ich wychowawcy. Podczas spotkania dyskutowano o przyszłości uczniów po ukończeniu szkoły i przeprowadzono "Ankietę skłonności zawodowych", badającą tendencje do zajmowania się określonym rodzajem działalności. Młodzież otrzymała także zadanie do wykonania w domu. Każdy uczeń miał przygotować informację o sobie, zawierającą szczegółowe dane osobowe i zebrać do okazania potrzebne dokumenty: orzeczenie o stopniu niepełnosprawności, legitymację szkolną i legitymację osoby niepełnosprawnej.
Drugie spotkanie miało miejsce w Biurze Centrum Promocji i Kariery Zawodowej Osób z Dysfunkcją Wzroku. Uczestniczyli w nim uczniowie i wychowawcy klasowi oraz pracownicy Biura. Przedstawiono i omówiono wyniki przeprowadzonej wcześnie ankiety oraz zapoznano uczniów z opisami przykładowych zawodów, jak również wymaganiami psychofizycznymi i przeciwskazaniami zdrowotnymi do tych zawodów. Zaprezentowane wyniki potwierdziły oczekiwania i potrzeby zawodowe młodzieży. Najczęściej wybieraną grupą zawodów była grupa "Człowiek - człowiek" (9 osób), obejmująca zawody związane z pracą opartą na stałym kontakcie z ludźmi, a więc wszędzie tam, gdzie zachodzi konieczność przebywania z interesantem, klientem, pacjentem, kontrahentem, wspólnikiem; następne preferowane przez młodzież grupy zawodowe to: "Człowiek - działalność artystyczna" (5 osób), "Człowiek - technika" (4 osoby), "Człowiek - przyroda" (4 osoby). Uczniowie z wielkim zainteresowaniem wysłuchali charakterystyki wybranych przez siebie grup zawodowych; zdarzało się też, że dawali wyraz zadziwieniu odkrywanymi - u siebie lub kolegów - skłonnościami zawodowymi. Spontanicznie wywiązała się dyskusja, jaką szkołę czy szkoły wybrać; jaką ścieżkę kształcenia należy podjąć, by osiągnąć upragniony cel - zatrudnienie w określonej grupie zawodowej. Młodzież otrzymała wyczerpujące odpowiedzi i informacje na temat możliwości dalszego kształcenia, zarówno w naszym Ośrodku, jak i w szkołach ogólnodostępnych. Jednocześnie odbierając dostarczone przez uczniów dokumenty rozmawiano z każdym indywidualnie na temat jego przyszłości. Zwracano szczególną uwagę na sytuację rodzinną ucznia i miejsce jego zamieszkania, wiążąc te informacje z wyborem dalszej nauki.
Trzecie spotkanie grupowe zorganizowali wychowawcy klas. Odbyło się ono na terenie szkoły. Uczestnikami była młodzież i jej rodzice, wychowawcy klas, dyrekcja Ośrodka, Gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych w Laskach, psycholog, lekarz oraz katecheta. Szkoła podsumowała wyniki nauczania, zapoznała z terminarzem wydarzeń w drugim półroczu, m.in. wymogami i regulaminem egzaminów gimnazjalnych. Przedstawiono też możliwości dalszego kształcenia. Kierowniczka Działu ds. Absolwentów przekazała najistotniejsze informacje dotyczące uregulowań prawnych osób niepełnosprawnych (orzecznictwo, zasiłki, renty, ulgi, rozliczenia podatkowe itp.) oraz wskazała instytucje niosące pomoc osobom z dysfunkcją wzroku i programy PFRON, z których mogą skorzystać osoby niewidzące (m. in. program "Komputer dla Homera"). Po części oficjalnej zebrania młodzież i rodzice mieli okazję do odbycia rozmów indywidualnych z pozostałymi uczestnikami spotkania, jak również wymiany zdań między sobą.
Dział ds. Absolwentów gotów jest podjąć wszystkie niezbędne działania, by wesprzeć uczniów Gimnazjum w podejmowanych przez nich pierwszych życiowych decyzjach.

Krystyna Konieczna

powrót do spisu treści




Pierwsze placówki Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi świadczące pomoc osobom niewidomym

"W styczniu w r. 1909 zajęłam się wynajęciem czteropokojowego mieszkania w skromnym domku przyległym do Zakładu św. Stanisława , którym się opiekowały Siostry Miłosierdzia. Siostry te podjęły się opieki nad sześcioma niewidomymi, które pierwsze zostały przyjęte. Wówczas wiele osób mi radziło, by zebrać potrzebne fundusze do założenia Dzieła na wielką skalę. Historia dzieł miłosierdzia wyrastających z Kościoła nauczyła mię innej metody. Trzeba naprzód coś małego stworzyć. Gdy w ukryciu zacznie się siłą rzeczy wzmacniać i rozwijać, wtedy przy pomocy Bożej rzecz potrzebna siłą rzeczy się rozwinie". (Matka Czacka, "Notatka z dnia 16.XII.1928")
19 listopada 1908 roku w warszawskim pałacyku Czackich przy ul. Nowozielnej 49 odbyło się zebranie założycielskie instytucji mającej zajmować się pomocą osobom niewidomym - Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, które trzy lata później, 11 maja 1911 roku, otrzymało osobowość prawną. Dobrze jest jednak pamiętać o wcześniejszej działalności Róży Czackiej na rzecz niewidomych, bo gdyby nie ta działalność - zauważyła Ewa Jabłońska-Deptuła, autorka monografii "Matka Elżbieta Czacka i Dzieło Lasek" - "zatwierdzenie przez władze rosyjskie Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi miałoby znacznie mniejszą szansę, bowiem w tym czasie powracał już represyjny kurs rosyjski".
Celem Towarzystwa stało się niesienie wszechstronnej pomocy pozbawionym wzroku mieszkańcom Królestwa Polskiego. W ulotce wydanej w 1912 roku czytamy: "Towarzystwo nasze może dla ociemniałych: zakładać i prowadzić przytułki, ochrony i szkoły z wykładowym językiem polskim, warsztaty, biura pośrednictwa pracy, czytelnie, biblioteki, ambulanse, lecznice, szpitale itd. Może również urządzać dla ociemniałych odczyty, koncerty, wycieczki, prowadzić drukarnie, udzielać pożyczek itd.; może otoczyć ich opieką rozumną i celową w najobszerniejszym zakresie - rozciągając przytem działalność swoją na całe Królestwo".
Towarzystwo przejęło opiekę nad przytułkiem niewidomych dziewcząt, który założyła Róża Czacka w wynajętym w 1910 roku mieszkaniu przy ulicy Dzielnej 37. W placówce znalazło się miejsce dla dziesięciu niewidomych dziewcząt - miały zapewnione całkowite utrzymanie, opiekę oraz naukę czytania i pisania brajlem, naukę śpiewu, koszykarstwa, trykotarstwa ręcznego i wyplatania krzeseł.
W 1911 roku rozpoczął działalność Patronat. Objęto opieką pięćdziesiąt pięć rodzin osób niewidomych; rok późnej otrzymało ją już stu dziesięciu niewidomych i ich rodziny.
Tymczasem na Nowozielnej 49 odbywały się zebrania Zarządu; w czwartki organizowano podwieczorki dla niewidomych dziewczynek, a we wtorek na podwieczorkach - połączonych z szyciem odzieży dla niewidomych - spotykały się panie. W latach 1911-1913 w pałacyku Czackich mieściły się kolejne działy Towarzystwa.
W 1913 roku przeniesiono zakład dla dziewcząt z ulicy Dzielnej 37 na ulicę Złotą 76. Tam też powstała ochronka dla ośmiorga dzieci. Na ulicy Dzielnej 37 pozostał przytułek dla ośmiu starych niewidomych kobiet (istniał do 1917 roku) i warsztaty koszykarskie. "Kurier Warszawski" z 1914 roku w numerze 19 donosił: "Przy ul. Dzielnej 37 istnieje Zakład Ociemniałych pod wezwaniem św. Antoniego, pozostający pod opieką hr. Róży Czackiej, która doznawszy już za lat młodych choroby oczu, obecnie oddała się z całym poświęceniem ulżeniu niedoli ociemniałych. W zakładzie pominionym ociemniali wyrabiają przedmioty z zakresu koszykarstwa, jak to: żardinierki, koszyki do kwiatów i do papieru".
Natomiast na ulicy Pięknej 22 Towarzystwo założyło w 1913 roku szkołę dla niewidomych chłopców z językiem wykładowym polskim, gdzie uczono metodami specjalnymi dla niewidomych i po raz pierwszy w Polsce wprowadzono naukę czytania i pisania brajlem po polsku. Powstał też warsztat koszykarski i internat dla mężczyzn i chłopców.
Do 1914 roku Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi zarządzało także przytułkiem dla niewidomych starców w Żyrardowie.
Do wybuchu pierwszej wojny światowej w placówkach Towarzystwa mieszkało, uczyło się i pracowało sześćdziesięciu czterech niewidomych podopiecznych w różnym wieku; opieka Patronatu obejmowała czterdzieści trzy osoby; stu dwunastu niewidomych i ich rodziny otrzymywały skromny zasiłek miesięczny.
W 1915 roku w pałacyku na Nowozielnej zamieszkały niewidome dzieci i dziewczęta. Niewidomi chłopcy znaleźli miejsce na ulicy Złotej 36. Staruszki pozostały na Dzielnej 37. Biuro i Biblioteka Brajlowska mieściły się na ulicy Pięknej 22.
Przez okres wojny opieką objęto czterdziestoosobową grupę dzieci starszych i jedenaścioro małych dzieci; poza tym kilku niewidomych przychodziło z miasta na obiady.
W 1918 roku Towarzystwo wynajęło na ulicy Polnej 40 trzy lokale dwupokojowe i jeden czteropokojowy dla niewidomych dziewcząt (21 podopiecznych) i na ochronkę (9 dzieci). Chłopcy (12 wychowanków) i dorośli niewidomi mężczyźni (10 szkolących się w koszykarstwie) zostali przeniesieni na ul. Emilii Plater 7. Biuro i Patronat powróciły na Nowozielną 49.
W 1920 roku Towarzystwo udzielało pomocy pięćdziesięcioosobowej grupie dzieci i młodzieży; Patronat opiekował się pięćdziesięcioma osobami niewidomymi i ich rodzinami.
W 1921 roku rozpoczyna się budowa Lasek - instytucji centralnej Towarzystwa "dającej ociemniałym przygotowanie do pracy, warsztat pracy i schronienie, a więc szkoły dla dzieci, internaty, fabryki i wytwórnie, szpital i schronienie dla starców i niezdolnych do zajęcia". W 1922 roku przeniesiono z Warszawy do Lasek jedenaścioro dzieci, nauczycielkę i siedem sióstr zakonnych, a w 1926 roku - wszystkie działy opieki zamkniętej; na ulicy Polnej 40 pozostały Biuro i Patronat. W "Memoriale w sprawie niewidomych w Polsce" (1932) odnotowano: "W ciągu dziesięciu lat na terenie zupełnie pustym, nieuprawnym, odciętym od stolicy z powodu braku odpowiednich dróg, powstało bez kapitału zakładowego i bez stałych źródeł dochodów, osiedle obejmujące w chwili obecnej przestrzeń 35 ha. W pierwszym roku osiedla wybudowano 1 dom mieszczący 30 mieszkańców; w chwili obecnej posiada ono 10 domów mieszkalnych dających pomieszczenie około 300 ludziom oraz 8 budynków gospodarczych. W ciągu tych 10 lat na terenie osiedla powstało: gospodarstwo rolne z odpowiednim inwentarzem, ogród warzywny, owocowy i kwiatowy z inspektami i cieplarnią. Z inicjatywy Towarzystwa, przy jego współudziale i współpracy przeprowadzono szosę do Warszawy, zelektryfikowano Zakład, a następnie sąsiadujące wsie, przeprowadzono połączenie telefoniczne z Warszawą, co przyczyniło się do ożywienia okolicy i uregulowania komunikacji. Osiedle w Laskach ma stanowić w zamierzeniu Towarzystwa - i jest już w zaczątku - wzorową placówkę różnych rodzajów opieki nad niewidomymi, ośrodkiem badań naukowych tyflologicznych i ośrodkiem szkolenia pracowników sprawy niewidomych".
W 1930 roku Towarzystwo kupiło posesję pofabryczną na ulicy Wolność 4, składającą się z kilku budynków - piętrowego murowanego domu, budynku piętrowego murowanego, parterowego drewnianego baraku i drewnianej szopy. Teraz tu mieściło się Biuro i Patronat.
Takie były początki działalności pomocowej Towarzystwa i tak realizowano podstawowy cel Towarzystwa, który Matka Czacka określiła w "Triuno": "zgodnie z nowoczesnymi postulatami sprawy niewidomych - doprowadzić ich do osiągnięcia maksimum samodzielności i samowystarczalności, do wniesienia tym sposobem cząstki użytecznej pracy we wspólny dorobek ludzki i przez to samo do podniesienia ich godności człowieka".

