Centrum
Aktualności
Czytelnia
Biuletyn
Galeria
Tyflologia
Adresy
Kontakt
Dział Absolwentów
Strona główna

:: tło czarne
:: tło białe


Przedruk i kopiowanie materiałów zamieszczonych na stronie wymaga zgody Biura Centrum



Biuletyn Centrum Promocji i Kariery Zawodowej Osób z Dysfunkcją Wzroku
numer 4(8)/2007
O życiu "po niewidomemu"

Wg projektu graficznego
Tomasza Wojakowskiego

Opracowanie graficzne
Adam Janowski

Fotografie
Archiwum redakcji

Adres redakcji
Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi
Dział ds. Absolwentów
ul. Brzozowa 75, Laski, 05-080 Izabelin
tel. 022 75 22 225, fax: 022 75 23 360
biuro@promocjaikariera.pl
Projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego

Spis treści:

Świętowanie
O kontaktach z absolwentami Lasek
O historii "sprawy niewidomych"
O "byciu niepełnosprawnym"
O brajlu - piśmie dotykowym dla osób niewidomych
O usprawnianiu widzenia i orientacji przestrzennej
O potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju dziecka niewidomego
O znaczeniu komputera i języków obcych dla osób niewidzących
O Warsztatach Terapii Zajęciowej


Świętowanie w Laskach
Już po raz drugi w Polsce - i pierwszy raz w Laskach - obchodzono zwyczajowo w drugi czwartek października Światowy Dzień Wzroku. W Domu Przyjaciół odbyło się spotkanie, na które zaproszono wszystkich niewidomych pracowników Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Spotkanie połączono z promocją kolejnego numeru "Biuletynu Centrum" i otwarciem wystawy zatytułowanej "Kuraki", prezentującej ceramikę niewidomego artysty - Piotra Kuscha i fotografię pracownika Biura Centrum - Adama Janowskiego.
Siódmy numer "Biuletynu Centrum" mówi o życiu "po niewidomemu". Już samo sformułowanie - życie "po niewidomemu" jako skojarzenie ze specyficznymi faktami opisującymi codzienność życia osób z dysfunkcją wzroku (posługiwanie się białą laską czy alfabetem Braille'a), nie ma w sobie kategoryczności podziału na ludzi sprawnych i niepełnosprawnych, lepszych i gorszych. Taki sposób myślenia sugeruje raczej - przypomniała redakcja kwartalnika - patrzenie na życie jako wartość samą w sobie. W życiu mamy różne doświadczenia: ktoś nie widzi, ktoś inny nie słyszy albo jest leworęczny, a jeszcze inny ktoś ma słabszą konstrukcję psychiczną; inny zaś nie ma pewnych zdolności albo właśnie ma talenty, które powinien rozwijać w stworzonych mu do tego warunkach... Jeśli pojawia się więc jakiś konkretny problem utrudniający takim osobom wraz z ich zdolnościami i ograniczeniami możliwie pełne funkcjonowanie na co dzień, to trzeba go rozwiązać, ale poza tym owo życie "po niewidomemu" - tak, jak życie każdej osoby doświadczającej trudności lub uzdolnionej - wpisuje się po prostu w życie, zainteresowania, przyjaźń, miłość, pracę konkretnej osoby, która naprawdę nie charakteryzuje się przede wszystkim tym, że nie widzi; podobnie, jak inne osoby nie powinny być określane ze względu na ich widoczne ograniczenia, a także - jak się wydaje - na ich specyficzne zdolności.
W siódmym "Biuletynie Centrum" przeczytać można m. in. o stereotypach na temat osób niepełnosprawnych i o doświadczeniach edukacyjnych osób niewidzących, o pomocy świadczonej - kiedyś i obecnie - osobom niewidomym w miejscu ich zamieszkania i o roli doradcy zawodowego w rehabilitacji nowo ociemniałych; przypomina się absolwentów Lasek wyróżnionych przed laty Nagrodą św. Tomasza z Akwinu - Patrona Zespołu Szkół Zawodowych i przedstawia ich dalsze losy; wspomina się także pierwszego krajowego duszpasterza niewidomych - Ojca Tadeusza Fedorowicza.
*
Na świecie żyje ponad 500 mln osób niepełnosprawnych; w Polsce jest 4,5 mln niepełnosprawnych (w tym 2,5 mln to osoby o znacznej i umiarkowanej niepełnosprawności). Poprzez "niepełnosprawność" rozumie się utratę sprawności lub nieprawidłowości w budowie i funkcjonowaniu organizmu, bądź ograniczenie prowadzenia aktywnego życia czy ograniczenia w pełnieniu ról społecznych.
Już od 1992 roku obchodzony jest 3 grudnia Światowy Dzień Osób Niepełnosprawnych, ustanowiony przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych. W tym roku z okazji święta zorganizowano wiele spotkań w urzędach i placówkach działających na rzecz środowiska ludzi niepełnosprawnych. Ukazały się również specjalne materiały, m. in. promujące zatrudnienie osób niepełnosprawnych. PFRON przekazał "Informację dla pracodawców oraz dla osób niepełnosprawnych zakładających firmę".
Uczniowie z Lasek uczestniczyli w specjalnych warsztatach przygotowanych dla osób niepełnosprawnych przez Muzeum Narodowe w Warszawie. Jedna z grup "poznawała" bohaterów "Bitwy pod Grunwaldem" Jana Matejki. Pokazano rycerskie rzemiosło i elementy uzbrojenia ochronnego walczących rycerzy.
tc

powrót do spisu treści


Niezwykły jubileusz
13 listopada br. spotkaniem na Mszy św. w Kaplicy w Laskach dziękowano za 77 lat ofiarnej służby świadczonej osobom niewidomym przez Panią Zofię Morawską. Sędziwa Jubilatka ukończyła 103 rok życia. Od 60 lat jest skarbnikiem Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi.
Towarzyszy "od zawsze" absolwentom Lasek. Dzisiaj bierze udział m. in. w kolejnych zjazdach dawnych wychowanków. Jest uważnym obserwatorem działań naszego Centrum i pierwszym czytelnikiem "Biuletynu". Wdzięczni za obecność Pani Zofii w Laskach życzymy zdrowia i sił. Plurimos Annos!
W Alei Trzeciego Tysiąclecia w Granicy koło Kampinosu odbyła się 4 grudnia br. uroczystość zasadzenia pamiątkowego dębu przez Panią Zofię Morawską. Jednocześnie posadzony został dąb upamiętniający osobę Jana Nowaka-Jeziorańskiego. W alei znajduje się już 36 drzew. Wcześniej zasadzono dęby poświęcone m. in. Janowi Pawłowi II, św. Maksymilianowi Kolbe, Prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu.

powrót do spisu treści

O kontaktach z wychowankami Lasek
opowiada kierownik Działu Absolwentów - Krystyna Konieczna