tc

powrót do spisu treści


Pomoc Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi rodzinom osób niewidomych

Założycielka Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi - i dodajmy jeszcze założycielka Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża - Róża Czacka rozumiała, że "opieka nad niewidomymi, jeśli ma prawdziwie spełniać swoje zadanie, nie może się ograniczać wyłącznie tylko do jednej kategorii niewidomych albo do jednej ich potrzeby". "Taka opieka - pisała w "Historii "Triuno" z okazji jego 25-lecia" (1936) - wyrywająca niewidomego z całokształtu jego potrzeb i stosunków ludzkich, ma coś sztucznego i nieraz nawet, w ostatecznym wyniku może być raczej szkodliwa niż użyteczna. Tak na przykład wykształcenie dziecka niewidomego bez zapewnienia mu w następstwie możliwości i warunków pracy oraz wprowadzenia w życie umiejętności nabytych może je wykoleić, zdeklasować i uczynić bardziej nieszczęśliwym, niż gdyby było pozostawione w warunkach domowych. Dlatego efektywna i odpowiednia opieka nad niewidomymi powinna im towarzyszyć przez całe życie".
Podstawowym zadaniem Towarzystwa Opieki nad Ociemniałym miało być objęcie "całokształtu opieki nad niewidomymi od strony praktycznej i teoretycznej". Osoby niewidome - podkreślała Róża Czacka, twórczo nawiązując do znanego w Europie hasła aveugle - utile - mogą być użyteczne: "Mogą pracować, zarabiać na swoje utrzymanie całkowicie lub częściowo, mogą w pracy znaleźć zadowolenie i ulgę, o ile otrzymają odpowiednie wychowanie, wykształcenie i wyszkolenie zawodowe". Wykształcenie i przygotowanie do zawodu połączone z odpowiednią formacją religijno-moralną pozwalają ostatecznie przywrócić osobę niewidomą społeczeństwu. Należy później - w miarę potrzeby - towarzyszyć jej w życiu.
" Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w założeniu swoim - czytamy w "Memoriale w sprawie całości Dzieła" (1937) - ma za zadanie całokształt opieki nad niewidomymi wszelkich kategorii: nad dziećmi, dorosłymi, starcami, kobietami i mężczyznami, zdrowymi i chorymi. Toteż praca obejmuje i wychowanie, i nauczanie, i reedukację, pielęgnowanie starców lub chorych, a także działy teoretyczne: jak pracę naukową nad sprawami niewidomych (tyflologię), przepisywanie i drukowanie książek specjalnych, prowadzenie bibliotek itp. Opieka ta nie ogranicza się wyłącznie do zakładów zamkniętych, ale rozciąga się na niewidomych w ich rodzinach (patronat). Słowem w opiece tej mieści się jakby całe życie ludzkie w skrócie. Dlatego ani instytucja, ani Zgromadzenie nie da się całkowicie podciągnąć pod jeden schemat instytucji charytatywnej, nauczającej lub innej, ale łączy w sobie różnorodne działy" .
Obecną nazwę Towarzystwo otrzymało w 1928 roku - "Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi". W czasie okupacji Towarzystwo formalnie nie funkcjonowało; działał jedynie Zakład w Laskach pod nazwą "Zakłady dla Niewidomych". W 1947 roku nastąpiła reaktywizacja Towarzystwa i wpisano je do rejestru stowarzyszeń. W 2004 roku nadano Towarzystwu status organizacji pożytku publicznego.
Towarzystwo liczy dzisiaj 1580 członków i zgodnie ze "Statutem" jego działalność: "(...) ma na celu otaczanie niewidomych i ociemniałych wszechstronną opieką w zaspakajaniu ich potrzeb edukacyjno-wychowawczych, rehabilitacyjnych, socjalnych i religijnych". Przy realizacji tych statutowych zadań współpracuje ono ze Zgromadzeniem Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża.
Obecnie Towarzystwo prowadzi: w Warszawie: Dom Dziecka Niewidomego; w Laskach: Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niewidomych im. Róży Czackiej (z filią w Rabce) i Centrum Rehabilitacji Zawodowej, bibliotekę brajlowską i publikacji multimedialnych oraz dział wydawnictw dla niewidomych, a także dział tyflologii i dział ds. Absolwentów; w Żułowie: Zakład Opiekuńczo-Rehabilitacyjny dla Niewidomych Kobiet; w Niepołomicach: dom dla młodych niewidomych mężczyzn, obarczonych dodatkowymi kalectwami; w Gdańsku-Sobieszewie: Ośrodek Rehabilitacyjno-Wypoczynkowy dla Niewidomych.
I. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi prowadzi w Laskach jedyne w Polsce stacjonarne, całodobowe Przedszkole dla Dzieci Niewidomych, realizujące obowiązujący program przedszkolny, wzbogacony o zajęcia rehabilitacyjne z zakresu terapii widzenia i orientacji przestrzennej oraz o naukę czynności życia codziennego. Obecnie w przedszkolu przebywają dzieci od 5 roku życia. W 3 grupach jest 26 wychowanków, którzy korzystają z psychoterapii oraz ze specjalistycznych zajęć ruchowych, obejmujących gimnastykę korekcyjną, pływanie i hipoterapię. Laskowskim przedszkolakom udzielana jest też pomoc logopedyczna.
Dwa lata temu w przedszkolu otwarto Dział Wczesnego Wspomagania Rozwoju. Zespół specjalistów (okulista, psycholog, terapeuta usprawniania widzenia, nauczyciel orientacji przestrzennej, rehabilitant i tyflopedagog) zapewnia fachową pomoc niewidomemu dziecku i jego rodzinie; im wcześniej otrzymaną, tym gwarantującą skuteczniejsze efekty rehabilitacji i późniejszej edukacji dziecka. Zespół ustala diagnozę medyczną, psychologiczną i pedagogiczną, która stanowi podstawę programu rehabilitacyjnego. Jest on przystosowany do potrzeb, poziomu intelektualnego i cech osobowości dziecka, a jego głównym celem jest wskazanie, jak rozwiązywać praktyczne problemy życia codziennego. Nie tylko w Laskach prowadzone są konsultacje podczas dwudniowych i tygodniowych pobytów dziecka z rodzicami, ale także podczas domowych wizyt specjalistów w miejscu zamieszkania dziecka. Odbywają się także spotkania grupowe rodziców i dzieci, połączone z obserwacją i uczestnictwem w pracy przedszkola. W ramach stymulujących działań i praktyki edukacyjnej wspiera się rodziców w procesie radzenia sobie z nową sytuacją związaną z rozpoznaniem dysfunkcji ich dziecka; uczy prawidłowo interpretować i reagować na zachowanie dziecka; udziela instruktażu i poradnictwa w zakresie działań terapeutycznych oraz informuje o dostępnym sprzęcie rehabilitacyjnym. Spotkania w Laskach integrują też rodziców i pozwalają doświadczyć im mocy wzajemnego wsparcia; stanowią początek wymiany doświadczeń i udzielania sobie pomocy.
W ten sposób twórczo realizowane są obecnie zadania, których znaczenie wielokrotnie podkreślała Róża Czacka: "(...) wychowanie dla dziecka niewidomego jest sprawą jeszcze bez porównania ważniejszą i niezbędniejszą niż dla każdego dziecka. Ponieważ otoczenie niewidomego, tylko wyjątkowo rozumie potrzeby jego rozwoju, jest rzeczą wskazaną wychowywać i kształcić dzieci niewidome w zakładach i szkołach specjalnych. W pewnym sensie nawet wbrew naturalnym potrzebom każdego dziecka, dziecko niewidome należy umieszczać w zakładzie możliwie jak najwcześniej, o ile możności już w przedszkolu. Tym sposobem zapewni mu się ten fundament dobrego wychowania fizycznego i pierwszych nawyków moralnych, który będzie dla niego kapitałem na dalsze życie, a którego najczęściej nie nabędzie w rodzinie". (M. Elżbieta Czacka, s. Teresa Landy "Dziecko niewidome", 1938).
Trudne zadanie uświadamiania rodziców o celu, zadaniach i dobrodziejstwach przedszkola dla dziecka niewidomego podejmują od lat zatrudniani przez Towarzystwo specjaliści, przypominając, że "głównym jego [tj. przedszkola specjalnego] zadaniem jest wytworzenie w dziecku tych wszystkich podstawowych struktur psycho-fizycznych, na których oprze się jego dalsze wychowanie i wykształcenie"; rodzice zaś powinni być sprzymierzeńcami podejmowanych działań i kompetentnymi członkami zespołu profesjonalistów odpowiadającego za proces rehabilitacyjny ich dziecka.
II. Pedagogizacja rodziców uczniów szkół prowadzonych przez Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi jest przede wszystkim stałym elementem w procesie wychowania i rehabilitacji ich dzieci; jak również jest udzielaniem wsparcia samym rodzicom i otwarcia Towarzystwa na coraz większą potrzebę rodziców świadomego kształtowania rozwoju swego niepełnosprawnego dziecka. Pedagogizacja rodziców obejmuje więc zapoznanie wstępne z formami pracy szkolnej i internatowej oraz rzetelną wiedzę na temat, jak funkcjonuje człowiek niewidomy w świecie i co może osiągnąć. Rodzice otrzymują stałą informację o postępach w rozwoju ich dziecka, uczestniczą w zajęciach otwartych organizowanych przez wychowawców internatowych, nauczycieli i instruktorów zawodu. Korzystają z poradnictwa psychologicznego oraz specjalistycznych konsultacji w pracowni rehabilitacji widzenia i orientacji przestrzennej.
Bardzo ważną rolę w procesie pedagogizacji odgrywają spotkania z pedagogami, psychologami i katechetami, poświęcone kształtowaniu postaw rodzicielskich. Określone postawy przyjmowane przez rodziców mogą być źródłem oparcia i siły, ale także słabości i załamania niepełnosprawnego dziecka. Zwracała już na to uwagę Róża Czacka. Podkreślała ona również potrzebę zrozumienia przez rodziców, że osoba niepełnosprawna nie jest mniej warta niż osoba fizycznie zdrowa i że "(...) kalectwo nie jest czymś przypadkowym tylko, że ma ono głębszy sens, gdyż wydobywa przez cierpienie istotne wartości duchowe człowieka. Zrozumienie to powinno się łączyć z głębokim umiłowaniem Prawdy i przekonaniem, że Prawda, choćby bolesna, zawsze wyzwala człowieka, dając mu prawdziwą wielkość. Jeśli zrozumienie to oprze się o żywą Wiarę, o chrześcijańską Miłość i o świadomość obowiązku niewidomego wobec jego braci, przekształci ono słabość w siłę. (Matka Elżbieta Czacka, s. Teresa Landy "Memoriał o wychowaniu i wykształceniu niewidomych dzieci i młodzieży", 1932)
" Chcemy osiągnąć to - czytamy w "Triuno" - aby niewidomy w zupełnej prawdzie znosił swoje kalectwo jako krzyż, nie wstydząc się go, ani nie brawurując, lecz przyjmując go z ręki Bożej i przez dobre przyjęcie przemieniając go w źródło łaski i mocy dla siebie i dla innych".
III. Na początku swej działalności, już w 1914 roku, Towarzystwo objęło pomocą, opieką i nauką 59 osób niewidomych, jednocześnie w tzw. Patronacie warszawskim - istniejącym od 1911 roku - wspierając 110 rodzin osób niewidomych. "W przypadku rodzin - opisuje "Historia i zarys organizacyjny Dzieła Lasek"- opieka ta polega - zależnie od potrzeb indywidualnych - na pomocy pieniężnej, w produktach żywnościowych, w odzieży i innych przedmiotach pierwszej potrzeby; na załatwianiu spraw w urzędach, na udzielaniu porad prawnych i medycznych; na dostarczaniu surowców, narzędzi, warsztatów pracy i innych ułatwień niewidomym; na pośrednictwie pracy w wynajdywaniu nowych placówek, pośredniczeniu w zbyciu wyrobów niewidomych; na reedukacji ogólnej i fachowej; na poradach profilaktycznych i tyflologicznych, wreszcie na odwiedzaniu, pielęgnowaniu i podnoszeniu na duchu ociemniałych".
Z czasem Patronaty Towarzystwa powstały w Wilnie, Poznaniu, Chorzowie oraz w Krakowie i prowadziły do wybuchu wojny swoją działalność na rzecz dorosłych niewidomych i ich rodzin.
Dzisiaj ten rodzaj opieki otwartej świadczy Dział ds. Absolwentów Towarzystwa i Duszpasterstwo Niewidomych, podejmujące działalność charytatywną, integracyjną i apostolską w klasztorze Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża w Warszawie na ul. Piwnej.
Dział ds. Absolwentów przygotowuje niewidomych uczniów oraz ich rodziców do opuszczenia Ośrodka. W ramach poradnictwa zawodowego odbywają się spotkania, na których zainteresowani otrzymują pełne informacje dotyczące możliwości dalszego kształcenia i przyszłości zawodowej wychowanka. Udzielana jest również pomoc prawna (urzędowa korespondencja, uzyskiwanie stopni niepełnosprawności i należnych świadczeń, informacja o zmianach i nowelizacji przepisów dotyczących osób niepełnosprawnych). Absolwenci i ich rodziny mogą też liczyć na pomoc w poszukiwaniu pracy (pośredniczenie, przystosowanie stanowisk pracy do potrzeb osoby niewidomej, uczestnictwo w Warsztatach Poszukiwania Pracy, zatrudnienie w Towarzystwie) i wsparcie finansowe (fundusz stypendialny dla studentów, fundusz usamodzielniania, zapomogi). Pracownicy Działu, pozostając w stałym kontakcie z wychowankami Lasek i ich rodzinami, są gotowi do udzielenia każdej formy pomocy.
Już od roku działa też w Laskach Centrum Promocji i Kariery Zawodowej Osób z Dysfunkcją Wzroku; projekt dofinansowywany z Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego Rozwój Zasobów Ludzkich. Działanie 1.4 Schemat a. prowadzi Dział ds. Absolwentów. Dzięki pozyskanym funduszom objęto w całej Polsce osoby nowo ociemniałe fachowym poradnictwem zawodowym, psychologicznym, społecznym i prawnym oraz rehabilitacją zawodową. W ten sposób rozszerzono i wzbogacono zakres usług prowadzonych w ramach dotychczasowej działalności statutowej Towarzystwa o działania wspierające rehabilitację i aktywizację zawodową osób z wadami wzroku z terenu całego kraju, zaliczonych do znacznego lub umiarkowanego stopnia niepełnosprawności, po raz pierwszy wchodzących na rynek pracy bądź też długotrwale bezrobotnych.
Działania Centrum obejmują także rodziny osób niepełnosprawnych. Mogą one również zapoznać się z bezwzrokowymi metodami i technikami pracy, poznać sposoby poruszania się z białą laską i psem przewodnikiem oraz specjalistyczny sprzęt optyczny i oprzyrządowanie maszyn i urządzeń; zobaczyć wreszcie stanowiska pracy i zawody wykonywane przez osoby z dysfunkcją wzroku. To doświadczenie świata niewidomych pozwala ostatecznie uwierzyć, że jest możliwe życie po niewidomemu i ludzie z dysfunkcją wzroku są nie tylko sprawnymi, ale mogą być także wartościowymi pracownikami.
Centrum wydaje - w brajlu, powiększonym druku i w wersji elektronicznej - kwartalnik "Biuletyn Centrum", skierowany do szerokiego grona czytelników zainteresowanych problematyką niepełnosprawności. Przypomina w nim nowatorskie spojrzenie założycielki Lasek - Matki Czackiej na temat rehabilitacji zawodowej osób niewidomych oraz historię działalności Towarzystwa i prezentuje jego aktualną pracę. Pismo otrzymują m. in. wszystkie Starostwa Powiatowe i wojewódzkie urzędy pracy oraz oddziały PFRON i okręgi PZN; wysyłane jest również do wszystkich ośrodków szkolno-wychowawczych oraz szkół dla dzieci z wadami wzroku w Polsce i do 35 polskich klinik okulistycznych oraz na wydziały pedagogiczne wszystkich krajowych wyższych uczelni. Ma także powiększające się wciąż grono prenumeratorów indywidualnych. Tworzą je osoby niewidome i ich rodziny.
" Biuletyn Centrum" stał się obok "Lasek. Pisma rehabilitacyjno-społecznego z życia Dzieła Matki Elżbiety Róży Czackiej", wydawanego także przez Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi, ważnym głosem w sprawie niewidomych i ich miejsca w świecie.
W klasztorze na ul. Piwnej organizowane są przy współudziale sióstr i wolontariuszy cykliczne spotkania dorosłych niewidomych oraz dzieci i młodzieży będącej podopiecznymi ośrodków Stowarzyszenia "Tęcza" i uczestników Warsztatów Terapii Zajęciowej Spółdzielni "Nowa Praca Niewidomych". Towarzyszą im prelekcje dla rodzin i opiekunów, poświęcone problematyce tyflologicznej i spotkania formacyjne dla wolontariuszy. Prowadzone są też - stacjonarne i wyjazdowe - dni skupienia i rekolekcje oraz turnusy integracyjno-wypoczynkowe dla rodzin osób niewidomych z dziećmi i samotnych niewidomych. Nade wszystko jednak świadczona jest pomoc doraźna osobom, które jej potrzebują. Są bowiem przewodnicy, którzy zawsze wesprą w załatwianiu codziennych życiowych spraw (zakupy, sprzątanie, wizyty lekarskie, sprawy urzędowe). Osoby niewidome i ich rodziny mogą też liczyć na stałą duszpasterską pomoc.
V. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi istnieje już prawie sto lat i realizuje nadal cele wytyczone przez Matkę Elżbietę Różę Czacką. Nie do przecenienia jest jego wkład w organizację pomocy osobom niewidomym i ich rodzinom.
Już na początku działalności, w 1925 roku, założycielka i przewodnicząca Towarzystwu - Matka Elżbieta Czacka została przyjęta przez Prezydenta Rzeczpospolitej w poczet Kawalerów Orderu Odrodzenia Polski i otrzymała za ofiarną i filantropijną pracę Krzyż Oficerski. To wyróżnienie przyjęła jako nagrodę dla Towarzystwa będącego ciałem kolegialnym i w jakimś sensie promocję sprawy niewidomych.
Po latach, w 1994 roku, za służbę dla niewidomych odznaczona została Orderem Orła Białego - Zofia Morawska, od 77 lat związana z Laskami, która swoją pracę rozpoczęła od działalności w Patronacie warszawskim, a dziś jest skarbnikiem Zarządu Towarzystwa.