Jednym z wielu zadań Działu Absolwentów jest utrzymywanie kontaktu z byłymi wychowankami; kontaktu potrzebnego choćby po to, żeby wspólnota Lasek trwała. Tę wspólnotę stanowią przecież nie tylko obecni, ale i dawni uczniowie, pracownicy, siostry i przyjaciele Lasek.
Potrzebne jest również monitorowanie działań wychowanków po zakończeniu nauki w Ośrodku po to, by służyć im - o ile zajdzie potrzeba - wsparciem i móc proponować różne działania czy udzielać informacji dla zainteresowanych Laskami i problematyką osób niepełnosprawnych.
Korespondencja w brajlu oraz w czarnym druku była od lat - i wciąż jest - dobrym znakiem bliskich więzi z absolwentami i pamięci o nich. Co najmniej raz w roku pisze się list do każdego wychowanka z prośbą o kontakt i podzielenie się z nami tym, czym teraz żyje. Wysyłane są również życzenia - wraz z opłatkiem - z okazji Świąt Bożego Narodzenia.
Żyjemy w erze nowoczesnych technologii informacyjnych, większość ludzi posiada telefon stacjonarny lub komórkowy, więc Dział utrzymuje także kontakt telefoniczny z wieloma absolwentami. Prawie każdy z wychowanków Lasek ostatnich roczników ma komputer. Za pomocą Internetu może śledzić strony internetowe Działu (http://dzialabsolwentow.laski.edu.pl oraz www.promocjaikariera.pl) i na bieżąco wiedzieć, co dzieje się w Laskach. Dzięki adresom e-mail: dzialabsolwentow@poczta.fm i biuro@promocjaikariera.pl może bardzo szybko nawiązać kontakt, wysłać zapytanie i natychmiast otrzymać odpowiedź.
Absolwenci, zwłaszcza ci mieszkający bliżej Lasek, starają się mieć bezpośredni kontakt z Działem. Wiedzą, że mogą zawsze przyjechać i zostaną poczęstowani gorącą herbatą czy talerzem zupy, usłyszą dobre słowo. Jeśli w Dziale Absolwentów już nie ma nikogo, to na pewno przyjmie gości s. Tabita. Trudniej czasami o nocleg, gdy przyjedzie się bez uprzedzenia, ale zawsze w Laskach znajdzie się jakiś kąt.
Nic nie zastąpi wspólnych absolwenckich spotkań po latach. Dlatego organizowane są zjazdy dawnych wychowanków. Przyjeżdżają zazwyczaj absolwenci trzech roczników. Łączy ich znajomość szkolna; mieli tych samych nauczycieli i wychowawców, pracowały z nimi te same siostry. Do wielu spotkań dochodzi z inicjatywy absolwentów; Dział wspiera te starania i pomaga w organizacji zjazdu.
Jesienią 2007 roku odbyły się aż trzy zjazdy. W dniach 1-2 września br. miał miejsce Zjazd Absolwentów Jabłonek - roczniki 1983, 1984 i 1985; w dniach 13-14 października br. spotkali się - z inicjatywy byłego wychowanka, Ryszarda Dziewy - absolwenci Zasadniczej Szkoły Zawodowej - roczniki 1965, 1966 i 1967; 14 października br. zjechali do Lasek absolwenci Ruszczycowi. Pierwsza grupa wychowanków ukończyła ponad dwadzieścia lat temu naukę w Ośrodku, starsi - ponad 40 lat temu. Absolwenci Ruszczycowi to wychowankowie Pana Henryka Ruszczyca; osoby, które łączy szczególna więź i pamięć o Laskach; od lat spotykają się w każdą drugą niedzielę października na Mszy św. w Kaplicy, modlą się za żywych i zmarłych pracowników i wychowanków, potem nawiedzają cmentarz, zapalają znicze na znajomych grobach osób świeckich i sióstr, i agapą w Domu Dziewcząt kończą spotkanie. Dobrze byłoby, aby zgodnie z tradycją Ruszczycowego spotkania, druga niedziela października stała się Dniem Spotkań Absolwentów Lasek.
Organizowane przez Dział zjazdy mają podobny przebieg. Goście z całej Polski zjeżdżają się przed południem do Domu Dziewcząt. Witani są przez s. Tabitę i s. Kingę. Po zakwaterowaniu składają wizytę w Dziale Absolwentów. Pada wiele pytań, dochodzi do pierwszych po latach rozmów. Potem wszyscy są zaproszeni na obiad, a o godz. 15.00 uczestnicy Zjazdu i goście spotykają się w sali koncertowej Domu Dziewcząt z Zarządem Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi oraz Kierownictwem i Gronem Pedagogicznym Ośrodka, a także z dawnymi pracownikami Lasek. Spotkania prowadzi kierownik Działu - Krystyna Konieczna. Miłą niespodzianką dla absolwentów jest zawsze obecność Pani Zofii Morawskiej i spotkanie z dawnymi wychowawcami i nauczycielami: s. Blanką, s. Hieronimą, s. Elżbietą, s. Koletą, s. Lucjaną i s. Grzymisławą, Jolantą i Janem Krakowiakami, Dorotą i Antonim Święcickimi. Absolwenci z roczników 1983-1985 spotkali się z Małgorzatą i Krzysztofem Beredą, Barbarą Dwornik, Andrzejem Urmańskim, Jackiem Kwapiszem, Tadeuszem Koniecznym, Krystyną i Piotrem Szocińskimi, Teresą i Eugeniuszem Wiśniowskimi. Przyjazd tak licznej grupy byłych pracowników świadczy o więzi, jaka połączyła ich z dawnymi wychowankami i z Laskami.
O godz. 17.30 wszyscy goście uczestniczą we Mszy św. odprawionej w Dużej Kaplicy przez o. Eugeniusza Pokrywkę, także absolwenta Lasek, a następnie nawiedzają cmentarz. Po uroczystej kolacji w Domu Dziewcząt toczą się - już w Domu Przyjaciół - wieczorne rozmowy w kręgu znajomych. Rozmowy, śpiewy, a nawet tańce trwają do późnych godzin nocnych. Pan Bogusław Włodarczyk gospodarskim okiem czuwa nad przebiegiem spotkań, a następnego dnia chętnym proponuje wycieczkę po Laskach. Dawni wychowankowie nie znają wielu nowych budynków: ambulatorium i szpitalika, internatu dziewcząt, domu św. Rafała, biblioteki, Działu Wczesnej Interwencji, szkoły podstawowej i gimnazjum, Domu Przyjaciół, szkół ponadgimnazjalnych, basenu i sali rehabilitacyjnej, szkoły specjalnej i Warsztatów Rehabilitacji Zawodowej.
*
Na te Boże Narodzenie i Nowy Rok pracownicy Działu Absolwentów przywołują w życzeniach opowieść Anny Kaźmierczak, wychowanki Lasek: "Nagle gwiazda zatrzymała się, oświetlając małą, prawie niewidoczną stajenkę. Wtedy Franciszek nakazał ciszę i wszyscy weszli do środka. Żłóbek stał nieopodal, a przy nim siedziała Maryja i św. Józef. Dzieciątko leżało cichutko, zwinięte w pieluszki. Franciszek podszedł do jednego z dzieci, wziął je za rękę i razem zbliżyli się do żłóbka. Święty skierował rękę dziecka do rączek Jezusa.
- Jakie malutkie! - zdziwiło się dziecko, dotykając ostrożnie buzi, a potem meszka włosów. Wtedy Dzieciątko uśmiechnęło się i w tej samej chwili nad żłóbkiem zajaśniało światło o niespotykanej sile i niewidzialnym dotąd przez nikogo blasku.
- Światło! - wykrzyknęły chórem dzieci, a zwracając się do dziecka, stojącego przy żłóbku, dodały: Popatrz!
- Ja nie widzę światła - odpowiedziało dziecko. Gromada jednak nie dawała za wygraną.
- Spójrz, spróbuj. Może jednak zobaczysz. To jest inne światło.
Wreszcie dziecko uległo namowom i spojrzało. W tej samej chwili twarz jego pojaśniała i rozległ się radosny okrzyk: Ja widzę światło! Po chwili dziecko, wpatrzone w blask, powiedziało wolno, w zamyśleniu:
- To jest Światło!
- To jest Światło - powtórzyły cicho inne dzieci, po czym ujęły się za ręce, stojąc przy żłóbku i utworzyły krąg.
Wtedy Franciszek wziął na ręce Dzieciątko, wszedł w środek kręgu i zaśpiewał: Chwała Ci, Panie, za Twoje światło nieziemskie i za to, żeś oświecił jego blaskiem także tych, którzy - zgodnie z Twoją niepojętą wolą - ziemskiego światła widzieć nie mogą".