Teresa Cwalina
www.laski.edu.pl
www.promocjaikariera.pl

powrót do spisu treści



Dom Dziecka Niewidomego w Warszawie

Twórczynią Domu Dziecka Niewidomego - zwanego wcześniej Domem Małego Dziecka - jest Cecylia Czartoryska, związana z Laskami od 1968 roku. Pomysł na powstanie Domu zrodził się w 1982 roku w Towarzystwie Opieki nad Ociemniałymi. Postanowiono objąć opieką osierocone małe dzieci niewidome, które trafiały do sierocińców w Polsce, gdzie zazwyczaj na dwadzieścioro wychowanków przypadały dwie opiekunki. Niewidome dzieci pozostawione same sobie, zagubione w nieznanym dla siebie otoczeniu, nie potrafiły nawiązywać kontaktu z rówieśnikami, nie rozwijały się prawidłowo i ostatecznie były umieszczane w domach dla dzieci upośledzonych. Cecylia Czartoryska podjęła się stworzyć dom, w którym te właśnie dzieci będą miały warunki do prawidłowego rozwoju. Dom miał być daniem szansy rozwoju tym, które takie możliwości rozwoju w sobie miały. Zakładano, że w placówce przebywać będą wychowankowie od pierwszego do piątego roku życia; później przechodziliby do laskowskiego przedszkola.
Jak zwykle przy tego typu przedsięwzięciach, tak i w tym przypadku, pojawiły się problemy dotyczące lokalizacji i zdobycia odpowiednich funduszy na realizację Domu. Dzięki jednak hojności rodziny Sztajerów otrzymano po zmarłym Kazimierzu Sztajerze piętrowy budynek przy ulicy Obrońców 24 na Saskiej Kępie w Warszawie. Warto też naznaczyć, że decyzją Zarządu Dzielnicy uzyskało Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi za symboliczną złotówkę wieczystą dzierżawę podarowanej nieruchomości o powierzchni użytkowej 125 m2 oraz działki o powierzchni 710 m2.
Trzeba pamiętać jeszcze i o tym, że były to lata osiemdziesiąte, kiedy brakowało w Polsce dosłownie wszystkiego i mogło więc upłynąć wiele miesięcy, zanim pierwsi mali mieszkańcy wprowadziliby się do nowego domu. W tym czasie znaleźli się na szczęście ludzie dobrej woli, którzy pomogli zdobyć potrzebne materiały budowlane i środki finansowe na remont.
Dom rozpoczął swoją działalność 19 marca 1984 roku. Cecylia Czartoryska, która wówczas była już na emeryturze, została kierowniczką; Dom prowadzi i dzisiaj. Od początku też istnienia placówki ideę i jej funkcjonowanie wspiera Komitet Pomocy Niewidomym w Polsce. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi przekazało w lipcu 1999 roku administrowanie Domem Fundacji "Praca dla Niewidomych", reprezentującej Komitet na terenie Polski.
Dom Dziecka Niewidomego - podobnie jak Dom Małego Dziecka Niewidomego - nie jest Rodzinnym Domem Dziecka. Opiekę nad dziećmi, będącymi sierotami naturalnymi i społecznymi, które trafiają do placówki bezpośrednio z Domów Dziecka lub dzięki Policji, sprawują opiekunki. Dwanaściorgiem dzieci zajmuje się sześć osób, z których każda pracuje w systemie trzyzmianowym. Zatrudniona jest również kucharka i kierowca. Ponieważ nie ma innych pracowników fizycznych, do obowiązków opiekunek należą także wszelkie prace porządkowe. Funkcjonowanie placówki i atmosfera w niej panująca przypominają dom rodzinny, w którym nie ma co prawda rodziców, bo ich zastąpić nie można, ale jest "Babcia" - tak nazywają wszyscy panią Cecylię Czartoryską - która mieszka na stałe w Domu i "ciocie" (opiekunki).
"Jesteśmy świadomi - mówi prowadząca Dom - że sieroctwo to poczucie niepotrzebności, odrzucenia, które na zawsze pozostawia blizny w psychice dziecka. Niewidome dzieci naśladują dźwięki, a nie zachowanie, nie mają szansy rozwoju, jeśli ktoś im nie pokaże, jak zastępować wzrok. Są zagubione w świecie obcych, przerażających dźwięków, które rozróżniają, ale ich nie rozumieją. Dopóki dzieciaki będą wiedziały, że obok nich jest inny potrzebujący, to same nie będą nieszczęśliwe. Gdy tylko uznają siebie za nieszczęśliwe, to takimi się staną. Większość trudności z wychowaniem dzieci polega na wmawianiu im, że są pępkiem świata i że wszystko im się należy. Wiem, że moje dzieciaki będą miały trudne życie, dlatego trzeba je zahartować, nauczyć, że są potrzebne i że muszą dzielić się z innymi. Sieroctwo można zaleczyć, ale nie można wyleczyć.
Dzieci przychodzą do Domu z bardzo różnymi opiniami pedagogiczno-psychologiczno- lekarskimi, które w 50% nie zgadzają z rzeczywistością. Wynika to z niemożności wszechstronnego wczesnego zbadania dziecka niewidomego. Na ogół dzieci, które przychodzą, mają opinię upośledzonych w rozwoju psychoruchowym, czasami nawet dzieci upośledzonych głęboko i z porażeniem mózgowym. Opinia taka wynika przede wszystkim z tego, że są to wcześniaki, które mają słabsze mięśnie niż dzieci urodzone w terminie. Większość dzieci jest "młodsza od siebie", ponieważ nie ma warunków do rozwoju nie tylko fizycznego, ale również psychicznego. Dziecko niewidome, pozostawione samo sobie, nie ma możliwości naśladowania, dlatego też jego rozwój ulega zahamowaniu, jeżeli nie pomoże mu się w sposób fachowy".
Pani Cecylia Czartoryska nigdy nie mówi o swoich wychowankach "upośledzeni". Jeśli tylko jest wolne miejsce, przyjmie każde osierocone dziecko niewidome, potrzebujące opieki i stara się nauczyć je, jak żyć. Praca z takimi podopiecznymi jest właściwie ciągłą rehabilitacją. Dlatego ważny jest też dobór odpowiedniego personelu, który ma kwalifikacje w zakresie rehabilitacji niewidomych i umie podjąć trudną codzienną służbę niewidzącemu dziecku. Wychowankowie ze sprzężonym kalectwem, wymagający specjalnych zabiegów rehabilitacyjnych, korzystają ze specjalistycznej pomocy pracowników Ośrodka w Laskach. Codziennie też do szkoły podstawowej w Ośrodku dowożona jest własnym transportem trójka uczniów i do przedszkola - jedno dziecko. Samochód ofiarowało Domowi przed laty przedstawicielstwo Unii Europejskiej i Dyrekcji Renault-Polska, firmy, która zapewnia bezpłatnie - także i dzisiaj - stały serwis pojazdu.
Podopieczni Domu mieli także możliwość - dzięki stypendiom otrzymanym od różnych darczyńców - uczyć się w Społecznej Szkole Stowarzyszenia Kultury i Edukacji przy ul. Okopowej w Warszawie oraz kształcić - dzięki Fundacji dla Dzieci Uzdolnionych Muzycznie - w Szkole Muzycznej na ul. Miodowej. W tym roku wychowanka Domu ukończyła Niepubliczne Policealne Studium Terapii Muzycznej.
Od 2000 roku Dom Małego Dziecka Niewidomego funkcjonuje bowiem jako Dom Dziecka Niewidomego. Dzieci przyjmowane są od roku do trzech lat (wyjątkowo do lat pięciu). W związku ze zmianą nazwy Domu, podopieczni mogą tu przebywać do pełnoletności. Najwcześniej po czterech latach pobytu w placówce dziecko bywa - jeżeli są niewielkie szanse na jego dalszy rozwój - kierowane do Domu Opieki Społecznej. W ciągu 23 lat działalności Domu zaadaptowano jego sześcioro wychowanków - troje z nich znalazło nowych rodziców za granicą; dwoje dzieci jest w rodzinach zastępczych.

Agnieszka Derdziak
www.fpdn.org.pl

powrót do spisu treści



Nad relacjami z osobami niewidzącymi zastanawia się psycholog - Izabela Szwarocka