powrót do spisu treści


Historię "sprawy niewidomych"
przedstawia kierownik Działu Tyflologii w Laskach
- s. Elżbieta Więckowska FSK

Słowo "tyflos" po grecku znaczy "ślepy - niewidomy". Określenie "niewidomy" ma szeroki zakres znaczeniowy: niewidomy, który nigdy nie widział i ociemniały, który pamięta świat widziany przed utratą wzroku, ale też - inwalida wzroku dysponujący bardzo różnie ograniczoną zdolnością odbierania i interpretowania wrażeń wzrokowych i osoba stopniowo tracąca wzrok lub zszokowana nagłą utratą zdolności widzenia; to także osoba, która dzięki działaniom medycznym uzyskała ograniczoną zdolność widzenia, ale jeszcze nie potrafi z niej korzystać i funkcjonuje bezwzrokowo; to dziecko, dorosły, osoba starsza, człowiek inteligentny lub ograniczony, funkcjonujący w określonym kręgu kulturowym ...
Nie istnieje więc kategoria "niewidomy" i tyflologia nie jest także nauką o takiej kategorii. Jest raczej zbiorem wiadomości z wielu dziedzin, jak psychologia, medycyna, pedagogika, socjologia czy technika; zbiorem wiadomości, które mogą być przydatne osobom niewidomym lub tym, które mają do czynienia z niewidomymi. Termin "tyflologia" stosuje się w znaczeniu ogólnym, w celu określenia całej problematyki tyflologicznej, tzn. związanej z osobami niewidzącymi. Najczęściej rozpatrywana bywa ona z psychologicznego bądź pedagogicznego punktu widzenia; wówczas mówimy o tyflopsychologii lub tyflopedagogice, czyli dziale pedagogiki specjalnej zajmującym się wychowaniem i nauczaniem dzieci z dysfunkcją wzroku. Pierwszym poważnym polskim dziełem z tej dziedziny jest studium pt. "Psychologia niewidomych" (1926) prof. Marii Grzegorzewskiej, zaprzyjaźnionej z Laskami założycielki Instytutu Pedagogiki Specjalnej.
Często używa się też określenia "tyflologia" w formie przymiotnikowej - "tyflologiczny", np. pomoce tyflologiczne, biblioteka tyflologiczna, studia tyflologiczne. W 1977 roku ukazały się 3 tomy "Wypisów tyflologicznych", opracowanych przez s. Cecylię Gawrysiak FSK, które zawierają "fragmenty z dzieł naukowych traktujących o problematyce ślepoty, sylwetki wybitnych niewidomych, reportaże, opowiadania oraz szereg artykułów i referatów naświetlających ważniejsze zagadnienia tyflologiczne".
Oprócz terminu "tyflologia" Róża Czacka przyswoiła kulturze polskiej pojęcie "sprawa niewidomych", określając nim całokształt zagadnień społecznych związanych z osobami niewidomymi. Prawdopodobnie jest to tłumaczenie francuskiego tytułu książki Maurice de la Sizeranne'a "La Question des Aneugles en 1910". Prace francuskiego niewidomego, który powołał stowarzyszenie podejmujące opiekę i wychowanie ludzi niewidzących do samodzielności, były inspiracją dla działań Róży Czackiej, która od 1912 roku, kiedy poznała go osobiście, utrzymywała z nim i jego Association Valentin Haüy stały kontakt. Rozprawa Sizeranne'a pt. "Niewidomy o niewidomych" została przetłumaczona na język polski i wydana w Warszawie w Bibliotece Dzieł Wyborowych już w 1913 roku właśnie dzięki Róży Czackiej.
Natomiast napisana przez Matkę Elżbietę Czacką broszura "Sprawa niewidomych w Polsce" była wydawana kilkakrotnie w okresie międzywojennym, po raz pierwszy w 1928 roku.
Po II wojnie światowej termin "sprawa niewidomych" rozpropagował Włodzimierz Dolański, doktor psychogii od 1931 roku związany z Laskami, gdzie był nauczycielem muzyki, a po wojnie - twórca i pierwszy prezes Związku Pracowników Niewidomych Rzeczpospolitej Polskiej. W latach 1957-1960 redagował serię wydawniczą pt. "Sprawa niewidomych w Polsce" wydawaną przez Polski Związek Niewidomych.
*
Dział Tyflologiczny w Laskach prowadzony był w latach trzydziestych przez Matkę Elżbietą Różę Czacką. Widziała ona pilną potrzebę stworzenia "ośrodka, który by gromadził wszelkiego rodzaju dane i wiadomości teoretyczne i praktyczne, dotyczące sprawy niewidomych w Polsce i za granicą oraz materiał uzyskiwany na własnych placówkach opieki. Po przerobieniu i usystematyzowaniu tego materiału w biurze tyflologicznym, Towarzystwo mogłoby go mieć do dyspozycji dla wszystkich, którzy zajmują się sprawą niewidomych w Polsce. Ośrodka tego rodzaju poza Towarzystwem nie ma dotąd u nas, gdyż wszystkie inne instytucje i zakłady służą celom poszczególnym, bądź to wychowawczym, bądź opiekuńczym, bądź samopomocowym. Do zadań tego ośrodka należą: badania statystyczne wszelkiego rodzaju, zagadnienia związane z psychologią niewidomych, tyflopedagogia, wszelkie dane dotyczące pomocy i wynalazków dla niewidomych, rzemiosł i zawodów dla nich dostępnych, zakładów i instytucji opiekujących się niewidomymi w kraju i za granicą". ("Memoriał w sprawie niewidomych w Polsce")
Zbiory Działu uległy zniszczeniu w czasie działań wojennych 1939 roku. Po wojnie na życzenie Matki rozpoczęto na nowo gromadzenie zbiorów bibliotecznych. Obecnie wiele innych instytucji gromadzi wiedzę tyflologiczną; na uczelniach pedagogicznych można studiować tyflopedagogikę. Laskowski Dział Tyflologiczny gromadzi, systematyzuje i udostępnia informacje tyflologiczne; służy w pierwszej kolejności pracownikom pedagogicznym Ośrodka, ale korzysta z informacji Działu wiele osób studiujących bądź pracujących dla niewidomych, niekiedy też nasi uczniowie lub rodzice dzieci niewidomych.
Trzon materialny Działu stanowi biblioteka gromadząca książki, maszynopisy opracowań i niepublikowanych tłumaczeń oraz wykonane w Laskach prace naukowe. Biblioteka posiada również wartościowy zbiór specjalistycznych czasopism. Istniejące przy bibliotece muzeum pomocy technicznych i wytworów rąk niewidomych służy specjalistom szukającym szczegółowych informacji, a wystawa tyflologiczna przybliża - na poziomie popularnym - sprawy niewidomych wszystkim odwiedzającym Laski.