Każda relacja międzyludzka to przede wszystkim relacja z konkretną osobą i w zależności od charakteru tej relacji zwracamy uwagę na bardzo różne jej przejawy. Dotyczy to zarówno relacji, jakie aktualnie nawiązujemy, jak i tych, które pragniemy nawiązać. Kiedy myślimy o spotkaniu z kimś bliskim, angażujemy zwykle nasze najgłębsze uczucia i myśli; gdy spotykamy się z kimś na gruncie zawodowym, staramy się być profesjonalistami; w relacji z kimś, kogo postrzegamy jako autorytet, koncentrujemy się na tym, by go słuchać, pozwalamy mu niejako prowadzić nasze myśli czy decyzje.
A co wywołuje w nas myśl o relacji z osobami, które nie widzą? Czy wiedząc, że mamy spotkać się z kimś, kto nie widzi, myślimy: to ten, niewidomy czy raczej: o Krzyśku Kowalskim, zwanym Pająkiem lub o człowieku, z którym chce się być, bo zwykle ma coś ciekawego albo ważnego do powiedzenia. Wydaje się, że już nasze postrzeganie osoby, która nie widzi, nadawać będzie szczególne znaczenie relacji z tą osobą. Może zakładać bowiem naszą bezpośrednią odpowiedzialność za tę relację; zarówno za to, jak sami będziemy się w niej czuli, jak też za to, jak odnajdzie się w niej osoba niewidząca - tzn. czy będzie czuła się na równi z nami, czy raczej jako przedmiot naszych działań albo niespełnionych w inny sposób ambicji.
Z drugiej strony, nie do przecenienia jest wkład samych osób niewidzących w relacje, jakie nawiązują z otoczeniem. Sądzę, że składa się na to kilka czynników. Ogromną rolę odgrywają warunki rozwoju - swego rodzaju inteligencja emocjonalna i obycie społeczne - osoby niewidzącej kształtowane w okresie dzieciństwa i dojrzewania, ale też
- i to jest może nawet pierwszoplanowe - jakie znaczenie ma dla takiej osoby fakt jej niewidzenia. Czy jest to fakt, z którym trzeba coś zrobić, np. nauczyć się z tym żyć, a przede wszystkim zobaczyć sens swojego życia w takiej rzeczywistości, czy też raczej doświadczenie, które piętnuje, naznacza, zamyka, coś odbiera i wiele uniemożliwia? Może warto odpowiedzieć sobie na te pytania albo postawić takie, które w poczuciu konkretnej osoby niewidzącej pozwolą lepiej przyjrzeć się doświadczeniu swojego niewidzenia; może to okazać się ważne w budowaniu istotnych, zdrowych relacji z otoczeniem, jak też w określeniu obszarów i przyczyn ewentualnych trudności w tych relacjach.
Wydaje się, że gdy niewidzenie jest faktem, czyli problemem do podjęcia - rozumiem przez to opanowanie technicznej strony życia - staje się ono jednym z wielu problemów, który z czasem traci swoją ostrość. Codzienne trudności już nie dotykają całości niewidzenia; ograniczają się raczej do jakiegoś bardzo konkretnego wycinka życia, np. jak przeczytać książkę, jak przedstawić się pracodawcy, aby pomimo niewidzenia zwiększyć swoje szanse na przyjęcie do pracy itd. Stwarza to możliwość nawiązywania takich relacji, w których obie strony - zarówno osoba widząca, jak i niewidząca - biorą pod uwagę pewną odmienność funkcjonowania osoby niewidzącej w różnych sytuacjach, jednak fakt niewidzenia nie dominuje w kontakcie. Równie dobrze można porozmawiać o innych problemach albo po prostu przeżywać wspólnie codzienność z jej radościami i troskami. Niewidzenie będzie się wiązało w takiej sytuacji z dobraniem pewnego sposobu czy techniki, umożliwiającego osobie niewidzącej pełniejszy udział w konkretnych sytuacjach życiowych. Osoba widząca nie będzie więc kontaktowała się z niewidomą Anką, ale raczej z Anką, która jest kimś ważnym; świetnie robi ciasto, które bardzo lubimy; chętnie, podobnie, jak my, chodzi na koncerty lub do kina; ma dla nas czas i wielkie serce; nie widzi, więc łatwiej jej będzie posprzątać dom na święta przy naszej pomocy, bo nie każdy brud da się wyczuć ręką.
Kiedy niewidzenie determinuje całość lub większość obszarów życia osoby niewidzącej, może to być źródłem istotnych trudności w relacjach z jej widzącym otoczeniem. Osoby widzące mogą wtedy dominować albo spełniać wszystkie oczekiwania osoby niewidzącej. Obie strony mogą też wypracować różne strategie, np. unikanie trudnych rozmów. Jakość i różnorodność wzajemnych kontaktów może stać się coraz bardziej ograniczona, zawężona do perspektywy i pewnego rodzaju roli niewidomego. Taki charakter kontaktów osoby niewidzącej ze światem, - zwłaszcza, gdy towarzyszą temu niekorzystne warunki środowiskowe - może sprzyjać powstawaniu u niej zaburzeń osobowości, które już same w sobie bywają źródłem trudności w relacjach z otoczeniem.
Psychologowie i psychiatrzy zajmujący się badaniem tego tematu mówią, że u osób niepełnosprawnych mogą więc, chociaż nie muszą, powstać zaburzenia osobowości jako
rezultat niesprzyjających warunków środowiskowych), np. w związku z ciągłym przeżywaniem skutków swojego kalectwa w obcowaniu zbyt opiekuńczym, odrzucającym, wyszydzającym, a niekiedy wręcz okrutnym środowiskiem. Osoby z zaburzeniami osobowości charakteryzowałaby więc niepewność, niewiara we własne możliwości, obniżona samoocena (często kompleks niższości), niski poziom samoakceptacji, nadwrażliwość, nieufność, ostrożność, poczucie zagrożenia, zaburzony obraz własnej osoby, poczucie kontroli zewnętrznej, zmienność nastroju, słabość ego, nadmierna koncentracja na ciele, przypisywanie otoczeniu wrogich zamiarów (czasem nastawienie urojeniowe), postawa cierpiętnicza i męczeńskiego godzenia się z losem, a w stosunku do środowiska - zachowania złośliwe, agresywne lub nawet antyspołeczne. Osoby takie mogą żyć zawiścią, buntem, nienawidzieć zdrowych i szczęśliwych, życzyć im źle lub czynnie starać się drugim szkodzić.
Prawdopodobnie w wypadku większości osób niewidzących nie występuje pełen wachlarz opisanych zaburzeń; myślę jednak, że część z wymienionych reakcji, czy trudnych niekiedy dla otoczenia, a nawet dla nich samych zachowań, może być związana z określonymi zakłóceniami w zakresie spostrzegania czy interpretowania zdarzeń. Wynika to z niepełnego, tzn. pozbawionego zmysłu wzroku, odbioru rzeczywistości. Osoba niewidząca, która nie czuje się na co dzień akceptowana przez swoje otoczenie, przekonana o swojej mniejszej wartości, może - nawet w sytuacjach neutralnych - interpretować czyjś niechętny lub podenerwowany ton głosu jako wyraz niechęci skierowanej właśnie na jej osobę, nie rejestrując jednocześnie, że rozmówca nerwowo patrzy na zegarek i prawdopodobnie gdzieś się spieszy. Można by tu podać wiele przykładów pokazujących, jak pozbawiony oglądu wzrokowego odbiór sytuacji może sprzyjać tworzeniu i utrwalaniu się zniekształconych czy błędnych spostrzeżeń i wyobrażeń. Nieocenioną rolę może w takich sytuacjach odegrać pełna komunikacja, gdzie będzie miejsce i czas na wyartykułowanie i wyjaśnienie obaw i wątpliwości. W atmosferze budowanego na niej zaufania, osoba niewidząca będzie mogła traktować uzyskane informacje jako poszerzenie swojej perspektywy, a nie jako pocieszenie lub proste zanegowanie jej wyobrażeń.
Wydaje się też, że odpowiedź, jakiej sama osoba niewidząca mogłaby sobie udzielić na pytanie o sens swojego cierpienia może być czymś, co uzdrawia i wzbogaca relacje
z otoczeniem. Nie trzeba już będzie sobie nawzajem udowadniać, czy jakoś szczególnie traktować sytuacje niewidzenia. Oby stało się ono dla większości osób niewidzących po prostu brakiem jednego analizatora, a w perspektywie duchowej - przyjęciem Krzyża, nie zaś przekleństwem, naznaczeniem i ograniczeniem. Dla relacji z innymi ludźmi oznacza to chyba jakąś pełnię tych spotkań. Oznacza też jakąś wewnętrzną wolność obu stron i swobodę we wspólnym przeżywaniu tak pięknych, jak i trudnych zdarzeń.
Odpowiadając najbardziej wprost na pytanie: czy człowiek w sytuacji niewidzenia potrzebuje jakiejś innej niż wszyscy relacji z ludźmi, powiem: nie potrzebuje, ale wymaga to pewnej dojrzałości od osób niewidzących i zmierzenia się z faktem własnego niewidzenia tak, by stało się ono częścią życia, a nie jego determinantą.

Tyflologowie i psychologowie powszechnie zgadzają się na jedno, mianowicie, że w zasadzie nie ma psychologii niewidomego, że jest tylko psychologia człowieka, który nie widzi, a więc jest pozbawiony jednego narzędzia dla poznania otaczającego go świata. Znaczy to, że jeśli niewidomy jest skądinąd normalny, nie ma innych kalectw lub obarczeń dziedzicznych i otrzymał od początku właściwe wychowanie i wykształcenie, to jego psychika będzie się różnić od psychiki widzącego tylko brakiem tych wrażeń i wyobrażeń, które ściśle otrzymuje się za pośrednictwem wzroku oraz pewnym ograniczeniem sfery aktywnej, które brak wzroku wywołuje u niego. (M. Elżbieta Czacka, s.. Teresa Landy "Dziecko niewidome",1938)

powrót do spisu treści



O Zgromadzeniu Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża opowiada Matka M. Noemi Wróbel

Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża jest pierwszą żeńską wspólnotą zakonną założoną w niepodległej Polsce. Powstało w 1918 roku. Założycielka - Matka Elżbieta Róża Czacka poświęciła je apostolstwu i służbie ludziom niewidomym oraz apostolstwu wśród widzących, zwłaszcza "niewidomych na duszy" i wynagradzaniu za duchową ślepotę świata. Charyzmat Zgromadzenia stanowi oddawanie chwały Trójcy Świętej przez życie poświęcone apostolstwu i służbie niewidomym. W godle i pieczęci Zgromadzenia znajduje się słowo: "PAX"; napis na górze głosi: "Caritas Christi urget nos", u dołu zaś: "Pax et gaudium in Cruce".
Siostry prowadzą działalność apostolską, wychowawczą, rehabilitacyjną oraz świadczą potrzebną pomoc osobom niewidomym i niedowidzącym, głuchoniewidomym i niewidomym obarczonym innymi jeszcze kalectwami, a także niewidomym upośledzonym umysłowo. Są wychowawczyniami i nauczycielkami; podejmują prace administracyjne i gospodarcze; prowadzą biblioteki brajlowskie i wiedzy religijnej; zajmują się pracą naukową z zakresu tyflologii i propagują sprawę niewidomych w świecie ludzi widzących. Pracują z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Dążą do tego, by "niewidomi nieśli swój krzyż z miłości ku Bogu i w ten sposób włączali się w dzieło Odkupienia".
Dzisiaj Zgromadzenie liczy 181 sióstr profesek (w tym tych, które złożyły śluby wieczyste, jest 160) i ma swoje domy nie tylko w Polsce (Laski, Izabelin, klasztor w Warszawie na ulicy Piwnej, Sobieszewo, Rabka, Żułów), ale i na świecie (we Włoszech - Capodacqua; w Indiach - Bangalore i Kotagiri; na Ukrainie - Stary Skałat, Charków, Żytomierz; placówkę w Republice Południowej Afryki - Siloe oraz w Rwandzie - Kibeho).
Dzieło Matki Elżbiety Róży Czackiej wyrosłe przed prawie stu laty z potrzeby zajęcia się niewidomymi, którymi nikt wtedy w Polsce się nie zajmował i podjęcia pracy nie tyle opiekuńczo-charytatywnej, co przede wszystkim działań przywracających ludzką godność osobom niewidomym, wymagało oparcia na solidnym fundamencie. Matka nawiązała kontakt z francuskim Zgromadzeniem Sióstr Niewidomych od św. Pawła, ale - jak wiemy - "myśl o Zgromadzeniu powstała w Żytomierzu". Tam spotkała Róża Czacka ks. Władysława Krawieckiego i przyjęła jego kierownictwo duchowe; odbyła nowicjat i 19 marca 1917 roku złożyła jako siostra Elżbieta pierwsze śluby tercjarskie, wieczyste - 15 sierpnia następnego roku i "z myślą o przyszłym zgromadzeniu - powie potem - przywdziałam za pozwoleniem łucko-żytomirskiego biskupa habit III Zakonu Świętego Franciszka". W maju 1918 roku w Warszawie otrzymała ustne pozwolenie od arcybiskupa Aleksandra Kakowskiego na rozpoczęcie życia zakonnego połączonego z opieką nad niewidomymi i jesienią tegoż roku grupa 12 kandydatek rozpoczęła rekolekcje; datę ich zakończenia - 30 listopada 1918 roku przyjmuje się za początek Zgromadzenia. Nienazwana jeszcze wspólnota zakonna będzie poszukiwać własnej drogi; kolejne lata - do roku 1932 są czasem formowania duchowości i Zgromadzenia, "które jest po to, by służyć niewidomym i nigdy nie było samo dla siebie". Pierwsze siostry zamieszkały ze świeckimi nauczycielkami i wolontariuszkami w placówce warszawskiej Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi przy ulicy Polnej. W ten sposób idea chrześcijańskiej służby niewidomym związała siostry i świeckich, i niewidomych. Zasada wzajemnej współpracy określać będzie też odtąd związek Zgromadzenia z Towarzystwem. Pisemna umowa z 1935 roku, oparta wtedy o praktykę ostatnich dwunastu lat, głosiła: "1. Siostry obowiązują się dawać swoją pracę Towarzystwu Opieki nad Ociemniałymi w zakresie swoich kwalifikacji i możliwości jako personel naukowy (tyflologia), nauczycielski, wychowawczy, instruktorski, pielęgniarski, administracyjny oraz jako obsługa gospodarcza wszelkich kategorii: zarówno w działach bezpośredniej służby niewidomym, jak i w działach zarobkowych. (...) 3. Siostry zastrzegają sobie prawo służenia innym instytucjom, jednak towarzystwo ma pierwszeństwo do usług zgromadzenia. 4. Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w zamian za pracę dostarcza siostrom mieszkania, pożywienia, a w miarę możliwości odzież niszczącą się przy pracy oraz zapewnia opiekę lekarską na miejscu (to samo wynagrodzenie dla wszystkich pracujących sióstr)".
Warto przywołać jeszcze inny dokument - "Memoriał w sprawie Dzieła" (1937), w którym czytamy m. in.: "Dzieło niewidomych stanowi nie tylko instytucję charytatywną opieki nad niewidomymi, ale także ośrodek ofiary i modlitwy za niewidomych na duszy. Ta więź duchowa i ścisły związek między tymi różnorodnymi elementami Dzieła dokonał się w sposób samorzutny i próby rozdzielenia tej całości dla wtłoczenia poszczególnych części w inne ramy, godziłoby się, jak się zdaje, w całość żywego organizmu.
(...) Ponieważ dobro niewidomych było i jest w zamierzeniu założycielki właściwym celem Dzieła, któremu siostry mają służyć, dobro to jest zawsze brane przede wszystkim pod uwagę".
Siostry i świeccy, wszyscy służymy niewidomym. Przypomnę na koniec ogólne zasady tej służby, opracowane przed laty przez III Kapitułę Generalną Zgromadzenia:
" 1. Wszystkie siostry bez wyjątku obowiązane są znać - przypomnę - podstawowe zasady tyflologii i posiadać umiejętność postępowania zgodnie z nimi w służbie osobom niewidomym.
2. Najważniejszym i podstawowym prawem w Dziele jest przykazanie miłości. Obowiązuje ono w pierwszym rzędzie wychowawców i tych, którzy mają jakąkolwiek styczność z osobami niewidomymi, a tym bardziej obowiązuje ono każdą siostrę. Powinna się odznaczać prawdziwą miłością wobec człowieka niewidomego i okazując mu serce, umieć służyć w sposób rozumny.
3. Pomagając ludziom niewidomym powinny siostry zawsze pamiętać, że każdy człowiek jest osobą (persona); charakteryzuje się więc sobie tylko właściwą indywidualnością. A zatem trzeba dostosować pomoc do możliwości, potrzeb i upodobań danej osoby. Błędem jest porównywanie ludzi niewidomych między sobą i na podstawie możliwości jednych sądzenie o możliwości innych osób.
4. Właściwa pomoc polega na tym, aby człowieka niewidomego tak wesprzeć w tworzeniu odpowiednich warunków życia, by jak najmniej potrzebował pomocy ludzi widzących. Należy więc rozwijać jego inicjatywę, zmysł organizacji, umiejętność adaptowania otoczenia do swoich potrzeb. We wszystkim zaś, co jest nieprzewidzialne lub wykracza poza możliwości konkretnej osoby niewidomej, okazywać szczególną pomoc.
5. W wychowaniu dzieci i młodzieży niewidomej należy dążyć do wyrobienia w nich odpowiednich cech umożliwiających samodzielne życie. Inaczej trzeba odnosić się do dorosłych niewidomych, którym nie można odmawiać pomocy pod pretekstem, że powinni się usamodzielnić. Pouczanie niewidomych jest w tym wypadku niewłaściwe.
6. Siostry powinny odnosić się do osób niewidomych w sposób naturalny, nie okazując ani litości, która tylko drażni, ani sentymentalnego współczucia. Nie można jednak przyzwyczaić się do samego kalectwa i zapominać o trudnościach, które ono niesie.
7. W rozmowie z ludźmi niewidomymi mają używać siostry słownictwa osób widzących, nie unikając zwrotów opartych na wrażeniach wzrokowych.
8. W wyniku doznanych cierpień i trudności życiowych człowiek niewidomy staje się często osobą nadwrażliwą. Trzeba odnosić się do tego faktu ze zrozumieniem, okazywać delikatność, dobroć i unikać tego wszystkiego, co mogłoby urazić lub sprawić dodatkowy ból osobie niewidomej.
9. Bardziej niż ludzie widzący, człowiek niewidomy jest wrażliwy na sposób mówienia, dlatego rozmawiając z nim powinny siostry zwrócić na to szczególną uwagę. Należy mówić zawsze łagodnie, cierpliwie i życzliwie, nie odstępując od słusznych wymagań.
10. W żadnej sytuacji nie wolno wykorzystywać kalectwa osoby niewidomej, by ukryć przed nią prawdę lub swoją obecność.
11. W razie potrzeby siostry będą z delikatnością i współczuciem, ale i z prostotą, rozmawiały z osobami niewidomymi o ich kalectwie jako o fakcie dokonanym, który trzeba zaakceptować i przystosować się do warunków, jakie stwarza brak wzroku. Dobrze jest zwrócić uwagę na realne wartości, które osoba niewidoma może wnieść w otoczenie.
12. Bardzo ważną jest rzeczą, aby siostry w kontakcie z ludźmi niewidomymi swoim zachowaniem budowały radosną i pogodną atmosferę, cierpliwie i z wyrozumiałością znosząc wady charakteru poszczególnych osób niewidomych, nie pozwalając jednak na niewłaściwe zachowanie dzieciom i młodzieży. Tylko osobista wzajemna przyjaźń z dorosłą osobą niewidomą pozwala siostrom na krytykę jej postawy.
13. Siostry powinny starać się, by ich praktyki religijne i obowiązki zakonne nie ciążyły niewidomym, ale by całe życie religijne sióstr mówiło o dobroci i miłości Boga".