powrót do spisu treści

Nad tym, jakie znaczenie niesie ze sobą określenie "bycie niewidomym"
zastanawia się psycholog - Izabela Szwarocka

Przynajmniej część osób niewidzących wolałoby pomyśleć o sobie jako o kimś, kto nie widzi, a nie - kto jest niewidomy. I nie chodzi tu naprawdę jedynie o słowa, ale o to, co one znaczą - o pewną perspektywę patrzenia i o to, że niedostrzeganie jej implikuje tworzenie przez same osoby niewidzące, jak i widzące, uogólnień prowadzących zazwyczaj do etykietyzacji osób niepełnosprawnych i odbierania ich głównie przez pryzmat łatwo zewnętrznie dostrzeganego problemu niepełnosprawności, np. przez pryzmat "bycia niewidomym".
Kiedy osoba niewidząca zdaje sobie sprawę z tego, że nie widzi, ma przede wszystkim świadomość odmienności funkcjonowania w pewnych sferach życia. Czasem inaczej bawi się niż jej rówieśnicy; potem czyta i pisze brajlem; opowiadając o wiośnie skupia się na zapachach, kształtach roślin, a nie na kolorach... Ale w życiu osoby niewidzącej jest taki moment, kiedy fakt, że nie widzi, zaczyna nabierać jakiegoś bardziej ogólnego znaczenia, które może ukształtować się w postać jednego z najgłębszych przekonań o sobie samej: "jestem niewidoma/niewidomy". Dzieje się to wtedy, kiedy następuje - często bardzo trudna dla niej - konfrontacja z wyobrażeniami osób widzących o tym, jak strasznie czuliby się nie widząc i co wydaje się niemożliwe do osiągnięcia, gdy się nie widzi. Początkiem nabywania przekonania o "byciu niewidomym" mogą też być doświadczenia związane z sytuacją, kiedy odmienność w sposobie funkcjonowania - rażąc tzw. zdrowe otoczenie - uwidacznia osobie niewidzącej
jej inność, obnażając tym samym ułomność i słabość, często bezradność wobec niewidzenia, a przede wszystkim to, jak będzie spostrzegana przez tzw. normalne otoczenie. Może być to ten moment, kiedy bywa nazwana "ślepakiem", bo jest przez kogoś prowadzona.
Podstawowe przekonania wyróżnia cecha utrwalania. Ktoś, kto często słyszy, że jest kochany, zdolny, skuteczny i sprawny w działaniu, ma szansę na rozwój zdrowej struktury osobowości; ktoś taki - świadom swoich zdolności - nie boi się zobaczyć także tego, co jest jego ograniczeniem. Osoby niewidzące wychowują się w różnych warunkach społeczno-kulturowych i nie zawsze mogą dostać wsparcie potrzebne do dojrzałego i twórczego przekraczania schematu, z jakim zbyt często jeszcze kojarzy się "bycie niewidomym". Mogą zatem w większym lub mniejszym stopniu odczuwać samotność, która jest formą ucieczki od widzącego otoczenia i prowadzi w świat niezrozumianych do końca emocji i zagubienia. Bardzo istotnym jej aspektem staje się samotność psychiczna. Często ta samotność jest nazywana "osamotnieniem" i traktowana bywa jako subiektywne, indywidualne odczucie osoby. Najczęściej jest ona definiowana jako "spostrzegany przez tę osobę deficyt pozytywnych uczuć ze strony innych ludzi, szczególnie ludzi darzonych przez nią uczuciami, a także spostrzeganie swojej izolacji czy własnej przedmiotowości".
Zachęcam do zastanowienia się nad tym, co sprawia, że osoba niewidząca może czuć się traktowana niekiedy bardziej jako przedmiot niż osoba; warto odpowiedzieć na pytanie, co w samym postrzeganiu przez otoczenie tego, czym jest "bycie niewidomym", może wzmacniać w osobie niewidzącej odczuwany przez nią - być może czasem subiektywnie - deficyt uczuć pozytywnych ze strony otoczenia.
" Bycie niewidomym" oznacza często dla kogoś widzącego doświadczenie budzące litość, a kiedy indziej podziw, ponieważ osoba niewidząca dokonała czegoś, czego nie spodziewał się po niej. U osób myślących o sobie w kategoriach "bycia niewidomym" doświadczenie to może nabierać cech pewnego rodzaju postawy, której istotnymi elementami są: roszczeniowość w stosunku do otoczenia, poczucie bycia niezrozumianym oraz niechęć do przełamywania barier; a w końcu - zamykanie się w środowisku osób niewidzących i oczekiwanie, że inni domyślą się - lub wręcz powinni wiedzieć - czego osoby niewidzące potrzebują.
Część z zarysowanych tu postaw ma swoje źródło w doświadczeniach odrzucenia czy niezrozumienia przez tzw. zdrowe otoczenie. Może nazbyt często przeżycia te - choć niewątpliwie trudne - pozostają nieweryfikowalne w konkrecie nowych sytuacji, dzięki czemu mogłoby właśnie następować przekraczanie granic między osobami widzącymi i niewidzącymi tak, by niewidzenie mogło być postrzegane jako cecha wymagająca po prostu dostosowania pewnych rozwiązań do konkretnych sytuacji życiowych. I myślę naprawdę o prozie życia - o tym chociażby, że kiedy idę na koncert czy do teatru, mogłabym dostać program wydrukowany brajlem i nie wiązałoby się to z jakąś nadzwyczajną akcją na rzecz niewidomych.

powrót do spisu treści

O niewidomych uczniach z trudnościami w uczeniu się
mówi dyr. Wojciech Święcicki, kierujący w Laskach
Gimnazjum Specjalnym i Zasadniczą Szkołą Zawodową Specjalną

Kiedy rozmawiamy z osobą niewidomą i staramy się przekonać ją do podjęcia aktywnej rehabilitacji, możemy powiedzieć: "słuchaj, jesteś niewidomy, ale możesz poznawać świat poprzez inne zmysły". Kiedy podobną rozmowę prowadzimy z osobą upośledzoną umysłowo, czy możemy jej powiedzieć: "jesteś upośledzony umysłowo...".
Unikam terminu "uczniowie z lekkim upośledzeniem umysłowym". Określenie to bowiem jest zbyt mało precyzyjne; naznacza i wyklucza, a nawet bywa rozumiane obraźliwie. Dawna terminologia klasyfikacji dysfunkcji intelektualnych (idiotyzm, imbecylizm, debilizm) funkcjonuje bowiem dzisiaj w powszechnym znaczeniu jako obelga. Gdy ktoś zrobi coś wyjątkowo głupiego, słyszymy: "co, ty, upośledzony jesteś?" W tym rozumieniu "osoba upośledzona" to ktoś głupszy, gorszy.
W wielu krajach używa się - w odniesieniu do uczniów zaliczanych w Polsce do upośledzonych umysłowo w stopniu lekkim - terminu "osoby z trudnościami w uczeniu się", ponieważ często tylko trudności w nauce i to z poszczególnych przedmiotów są cechą wyróżniającą; a sami uczniowie są zwykle osobami wrażliwymi, chętnymi do nawiązywania kontaktów społecznych, lubiącymi poznawać otaczający ich świat. Uczeń, który po raz kolejny nie osiągnął oczekiwanych rezultatów z matematyki, fizyki lub innego przedmiotu, jest badany przez psychologa i określany jako "upośledzony umysłowo", jednocześnie - dobrze wiemy - w sprzyjających warunkach rozwijają się często wspaniale, daleko wykraczając poza ogólnie rozumianą normę, swoje zainteresowania muzyczne, plastyczne, wokalne czy aktorskie.
Określenie "trudności w uczeniu" odnieść należy do każdego rodzaju aktywności, również tej niezwiązanej bezpośrednio z nauką szkolną. Od sprawności w poruszaniu się począwszy - poprzez umiejętność podejmowania decyzji, prowadzenia rozmowy, nawiązywania prawidłowych relacji z innymi. Być może więc termin "upośledzony umysłowo" powinien odnosić się tylko do grupy osób całkowicie pozbawionych możliwości samodzielnego funkcjonowania, tzn. zgodnie z obowiązującą obecnie nomenklaturą - osób upośledzonych w stopniu znacznym i głębokim.
Mamy coraz szerszą wiedzę na temat przyczyn powodujących trudności w uczeniu się i upośledzenie umysłowe. Dzięki wszechstronnym badaniom takich nauk, jak: biochemia, fizjologia, genetyka, pediatria czy neurologia ustalono patogenezę i klasyfikację niedorozwoju umysłowego. Nieokreślony pozostaje natomiast kres możliwości rozwojowych. Etiologia nieprawidłowości rozwojowych, a w konsekwencji trudności w uczeniu się, jest więc dla pedagogów istotna tylko w celu tworzenia optymalnych planów rewalidacyjnych.

Jedno z podejść badawczych, tzw. podejście psychologiczno-społeczne, określa "upośledzenie" jako proces wchodzenia w społeczną rolę osoby upośledzonej zgodnie ze społecznymi oczekiwaniami; w konsekwencji niektóre obserwowane zachowania nie muszą wynikać z organicznego uszkodzenia mózgu, ale ze społecznego naznaczenia wynikającego z nietolerancji.
Często w naszej praktyce pedagogicznej mamy do czynienia z uczniami, których skrzywdzono: naznaczono i wykluczono. Praca pedagogów polega na przywróceniu tym osobom wiary w siebie. Poczucie własnej wartości determinuje przecież dalszy rozwój ucznia; pozwala przezwyciężyć ograniczenia i rozwinąć ukryte w każdym człowieku zdolności. Nauczyciele muszą więc być nie tylko specjalistami z danego przedmiotu, ale też pedagogami specjalnymi; ludźmi otwartymi i twórczymi. W szkole najważniejsza jest przyjazna atmosfera, w której uczeń ma zapewnione pełne bezpieczeństwo; jest u siebie i może wyzbyć się swoich lęków, wstydu spowodowanego innym wyglądem lub trudnościami w poruszaniu się.
Większość uczniów z trudnościami w uczeniu się doświadczyła przykrości ze strony pełnosprawnych rówieśników, jak i osób dorosłych. Najważniejsze jest więc nawiązanie kontaktu emocjonalnego opartego na pełnym zaufaniu i akceptacji. Bez więzi emocjonalnej praca nauczyciela bardzo szybko okaże się bezowocna. Nawet najlepsza lekcja trafi w próżnię, a przygotowane pomoce dydaktyczne staną się zbędnymi rekwizytami.
Szukanie drogi dotarcia do ucznia, wpływanie na jego rozwój, trwa czasem całe lata. Pedagog specjalny powinien bardzo uważnie i wytrwale obserwować wychowanka; musi zauważać nawet najmniejszą zmianę w jego funkcjonowaniu. Właściwy wybór metody, wymagań czy motywacji zastosowane w odpowiednim czasie i miejscu mogą całkowicie zmienić dotychczasowy stan rozwoju ucznia z trudnościami w uczeniu się.

powrót do spisu treści


Na trudności można znaleźć zawsze sposób
zapewnia absolwentka Lasek - Agnieszka Nowacka, pracownik Biura Centrum

Mam poważne kłopoty z widzeniem i ze słuchem. Od dzieciństwa noszę okulary i już od kilkunastu lat na obu uszach - aparaty słuchowe; bez nich wcześniej miałam trudności z porozumiewaniem się z innymi ludźmi, trudno było mi też korzystać z telewizji i radia. Brak dobrego wzroku czy słuchu bardzo utrudnia życie. Kłopotliwe jest bowiem funkcjonowanie w dużej grupie osób; trudno też jest samodzielnie poruszać się w nieznanej przestrzeni; a gdy zepsują się aparaty słuchowe, zostaje się w świecie ciszy i wtedy jest bardzo ciężko...
Skończyłam studia, pracuję zawodowo; jestem osobą aktywną społecznie. Korzystam z różnych urządzeń ułatwiających codzienne życie. W pracy mam odpowiednie oświetlenie na biurku i duży monitor oraz specjalny zestaw przy telefonie, umożliwiający swobodną rozmowę. W życiu pomaga mi z pewnością optymistyczne nastawienie i moja konsekwencja - może nawet upór - w dążeniu do zamierzonych celów; i jeszcze jedno, najtrudniejsze w życiu osoby niepełnosprawnej, ale niezbędne, by rozwijać się - akceptacja kalectwa.
Nie zawsze mogę zrealizować wszystkie swoje marzenia i plany, ale nie tracę nadziei i myślę, że swoją postawą daję też nadzieję i przykład innym osobom z wadą wzroku i słuchu.