powrót do spisu treści



O działalności sióstr franciszkanek służebnic Krzyża na rzecz osób niewidomych w świecie

Pierwsza placówka zagraniczna Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża powstała we Włoszech w Capodacqua di Assisi przy miejscowej parafii. Rozpoczęła swoją działalność 10 listopada 1986 roku. Siostry bardzo aktywnie włączyły się w życie wspólnoty parafialnej, otoczyły opieką chorych, jedna z nich - masażystka świadczyła usługi specjalistyczne, inna siostra pełniła dyżury nocne przy dzieciach niewidomych ze sprzężonym kalectwem w Istituto Serafico. Trzy lata później, w liście powizytacyjnym pisała matka Alma Skrzydlewska: "Placówka ma charakter apostolski: świadectwo obecności życia zakonnego, w którym podkreśla się poprzestanie na małym, otwarcie na ludzi, modlitwę". Dzisiaj pierwsza fundacja zagraniczna Zgromadzenia służy dalej parafialnej wspólnocie, siostry pracują też w Istituto; Capodacqua stanowi także bazę prowadzonych prac związanych z procesem beatyfikacyjnym Matki Czackiej i Ojca Korniłowicza. Wspólnotę domu tworzą 4 siostry.
Do Indii pierwsze franciszkanki służebnice Krzyża przybyły w czerwcu 1988 roku. S. Rafaela Nałęcz i s. Goretti Podoska zatrzymały się gościnnie w domu Zgromadzenia Sióstr Satya Seva. S. Regina Woroniecka, polska urszulanka i założycielka tej zakonnej wspólnoty, przyjęła trzy kandydatki do naszego zgromadzenia, które w domu formacyjnym w Mariapura czekały na przyjazd sióstr z Polski i przyjęcie do Postulatu (nastąpiło to 16 lipca 1988 roku). S. Regina Woroniecka pomogła też naszemu zgromadzeniu osiedlić się w Indii.
24 października następnego roku siostry i kandydatki rozpoczęły samodzielne życie w wynajętym domu i swoją służbę niewidomym w Bangalore (pomoc uczniom ze Szkoły dla Niewidomych w Whitefield, wsparcie indywidualne osób niewidomych). W marcu 1990 roku zakupiono dom i działkę budowlaną, na której postawiono Dom Matki Elżbiety. Siostry zamieszkały w nim w grudniu 1990 roku. Dwa miesiące później przyprowadzono do sióstr trzech niewidomych chłopców. To wydarzenie uznaje się za początek bezpośredniej służby Zgromadzenia niewidomym w Indii. W czerwcu tegoż roku zaczęto przyjmować do domu sióstr dzieci niewidome, które uczyły się w szkołach dla widzących. 18 listopada 1991 roku Zgromadzenie zostało zarejestrowane i otrzymało nazwę "Jyothi Seva Society - Franciscan Sisters Servants of the Cross". "Statut Jyothi Seva Society" zobowiązywał siostry do służby osobom niewidomym oraz ze sprzężonym kalectwem, niezależnie od narodowości, kasty, religii, wyznania, języka, rasy tych osób. Podejmowanie działań - przede wszystkim edukacyjnych i rehabilitacyjnych zgodnych z wymogami wiedzy tyflologicznej - zależne miało być od wielkości placówek i ich ekonomicznych możliwości. Siostry miały prowadzić rehabilitację podstawową i szkolenie osób niewidomych, a także towarzyszyć im w zdobywaniu wykształcenia ogólnego i zawodowego oraz pomóc w zatrudnieniu się i w poszukiwaniu nowych miejsc pracy. Towarzystwo Jyothi Seva zobowiązane zostało również do organizacji bibliotek zbiorów specjalnych - książki brajlowskiej i książki mówionej oraz do szerzenia wiedzy medycznej i tyflologicznej przez organizację kursów i seminariów dla pracowników socjalnych i wolontariuszy.
Od 1996 roku prowadzi własną szkołę dla dzieci niewidomych (zarejestrowaną przez rząd Karnataki w 2001 roku) z internatem. Obecnie w szkole uczy się 48; w internacie mieszka 56 dzieci w wieku od 4 do 22 lat, z czego 20 to zupełne sieroty. Wspólnota zakonna w Bangalore liczy 10 sióstr.
W czerwcu 1992 roku Zgromadzenie zakupiło posiadłość w Kotagiri; w październiku przybyły tu postulantki, które w czerwcu następnego roku zostały wprowadzone do nowicjatu - pierwszego nowicjatu Zgromadzenia poza granicami Polski. Dom sióstr w Kotagiri, nazwany Domem Maryi Matki Kościoła, został erygowany w 1993 roku. Obecnie formację swoją odbywa tu 8 postulantek i 4 nowicjuszki. W marcu 1994 roku w domu zamieszkały pierwsze niewidome dzieci. Z czasem uznano, że w Kotagiri przebywać będzie młodzież, m. in. po ukończenu szkoły w Bangalore. Zaproponowano jej szkolenie zawodowe z zakresu dziewiarstwa. Obecnie w "Domu Radości" zamieszkuje pięć niewidomych kobiet w wieku od 17 do 38 lat (trzy z nich są ponadto niepełnosprawne umysłowo). Pracują na warsztatach dziewiarskich. Ze względu na ostry, górski klimat, ich wyroby - swetry i czapki - cieszą się dużą popularnością. W Kotagiri są 4 siostry.
Pierwsze franciszkanki służebnice Krzyża przyjechały na Ukrainę we wrześniu 1991 roku. S. Miriam Isakowicz i s. Daria Wojtaszczyk rozpoczęły pracę parafialną na terenach zamieszkałych przez Polaków - w Starym Skałacie i pobliskiej Połupanówce. W powstałym domu zakonnym zamieszkuje dzisiaj 3 siostry. Prowadzą dalej katechizację wśród dzieci i młodzieży oraz pracę duszpasterską, przejawiającą się w udzielaniu miejscowej ludności różnorakiej pomocy materialnej, medycznej, duchowej i moralnej. Stary Skałat stanowi również zaplecze wakacyjne dla niewidomej młodzieży z Charkowa i z Żytomierza.
Od 1993 roku siostry bowiem pracują również w Szkole dla Niewidomych im. W. Korolenko w Charkowie (prowadzenie pracowni prac ręcznych tzw. wiązania, praca w przedszkolu), a także wśród dorosłych niewidomych, żyjących samotnie lub z rodzinami w mieście i w tzw. obscieżytiu. Niosą pomoc, prowadzą Bibliotekę Wiedzy Chrześcijańskiej, obejmującą dział książki w trzech językach (ukraińskim, rosyjskim i polskim) - czarnodrukowej, dział książki brajlowskiej oraz dział kaset dźwiękowych. Siostry podejmują służbę niewidomym we współpracy z osobami świeckimi. Dom Zgromadzenia, w którym obecnie zamieszkuje cztery siostry, jest miejscem spotkań niewidomych studentów, dzieci i młodzieży oraz osób dorosłych niewidomych, szukających u sióstr pomocy materialnej i duchowej.
Podobne działania na rzecz niewidomych Zgromadzenie podjęło w Żytomierzu w 2003 roku. Siostry jako wolontaiuszki pracują w Szkole dla Dzieci Niewidomych i z Wadami Wzroku. Pomagają też dorosłym niewidomym. Żytomierski dom zakonny tworzą 3 siostry.
Swoją służbę niewidomym na kontynencie afrykańskim rozpoczęło Zgromadzenie w 2002 roku w Szkole dla Niewidomych w Siloe koło Pietersburga w Republice Południowej Afryki. Rok wcześniej, jesienią 2001 roku, s. Rafaela Nałęcz i s. Goretti Podoska nawiązały współpracę z istniejącą od 50 lat placówką. Zdecydowano, że siostry podzielą się swoimi doświadczeniami tyflologicznymi z miejscowymi nauczycielami; będą uczyć matematyki, katechizować i prowadzić zajęcia edukacyjno-rehabilitacyjne. Obecnie w Siloe są 3 siostry.
Ostatnio Zgromadzenie oddelegowało s. Rafaelę Nałęcz do Rwandy, by w Kibeho zorganizowała kolejną zagraniczną placówkę. Planowana jest tam budowa szkoły podstawowej z internatem, która umozliwi naukę dzieciom niewidomym z różnych stron kraju.
Przez swoją obecność i służbę niewidomym siostry franciszkanki służebnice Krzyża dają świadectwo wiary, a także - możliwość innego spojrzenia przez osobę niewidomą na jej niepełnosprawność. Niewidomi we Włoszech, w Indii, na Ukrainie i w Afryce mogą być nie tylko ludźmi użytecznymi, na równi z widzącymi uczestniczącymi w życiu społecznym, ale przede wszystkim mają możliwość zaakceptowania swego kalectwa i dostrzeżenia w nim zadania, które Bóg zaplanował dla ich życia.