powrót do spisu treści


Z historii polskiego pisma dotykowego dla osób niewidomych

Róża Czacka zetknęła się z tyflologią francuską już w okresie rozkwitu pisma wypracowanego przez Ludwika Braille'a. Jego system wypukłych znaków, w którym każda litera powstaje z kombinacji 6 punktów w prostokącie 4 x 7 mm, umożliwiający niewidomym czytanie i pisanie, ogłoszony został w 1829 roku, a w 1837 roku powstała pierwsza książka brajlowska. Skonstruowano również tabliczkę brajlowską, w której można było pisać dwustronnie metodą interpunkcyjną i opracowano system brajlowskich skrótów ortograficznych dla języka francuskiego.
Róża Czacka nauczyła się sama pisma punktowego. Znała od dziecka w mowie i w piśmie język francuski, angielski i niemiecki. Można przypuszczać z dużym prawdopodobieństwem, że pierwszym pismem brajlowskim, jakie opanowała, był brajl francuski. W okresie zaborów różnie dostosowywano system Braille'a do języka polskiego, ponieważ nie istniała instancja władna podjąć decyzję w tej sprawie. Róża Czacka uznała za najlepszy alfabet dostosowany we Lwowie, gdzie w Zakładzie dla Ciemnych wolno było uczyć niewidomych w języku polskim. Od początku działalności na rzecz sprawy niewidomych w Polsce zadbała też o przepisywanie książek systemem brajla. Już w 1913 roku wydano broszurkę "Objaśnienie pisowni dla ociemniałych"; przed tym rokiem ręcznie skopiowano prawie 250 tytułów. Nawet w czasie I wojny światowej istniało w Warszawie Biuro Przepisywania Książek.
Dlatego, gdy w 1925 roku zaczęto używać w Polsce alfabetu tzw. "bydgoskiego", przeciwstawiła się temu, uważając, że jest on bez porównania mniej racjonalny niż "lwowski" i w pracy pt. "System Braille'a w Polsce", drukowanej w 1931 roku na łamach czasopisma "Szkoła Specjalna", uzasadniła swoje stanowisko oraz zaproponowała ostateczną formę alfabetu dla osób niewidomych w Polsce. Zachował on wszystkie znaki lwowskie, zmieniając tylko - ze względu na logikę systemu i dla ułatwienia zapamiętywania liter - dwa z tych znaków.
*
Przed zbudowaniem polskiego systemu skrótów przestudiowała Matka Elżbieta Róża Czacka inne brajlowskie systemy. W zasobach Działu Tyflologii w Laskach przechował się liczny zbiór publikacji dotyczących alfabetów i systemów skrótów brajlowskich w językach zachodnioeuropejskich.
" Matka nie znosiła blagi i dyletantyzmu. Gdy zdecydowała się dać niewidomym alfabet i skróty - wspomina po latach blisko z nią współpracująca s. Teresa Landy ("Matka Elżbieta Czacka jako fachowiec sprawy niewidomych") - chciała im dać najlepsze. Trzeba było wiedzieć, co należy skracać i jak należy skracać. Były do tego potrzebne prace przygotowawcze językowe, w tym pomógł prof. Tytus Benni, prace statystyczne, dla których dyrektor Głównego Urzędu Statystycznego - Kraeutler powołał liczną ekipę swych urzędników. Matka formułowała zagadnienia, na które oni szukali odpowiedzi. W ten sposób została przeprowadzona ogromna praca nad częstotliwością zbiegów liter w języku polskim oraz nad wyrazami najczęściej spotykanymi. Pracę tę na prośbę Matki finansował Georges Reverat - z funduszów paryskiego oddziału American Braille Press."
Ten materiał Matka Elżbieta Róża Czacka, dzięki doskonałej praktycznej znajomości pisma brajla, zastosowała w opracowanym projekcie skrótów. Po wielu dyskusjach i sporach Ministerstwo - uznając fachowość pracy Matki i racje przez nią wysunięte - Zarządzeniem Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego Jędrzejewicza wprowadziło w Polsce w 1934 roku obligatoryjnie alfabet Braille'a do nauczania niewidomych w Polsce w Jej układzie. To Zarządzenie z dnia 24 maja 1934 roku podaje w Załączniku 1 pełną tabelę znaków punktowych w układzie J. J. Monniera podając ich znaczenie w piśmie pełnym - integralnym. Załącznik 2 oprócz podstawowych znaczeń wszystkich 63 znaków systemu zawiera znaczenia nadane im w systemie skrótów I stopnia, tzn. jako zbiegów liter w wyrazie i jako znaczników całych słów. Nie podaje jednak objaśnień ani słownika alfabetycznego znaczeń.
Całość opracowanego przez Matkę trzystopniowego systemu skrótów zachowała się tylko w publikacji brajlowskiej - "Polskie skróty ortograficzne, projekt Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi", wydrukowanej w Laskach systemem stereokopii przez Towarzystwo z datą 1933 i 1934 roku w formie 5 tomów brajlowskich, liczących razem 292 strony o wymiarach 30 x 27 cm. Całość składa się z objaśnień systemu, z tabel znaczeń i słowników. Matka projektowała jeszcze wydanie brajlem zatwierdzonych już skrótów - wraz z Zarządzeniem Ministra - w osobnej publikacji.
Druga wojna światowa przerwała bezpowrotnie - z wielką szkodą dla środowiska polskich niewidomych - prace Matki Elżbiety Róży Czackiej nad polskimi skrótami ortograficznymi. W 1981 roku Minister Oświaty, na wniosek PZN, zatwierdził nowy system skrótów unieważniając jednocześnie dotychczasowy.

tc

Por. "Zachowane pisma Matki Elżbiety Czackiej dotyczące sprawy niewidomych i dzieła. Zestawienie, układ i objaśnienia opracowały dr Barbara Białkowska i s. Elżbieta Więckowska FSK", Laski 2006 (maszynopis)

powrót do spisu treści


Wszelkie moje życiowe osiągnięcia wiążę z brajlem
mówi absolwentka Lasek - Anna Kaźmierczak

Do szkoły dla niewidomych trafiłam - mając lat dwanaście - na początku września 1950 roku. Ze względu na opóźnienie wiekowe zdobywałam indywidualnie wiedzę w zakresie brajla. Uczyła mnie pani całkowicie niewidoma. Próbowałyśmy zacząć od pisania na tabliczce, ale zupełnie sobie z tym nie radziłam. Dopiero wówczas, gdy opanowałam czytanie brajlem, przeszłyśmy do pisania. Dotąd nie rozumiem przyczyny tamtej trudności.
Sam proces nauki brajla bardzo mnie interesował i sprawiał dużo radości. Pierwszym tekstem, pisanym co drugą linijkę, który samodzielnie przeczytałam, był wiersz Marii Konopnickiej o świerszczu. Przez długie lata przechowywałam go jako cenną pamiątkę, a do dziś umiem tekst na pamięć. Wkrótce też, w listopadzie, wypożyczyłam pierwszą książkę, a po feriach Bożego Narodzenia przeczytałam publicznie w klasie czytankę. W następnym roku zachorowałam i przez jeden rok byłam zmuszona przebywać w domu rodzinnym. W brajlu był mi wówczas dostępny tylko modlitewnik, listy od wąskiego grona przyjaciół i czasopismo dziecięce "Światełko". Każdy jego numer czytałam kilkakrotnie. Jeszcze w szkole podstawowej wypożyczyłam "Anię z Zielonego Wzgórza". Okazało się, że pierwsze tomy książki są napisane skrótami laskowskimi pierwszego stopnia, których nie znałam. Wstyd mi jednak było książkę oddać, więc starałam się ją odczytać, pomogły koleżanki i udało się. Znajomość skrótów nie była wtedy obowiązkowa w Laskach, ale wszyscy posługiwaliśmy się nimi. W ostatnich klasach szkoły podstawowej jeden z nauczycieli zapoznawał nas na lekcjach - traktowaliśmy to trochę jako zabawę - ze skrótami drugiego stopnia i to one z czasem pozwoliły mi na szybsze notowanie. Kiedyś niewidoma nauczycielka dobrze znająca języki zachodnie powiedziała, że na świecie są powszechnie stosowane skróty brajlowskie. Zobaczyłam też u koleżanki czasopismo angielskie wydane na bardzo cienkim, trwałym papierze z plastikowymi punktami. Poczułam żal, że nie jest tak w Polsce.
Przez pięć lat w szkole w Laskach uczyłam się także gry na fortepianie z nut brajlowskich. W szkole podstawowej mogłam również samodzielnie korzystać z podręczników, bo drukowane były brajlem. W szkole zawodowej opierałam się już tylko na własnych notatkach - sporządzone na lekcji należało w domu przepisać na czysto i dać do sprawdzenia - bo nie było odpowiednich książek. Uczyłam się także rachunkowości. Przedmiot ten wymagał prowadzenia w brajlu kont. Na tabliczce brajlowskiej przygotowywałam tabele. To wszystko wymagało bardzo dobrej znajomości pisma brajla.
Pracę maturalną - egzamin zdawałam z młodzieżą widzącą - pisałam na tabliczce brajlowskiej. Potem mój tekst przepisywała na czarny druk polonistka. Co chwila pytała o pisownię poszczególnych wyrazów.
Na studiach stałam się szczęśliwą posiadaczką maszyny brajlowskiej. To był prawdziwy przełom w posługiwaniu się brajlem. Zwiększyło się moje tempo pisania. Prawie wszyscy wykładowcy zgodzili się na notowanie podczas zajęć. Przepisywałam też niedostępne w brajlu podręczniki. Uczenie się z własnych notatek przynosiło dobre owoce, bo treści poznawane dotykiem docierały do mnie skuteczniej niż przekaz słuchowy. Wszystkie materiały do pracy magisterskiej - łącznie z tabelkami i potrzebnymi obliczeniami - przygotowałam również w brajlu. Każde z opracowanych przeze mnie zagadnień miało swoją okładkę, podpisaną brajlem na grzbiecie. Pracę również w całości napisałam w brajlu i w czystopisie przedyktowałam wraz z przypisami.
Później w pracy zawodowej korzystałam z materiałów w brajlu, ponieważ Związek Spółdzielni Niewidomych bardzo dbał o to, żeby się one w tym zapisie ukazywały. Wtedy też zetknęłam się z maszyną Parkinsa, która wprawdzie dawała możliwość uzupełniania tekstów, ale była bardzo ciężka. Nie rozstawałam się więc z tabliczką. Nie jest ona wprawdzie wygodna do przekształcania wzorów matematycznych, ale lekka i - w przeciwieństwie do maszyny brajlowskiej - nie hałasuje. Służyła mi zawsze do robienia notatek na naradach szkoleniowych i podczas sesji.
Kilka lat temu Okręg PZN przydzielił mi małą maszynę brajlowską, z którą się nie rozstaję. Służy mi ona do sporządzania w brajlu na zwykłym cienkim papierze wszelkich brudnopisów i nie wyobrażam sobie innej metody pracy. Wprawdzie korzystam z książki mówionej i pomocy lektora, ale trudniejsze teksty poznaję w brajlu. Mogę bowiem swobodnie powracać do poszczególnych fragmentów, pracować samodzielnie i w ciszy.

powrót do spisu treści

O "brajla elektronicznego"
upomina się tegoroczny maturzysta Lasek - Piotr Siedlanowski

Pierwszy raz z brajlem jako techniką zapisu spotkałem się w szkole masowej, w moim gimnazjum; na wycieczce szkolnej miałem możliwość obejrzenia książki wydanej w brajlu. To wydarzenie nie wywarło na mnie specjalnego wrażenia i nie sądziłem, że może być pomocne w rozwiązaniu moich problemów edukacyjnych wynikających ze słabego widzenia. Gdy kończyłem gimnazjum i należało wybrać kierunek kształcenia, zacząłem się zastanawiać nad tym, w jaki sposób mógłbym sobie poradzić z dalszą nauką. Wtedy pojawił się pomysł kształcenia w Technikum Masażu w Laskach. Nie miałem jednak tak do końca - teraz przyznaję - wiedzy o sposobie nauczania w specjalnej szkole.
Pierwszy raz naprawdę spotkałem się z osobami niewidomymi i ich problemami oraz sposobem życia i uczenia się, gdy przyjechałem we wrześniu do Lasek. Dosyć szybko odnalazłem się w nowym środowisku. Niedługo po rozpoczęciu nauki zaproponowano mi, abym zmienił technikę pracy z czarnodrukowej na brajlowską. Niechętnie podszedłem do tego rozwiązania, uważając, że nie jest to dobry pomysł, bo zmiana sposobu percepcji ze wzroku na dotyk dla osoby niedowidzącej jest bardzo ciężka. Na szczęście pojawiła się możliwość - związana z rozwojem technologii informatycznej - prowadzenia notatek przy użyciu komputera. Bez wahania spróbowałem takiego sposobu pracy.
Osobiście uważam, iż brajl jest wspaniałym wynalazkiem dla osób niewidomych; umożliwia im komunikację ze światem, ale na tym niewidomi nie mogą poprzestać, a to z prostej przyczyny: rozwój technologii powoduje, że brajl jest niepraktyczny w swej dawnej postaci. Wypiera go komputer, a wymusza to postęp cywilizacyjny. Myślę, że brajl powinien zmienić swoją postać, ponieważ w opasłych tomach brajlowskich książek można zginąć; do codziennego użytku potrzebny jest "brajl elektroniczny". Uważam także, że pismo dotykowe powinno być nadal uczone i wykorzystywane w procesie kształcenia, ale należy je dostosować do wymagań współczesnego świata, aby osoba niewidoma nie stała na straconej pozycji wobec osób sprawnych.

powrót do spisu treści


O usprawnianiu widzenia
opowiada Hanna Smoleń, od wielu lat zajmująca się w Laskach rehabilitacją wzroku

O rehabilitacji wzroku po raz pierwszy usłyszałam w 1985 roku na szkoleniu prowadzonym przez zaproszoną do Lasek - dr A. Smith z filadelfijskiego Uniwersytetu. Wtedy to zdałam sobie sprawę, jak ważne są działania usprawniające wzrok i jak wielkie nadzieje na dobre funkcjonowanie osobie niewidzącej daje choćby poczucie światła. Z czasem zdobyłam specjalistyczne przygotowanie i rozpoczęłam w 1986 roku pracę w nowej placówce Lasek, a zarazem pierwszej w Polsce, w pracowni rehabilitacji widzenia. Pracownia była skromnie wyposażona, ale dzięki Nowojorskiemu Komitetowi Pomocy Niewidomym w Polsce, miała już wtedy bardzo cenną - też pierwszą w Polsce - pomoc: stolik podświetlany. Włączyłam się w tworzenie pracowni, zdobywanie - we współpracy z Działem Darów - specjalistycznych materiałów, urządzeń i pomocy.
Dzisiaj pracownia jest stosunkowo dobrze wyposażona w pomoce optyczne (lupy o mocy od 5x do 20x, monokulary o różnej mocy, kolorowy powiększalnik) i pomoce nieoptyczne (najcenniejszy jest wspomniany już stolik podświetlany z wyposażeniem, tzw. czarna lampa z dostosowanymi materiałami dydaktycznymi), program N. Barragi, Frostig, zabawki, gry planszowe, latarki różnego typu, książki z obrazkami do oglądania i malowania oraz materiały do rysowania, malowania i pisania.
Działaniami usprawniania wzroku objęci są wszyscy wychowankowie Ośrodka, nawet ci najmłodsi, bowiem pracownia współpracuje z Działem Wczesnego Wspomagania w Laskach i Sobieszewie; rehabilitacja widzenia prowadzona jest również dla uczniów szkół podstawowych (również w filii w Rabce), gimnazjum i szkół ponadgimnazjalnych.
Pracownia od początku jest też miejscem ćwiczeń dla studentów tyflopedagogiki; hospitują zajęcia i odbywają swoje praktyki z rehabilitacji wzroku.
*
Spotyka się wiele definicji pojęcia "rehabilitacja wzroku". Dla mnie termin ten oznacza takie działania, które nauczą osobę niewidzącą wykorzystywać resztki wzroku. Z usprawnianiem widzenia związane jest pojęcie "funkcjonowania wzrokowego". Zdarza się, że osoby z takimi samymi danymi okulistycznymi, opisującymi schorzenie, ostrość wzroku czy pole widzenia, zupełnie różnie funkcjonują. Zależne jest to bowiem m. in. od czasu wystąpienia choroby, stopnia inteligencji i cech osobowościowych osoby niewidzącej, czy też jej życiowej zaradności. Przypominam sobie uczennicę, której możliwości wzrokowe nie były wielkie, ale czarny druk czytała bardzo dobrze, szybciej i lepiej niż koledzy, którzy więcej - zgodnie z danymi okulistycznymi - widzieli od niej. Nie oznacza to, że w rozpoznaniu okulistycznym był jakiś błąd. W przypadku osób szczątkowo widzących ocena okulistyczna jest bardzo trudna. Dziecko zakwalifikowane jako niewidome albo widzące ruch ręki przed okiem, zostaje uznane po ćwiczeniach usprawniających widzenie za osobę rozpoznającą znaki abstrakcyjne i w dokumentach pojawia się cyfrowy zapis poświadczający widzenie, np. 1/50. W swojej praktyce zanotowałam i takie przypadki, w których przed okresem usprawniania widzenia była szacowana ostrość dużo niżej, niż w parę lat po rozpoczęciu rehabilitacji.
Ocena widzenia przez terapeutów wzroku wygląda więc inaczej niż diagnoza okulistyczna. Usprawnianie widzenia nie poprawia parametrów medycznych - stan zniszczenia gałki pozostaje bez zmian, to samo dzieje się z nerwem wzrokowym czy siatkówką. Rehabilitanci wzroku pokazują jedynie, jak ułatwić sobie proces widzenia. Ocenę zaś widzenia przeprowadzają za pomocą innych narzędzi niż okuliści, Kładą nacisk na możliwość widzenia w tzw. lepszym oku. Sprawdzają poziomy rozwoju widzenia, stosując I część programu Barragi. Każda reakcja osoby badanej jest uważnie obserwowana i zanotowana; później, na podstawie wyników kolejnych prób, opracowuje się plan rehabilitacji widzenia. Usprawnianie widzenia polega m. in. na nauce umiejętności w dobieraniu i posługiwaniu się pomocami optycznymi i nieoptycznmi oraz na ćwiczeniu podstawowych sprawności wzrokowych, jak fiksacja, przenoszenie wzroku z obiektu na obiekt, śledzenie ruchomych obiektów, obwodzenie, skanowanie większego obiektu, ocena odległości od przedmiotu... Usprawniamy wzrok, by resztki widzenia mogły dalej służyć, a z czasem z niektórych umiejętności motorycznych można było korzystać bezwzrokowo, umieć odwoływać się do pamięci wzrokowej, np. czynności samoobsługowe, podpisywanie się, a nawet pisanie krótkich informacji dla nieczytających brajla.