tc

s. Sara Iwona Kieliszek: "Działalność apostolska Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża na rzecz osób niewidomych w placówkach zagranicznych", Warszawa 2002 (mps w Archiwum Franciszkanek Służebnic Krzyża)

powrót do spisu treści



O swojej służbie Światłu pisze z Indii Monika Łoboda

Na ziemi indyjskiej wylądowałam w dniu 4 września w 2003 roku. Objęłam funkcję nauczycielki w szkole dla niewidomych w ośrodku Jyothi Seva w Bangalore, placówce założonej i kierowanej przez siostry franciszkanki służebnice Krzyża. Prowadziłam zajęcia z muzyki, gimnastyki i prac ręcznych. Potem zostałam wychowawczynią niewidomych chłopców i szkolnym opiekunem klasy VI. W wolnych chwilach drukowałam notatki i książki w brajlu. W Bangalore mieszkałam w ubogiej dzielnicy muzułmańskiej, skupiającej wyznawców różnych religii.
"Jyothi Seva" oznacza w sanskrycie "Służbę Światłu". Taką nazwą określiły siostry nie tylko placówkę dla około 60 niewidzących dzieci (w tym 20 sierot), pochodzących z bardzo biednych rodzin muzułmańskich, hinduistycznych i chrześcijańskich, ale też całą swoją działalność w Indiach. Dla mnie ta nazwa przypominała, że zostałam posłana z ramienia Kościoła na misje (w kwietniu 2003 roku otrzymałam w Warszawie od Nuncjusza Apostolskiego Krzyż Misyjny).
Siostry i współpracownicy Jyothi Seva starają się jak najlepiej przygotować swoich wychowanków do życia po niewidomemu; pragną, aby w przyszłości umieli oni odnaleźć się w indyjskiej rzeczywistości; by jako dorośli byli użytecznymi członkami społeczeństwa i przez pogodne znoszenie kalectwa dawali świadectwo, że możliwe jest godne życie.
Prowadzone przeze mnie zajęcia: lepienie z gliny, nawlekanie koralików czy malowanie w szablonach, zajęcia muzyczne miały otworzyć serca dzieci. Dążyłam do tego, by każde mogło - i to było najważniejsze - wypowiedzieć siebie, "wyśpiewać swoją drogę"; by wolne w swojej religijności dawało świadectwo Miłości, którą w sobie ma. Niezależnie czy było to wyznanie w języku Urdu o Allachu albo w języku Telugu czy Tamil o hinduistycznych bogach... Także zajęcia z gimnastyki łączyłam bardzo często z zabawą i śpiewem. Śpiew ten był też często modlitwą.
Ze szczególnym wzruszeniem wspominam moją pracę wychowawczą z chłopcami w Home for The Blind. W domu zamieszkiwało dziesięciu chłopców, w tym trzy sieroty. Wspólne bycie pod jednym dachem uczyło nas wszystkich żyć jak w rodzinie. Dzieliliśmy między sobą codzienne obowiązki i razem świętowaliśmy. W mojej pamięci pozostały piękne chwile wspólnych posiłków na macie w stylu indyjskim, organizowane przedstawienia okolicznościowe i spotkania na modlitwie wieczornej.
Podczas mojego trzyletniego pobytu w Indiach miałam okazję zobaczyć także inne ośrodki i szkoły dla niewidomych, prowadzone przez hinduistów. Mogłam też doświadczyć, ilu niewidomych jest odrzuconych przez społeczeństwo; żyje na ulicach czy w slumsach.
Gdy myślę o moich wychowankach, to ufam, że będą mogli żyć godnie i w przyszłości; że odnajdą swoje miejsce w lokalnej społeczności i w swoim życiu przechodzić będą przez świątynie wiary, niezależnie od tego, dokąd podążą: czy do meczetu, czy do świątyni hinduistycznej Shivy czy Ganesha albo świątyni Kali, Wishnu czy też do kościoła. "Nie zwątpią - tak jak mówi indyjskie przysłowie - w błękit nieba, gdy nad ich dachem staną ciemne chmury".

powrót do spisu treści



Żyłam w Indiach dwa lata po niewidomemu, a potem naprawdę zobaczyłam ten kraj
wspomina po latach absolwentka Lasek - Wanda Wajda

Urodziłam się jako osoba całkiem niewidoma, z zaćmą. W dzieciństwie, w wieku czterech lat przeszłam operację, po której zaczęłam trochę widzieć. Zawsze używałam silnych okularów: szkła początkowo plus osiemnaście, potem były plus dziesięć. Chodziłam do szkoły podstawowej dla niewidomych w Krakowie, potem uczyłam się w zasadniczej szkole zawodowej w Laskach. Posługiwałam się głównie brajlem, ale używałam też czarnego druku. W 1985 roku rozpoczęłam pracę jako dziewiarz maszynowy w Spółdzielni "Nowa Praca" w Warszawie, zamieszkałam u sióstr na Piwnej. Zrobiłam maturę w liceum ogólnokształcącym dla pracujących. Uczyłam się intensywnie języka angielskiego na kursach u metodystów.
Znowu jednak pojawiły się bardzo poważne problemy ze wzrokiem. Zaatakowała mnie jaskra. Proces całkowitej utraty wzroku trwał bardzo krótko, niecałe cztery miesiące. Pracowałam wtedy w drukarni. Widziałam jeszcze kolory i cienie, ale po operacji ratującej wzrok (!) straciłam wszystko.
W wieku 22 lat zostałam osobą całkowicie niewidomą. Nie pogodziłam się z tym, że nie widzę. Ja tylko to przyjęłam. Wiedziałam, że jeżeli nie zaakceptuję jakoś tego niewidzenia, to nie będę mogła dalej żyć. I tak przez prawie dziewięć lat żyłam po niewidomemu.
W którymś momencie zdecydowałam się wyjechać do Indii, by pracować wraz z siostrami franciszkankami służebnicami Krzyża. Najpierw miało to trwać trzy miesiące, potem postanowiłam zostać w Indiach dłużej. W sierpniu 1995 roku przyjechałam - z wizą na rok - do Bangalore. Jako świecka wolontariuszka rozpoczęłam pracę w Jyothi Seva. Pomagałam niewidomym wychowankom w matematyce, uczyłam posługiwać się komputerem, prowadziłam zajęcia wychowania fizycznego, przepisywałam książki w brajlu.
W sierpniu 1996 roku do Bangalore przywieziono siedmioro niewidomych dzieci z Domu Dziecka Sióstr Misjonarek z Kalkuty. Wśród nich była ośmiomiesięczna Scholastyka z olbrzymimi cystami pod oczami, w których nie było gałek, z zaawansowaną infekcją uszu i wysoką gorączką. Od początku było dane mi opiekować się nią. Gdy Scholatyka miał rok, stwierdzono, że ma w stopniu znacznym uszkodzony słuch, potem okazało się, że jest dzieckiem wymagającym bezglutenowej diety. Trudno też było określić możliwości intelektualne dziewczynki. Zostałam jej prawnym opiekunem; wiosną 2000 roku przyjechałam ze Scholastyką do Polski; rok później otrzymała ona polskie obywatelstwo, a potem ja zostałam jej adopcyjną matką. Zamieszkałyśmy w Warszawie. Obecnie Scholastyka ma 11 lat i jest uczennicą w dziale głuchoniewidomych w Laskach, a ja pracuję w Laskach - komputerowo opracowuję teksty brajlem. Trwa moja indyjska przygoda.
Gdy przyjechałam do Bangalore, spotkałam hinduskiego księdza, który kiedy mnie zobaczył, powiedział: "zanim wyjedziesz z Indii, zobaczysz, jaki to piękny kraj. Módl się tylko do św. Józefa". Powiem szczerze, że nigdy nie modliłam się do św. Józefa. Zaczęłam też unikać Księdza. Natomiast on, wierząc w to święte wstawiennictwo gorąco modlił się za mnie. I nagle stało się. Podczas Mszy świętej, idąc z przewodniczką do Komunii, poczułam niesamowity ból głowy i oka. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Zobaczyłam komunijny opłatek, który trzymał w ręku o. Conolli, sprawujący liturgię i zaraz też jego twarz. Pomyślałam: to niemożliwe, chyba sen. Ból głowy nie ustępował, zamknęłam oczy, bo potwornie raziło mnie światło i wtedy zrozumiałam, że naprawdę widzę. Po wyjściu z kaplicy moja przewodniczka zapytała, co się ze mną dzieje. Odpowiedziałam: nic, ja chyba tylko ... widzę. Przez następne dni zadawałam sobie pytanie: czy to rzeczywiście prawda, że widzę. Inni z niedowierzaniem sprawdzali, co i jak widzę. Tylko ksiądz, który powiedział mi, że zobaczę Indie, nie był zaskoczony. Przez te pierwsze dni przeszkadzało mi światło, z trudem wytrzymywałam w pomieszczeniu, o wyjściu na zewnątrz nie było mowy. Po kilku dniach pojechałam dopiero do szpitala. Lekarz, u którego systematycznie się leczyłam z powodu jaskry, stwierdził zupełnie zaskoczony tym, co zobaczył, że widzę. W moim oku, jak wykazały też późniejsze badania, z medycznego punktu widzenia nic się nie zmieniło - ono jest dalej niewidome z odwarstwioną siatkówką, zniszczonym kompletnie przez jaskrę nerwem wzrokowym. A ja widzę, choć nie da się tego medycznie wyjaśnić. Ponieważ nie mam soczewek, przypisano mi okulary.
Pierwsze spotkania z ludźmi były trudne. Nie potrafiłam ich rozpoznać, bo znałam tylko z głosu i dopóki ktoś się nie odezwał, nie wiedziałam, co to za osoba. Przyszły też kolejne odkrycia - po niewidomemu żyłam w Indiach dwa lata i miałam określone wyobrażenie tego kraju. Siostry opowiadały zawsze, że Indie są kolorowe. Rzeczywistość pokazała mi, jak niewyobrażalnie kolorowe.
Nie umiem powiedzieć, na ile widzę lepiej niż przed utratą wzroku. Ale na pewno mogę czytać czarny druk, pracując na komputerze posługuję się Windowsami i różnymi innymi ciekawymi programami, z których dotąd z powodu niewidzenia nie mogłam korzystać.
To, co stało się w moim życiu w Indiach, odczytuję jako łaskę, a każda łaska jest wezwaniem do dzielenia się z innymi tym, co darmo otrzymane.

Jyothi Seva 27
1st Main Road
Venkateshpuram P.O.
Bangalore 560045
India

Windy Ridge House
13 Club Road
643212 Kotagiri
Nilgiris Tamil Nadu
India

powrót do spisu treści




Wieści z Ukrainy

Dowiedziawszy się o tym, że w Charkowie istnieje najstarszy na Ukrainie i jeden z największych we Wspólnocie Niepodległych Państw ośrodków kształcenia niewidomych - przyjechały tu dwie siostry z Lasek, aby podzielić się swoim doświadczeniem i pomóc dzieciom. Wzajemna miłość narodziła się od razu. Dzieci odczuwały ogromne ciepło duchowe, a siostry nie mogły pozostać obojętne na tulące się do nich dzieci. Siostry zdecydowały się uczyć dzieci pracy dziewiarskiej. W tym celu przywieziono z Polski do Charkowa specjalne warsztaciki i wełnę. Rezultaty były niesamowite: dzieci z internatu robią, bez przesady, piękne rzeczy - zabawki i ubranka dla siebie i swoich znajomych, przykrycia i serwetki. Na warsztacikach pracują wszyscy - od najmniejszego do największego, i chłopcy, i dziewczęta. A mały pokoik do prac ręcznych stał się miejscem, gdzie dzieci biegną nie tylko po nici, ale i na rozmowę, po ciepłe słowo i radę na wszystkie okoliczności życia.
I. (Lubimowa "Panorama" 1996, nr 5)

powrót do spisu treści



O pracy sióstr z niewidomymi dziećmi w Republice Południowej Afryki
opowiada s. Fides Sperling FSK

Sześć lat temu, odpowiadając na wezwanie Kościoła, wyjechałyśmy do RPA, by służyć niewidomym. Zostałyśmy zaproszone do północnej prowincji Limpopo, gdzie od ponad 50 lat istnieje szkoła podstawowa, pierwsza w tym kraju placówka dla czarnych, niewidomych dzieci.
Ośrodek Siloe przypomina Laski. Na rozległym terenie, będącym własnością diecezji, znajduje się kościół, budynki szkolne i internatowe; obok naszej szkoły jest jeszcze szkoła podstawowa dla dzieci z wioski. Belgijskie siostry miłosierdzia występujące z ramienia biskupa bezpośrednio sprawowały opiekę nad placówką, która ma status szkoły publicznej (całkowicie opłacana i zarządzana przez państwo) na własności prywatnej (właścicielem jest biskup i on nadaje kierunek pracy wychowawczej). W Siloe uczy się 180 niewidzących dziewcząt i chłopców; osobno pracują dzieci niewidome (w szkole stanowią mniejszość, jest ich około 60). Zespoły klasowe liczą 6-8 osób. Każda klasa ma swego nauczyciela.
Szkoła, jak na afrykańskie warunki posiada dobrą bazę lokalową, jak też doświadczony personel. Jest wielu nauczycieli szczerze zaangażowanych w swoją pracę. Dzieci piszą i czytają brajlem, ale trudno jednak mówić o stosowaniu zasad tyflopedagogiki w procesie nauczania i wychowania, którym są objęte. Byłyśmy poruszone tym, że praca w szkole opierała się głównie na metodach słownych i pamięciowych. Nauczyciele trochę intuicyjnie budowali wyobrażenia swoich niewidzących uczniów, korzystając z zabawek - małych modeli różnych przedmiotów. Brakowało zwyczajnego dotknięcia świata. Pamiętam lekcje o środkach transportu, na których oglądano dziecięce samochodziki, choć na szkolnym parkingu stały różne pojazdy oraz pierwsze prace domowe w klasie trzeciej - niedowidzące dzieci miały namalować warzywa, które oglądały na obrazkach. I zupełnie nie wiedziano, jak to zadanie przygotować dla dzieci niewidomych. Siostra Rafaela próbowała więc najpierw pokazać nauczycielom metody pracy dotykowej; prowadziła przez kolejne 3 lata otwarte lekcje matematyki. Sama wykonała wiele pomocy dydaktycznych i uczyła, jak korzystać z tych, które szkoła już posiadała. Nauczyciele chętnie korzystali z metodycznych wskazówek, uczestniczyli w lekcjach Siostry i z czasem poprowadzili zajęcia według jej autorskiego programu.
Dzieci w Siloe mieszkają w czterech internatach; osobno niewidomi, osobno słabowidzący wychowankowie. Trudno wyobrazić sobie - nawet gdy dodamy jeszcze dwie osoby do pomocy w sprzątaniu i przygotowywaniu posiłków - pracę wychowawczą jednoosobowego personelu tych placówek, do których po lekcjach wracają uczniowie. Staramy się więc organizować dzieciom zajęcia w czasie internatowym. Sama uczę je korzystania z komputerów. W 2004 roku na terenie ośrodka - z naszej inicjatywy - powstał plac zabaw dostępny dla niewidomych wychowanków. Stał się on też miejscem, którym zainteresowali się instruktorzy orientacji przestrzennej z całego kraju. Próbuję cały czas - poprzez wspólną modlitwę - katechizować. Staramy się po prostu jak najlepiej przygotować dzieci i młodzież do odnalezienia się w trudnej afrykańskiej rzeczywistości.
W RPA istnieje obowiązek szkolny. W kraju jest 20 szkół dla uczniów niewidzących: podstawowych i średnich. Mogą oni również studiować. Udało się nawet zorganizować kilka małych przedsiębiorstw, gdzie zatrudniani są - w ramach otwartego rynku pracy - piekarze, pracownicy rolni. Populacja ludzi niewidzących w RPA stanowi 0,6 procent; z tego jednak 80 procent żyje w warunkach ubogich. Nie mają wykształcenia i pracy; nie mają środków do życia. Kraj jest bardzo bogaty, więc tym bardziej widać cywilizacyjny kontrast między dużymi nowoczesnymi miastami i bardzo biednymi wsiami, w których ludzie mieszkają w barakach, przypominających nasze garaże; wszędzie jest błoto i kurz, brakuje dróg (oczywiście i w takich wsiach bywają domy murowane, zamieszkane przez ludzi, którzy pracują). Ale też i w miastach są dzielnice nędzarzy; dostrzec można żebrzących ludzi; wśród nich są dzieci, które w RPA nie mają żadnych praw. Problemem afrykańskiej społeczności jest AIDS... Praca wychowawcza jest więc bardzo potrzebna.
Wszyscy, którzy kończą szkołę w Siloe, idą do liceum; potem najzdolniejsi - oczywiście ci, których rodziców na to stać - na studia i zostają na przykład prawnikami, są w rządzie. Wychowankowie mający problemy z nauką, wolniej uczący się, wracają do domów. Mamy też małe warsztaty w Siloe, w których pracuje - przede wszystkim przy "produkcji" wikliniarskiej - 15 niewidomych. Przy tych warsztatach są domki, w których mogą oni mieszkać, być samodzielnymi. Niektórzy z nich założyli rodziny; w Siloe pracują i mieszkają, a w wolne od pracy dni jadą do domu.

Siloe School for the Blind
Private Bag 7354
POLOKWANE 0700
LIMPOPO prov. RSA
Republika Południowej Afryki

powrót do spisu treści



Teraz Rwanda
mówi s. Rafaela Nałęcz FSK

Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża podjęło starania o otwarcie szkoły podstawowej z internatem dla około 80 niewidomych uczniów w Rwandzie. Niewidomi w tym kraju żyją w bardzo trudnych warunkach. Według oficjalnych danych jest ich 64 tysiące, w tym 20 tysięcy dzieci, ale tylko nieco ponad sto ma możność podjęcia nauki szkolnej. Niektóre uczęszczają - nie mając odpowiednich podręczników i pomocy szkolnych - do szkół dla widzących; jednak większość niewidomych dzieci pozostaje w domu. Tam często żyją jakby wyjęte spod prawa - traktowane są jak zwierzęta, trzymane gdzieś w komórce lub spychane do roli żebraków.
Obecnie Zgromadzenie ma już w Kibeho koło Butare w południowej Rwandzie 1,55 ha ziemi oraz zatwierdzone plany architektoniczne budynków przyszłego ośrodka dla dzieci niewidomych. Teraz trzeba jedynie zebrać potrzebne fundusze.
Matka Czacka bardzo mocno podkreślała, że mamy być do dyspozycji Kościoła i służyć niewidomym w Kościele. Kibeho to odpowiedź na wezwanie Kościoła, to służba niewidomym w świecie. Trzeba zrobić wszystko, żeby inni traktowali ich po ludzku, a oni sami mogli uświadomić sobie swoje Boże synostwo. Siostry mają w tym pomóc; mają być dla każdego niewidomego dziecka znakiem Bożej miłości.

Peres Pallottins (dla s. Rafaeli)
KIBEHO
P.B. 341
BUTARE
RWANDA (Afryka Centralna)

Wpłaty można dokonać w banku lub systemem elektronicznym na konto:
Siostry Franciszkanki Służebnice Krzyża, ul. Piwna 9/11, 00-265 Warszawa,
PKO BP S.A. 8 Oddz. Warszawa, Konto nr: 36 1020 1013 0000 0120 3744

powrót do spisu treści



Osoby zainteresowane otrzymaniem bezpłatnie naszego kwartalnika (wersja czarnodrukowa, brajlowska i elektroniczna) proszone są o zgłoszenie zamówienia.
e - mail: biuro@promocjaikariera.pl.