powrót do spisu treści


O przygodzie z białą laską
opowiada nauczyciel orientacji przestrzennej - Zbigniew Jęczmyk

Każdy człowiek spotyka na swojej drodze życiowej kogoś, o kim może powiedzieć, że bez niego nie byłby tym, kim jest. Moim mistrzem stał się prof. Stanley Suterko z Western Michigan University, dzięki któremu jestem nauczycielem O&M /orientation & mobility/. Z Profesorem spotkałem się w Laskach w lipcu 1979 roku na prowadzonym przez niego kursie. Otrzymałem - podobnie jak inni uczestnicy zajęć - dziwnie długą laskę i ... opaskę na oczy, po założeniu eliminującą nawet poczucie światła.
Laska zupełnie nie przypominała tych, które znałem: składanych, aluminiowych, krótkich - "do biodra", stanowiących raczej rodzaj "oznakowania" człowieka niewidzącego i często określanych "czujkami" od "wyczuwania" przy ich pomocy przeszkód; niesione przy prawej stronie sygnalizowały niewidomego i przy przechodzeniu przez jezdnię uniesiona na wysokość pasa, poziomo w przód, miała - jak "bariera" - zatrzymywać nadjeżdżający pojazd, oparta zaś o krawężnik, sunąc "prowadziła" użytkownika doskonale wzdłuż linii chodnika. Nowa laska była długa, nieskładana, z dziwną rączką u góry i plastikową końcówką, mierzona indywidualnie do wzrostu użytkownika, "do mostka".
Nie czas teraz na opisywanie tamtej lipcowej fascynującej przygody bycia na przemian to instruktorem i nauczycielem; to - "niewidomym" w opasce, początkowo poruszającym się z przewodnikiem, a potem już tylko z laską. Wskazać jednak warto kilka elementów programu prof. Suterko, które śmiało można określić jako rewolucyjne. Po pierwsze, co bardzo wyraźnie odebrałem w trakcie zajęć, położenie zdecydowanego akcentu w nauce orientacji na niezależność, samodzielność, aktywność osoby niewidomej, zmieniające moje dotychczasowe myślenie do możliwości samego niewidomego. Nauczyłem się nowego spojrzenia na mojego przyszłego ucznia - to jest ktoś, kogo pilnie trzeba obserwować i przede wszystkim poznać, jakie ma możliwości i ograniczenia, i pomóc mu, ale w "ostatniej" chwili, kiedy naprawdę potrzebuje wsparcia. Po drugie - rewolucyjne okazało się odkrycie znaczenia, jakie dla osoby niewidomej ma laska, znakomite narzędzie pomocne w gromadzeniu informacji o przestrzeni i podłożu, niezbędnych do bezpiecznego przemieszczania się. Nie wystarczy jednak wręczyć niewidomemu nową, długą, superlekką, grafitową czy fiberglasową laskę. Posługiwanie się laską wymaga systematycznego ćwiczenia samej techniki prowadzenia laski tak, by później jej użytkownik - poruszając się - odbierał wrażenia dotykowe niejako automatycznie, w pełni zaś był skupiony na równie dla niego ważnych - a czasami nawet najważniejszych - informacjach akustycznych..
Wydaje się, że w zestawieniu z przewodnikiem - człowiekiem widzącym, osoba niewidoma znajduje się na słabszej pozycji. Nie docenia się bowiem aktywności niewidomego, a to przecież on może być ekspertem, może nauczyć widzącego, jak ten ma mu właściwie i prawidłowo pomóc.
Wypada jeszcze wspomnieć o całej nowatorskiej metodzie prowadzenia zajęć przez prof. Suterko. Zakłada ona konieczność wejścia przyszłego instruktora orientacji w świat osób niewidomych poprzez zastosowanie opaski na oczy, eliminującej w trakcie zajęć kursowych możliwość korzystania ze wzroku. Kiedy dzisiaj mam przekazać uczniowi, jak ma poradzić sobie, nauczyć się "odczytać" ruch pojazdów na skrzyżowaniu, by bezpiecznie przejść ulicę poprzeczną - zamykam oczy, by nie mówić mu o tym, co widzę, lecz o tym, co obaj słyszymy.
Od mojego Mistrza uczyłem się postawy cierpliwości, spokoju i pogody, niezbędnej do prowadzenia niejednokrotnie bardzo wyczerpujących, trudnych dla ucznia zajęć. Realizując je wyłącznie indywidualnie, "jeden na jeden", można tak działać na wychowanka, że ufając przekazywanym mu umiejętnościom, zaufa również sobie, swoim możliwościom, co oczywiście otworzy go na świat i ludzi.
Tak to od wielu lat staram się "wyposażać" młodych ludzi w samodzielność i niezależność. Program przywieziony przez Profesora na dobre już zadomowił się w Polsce; wszedł do programu akademickiego; wykształcono dużą grupę nauczycieli orientacji przestrzennej; a w Laskach od wielu już lat zaczynamy zajęcia z orientacji z przedszkolakami i w ramach działania Zespołu Wczesnego Wspomagania pracujemy z bardzo małym dzieckiem i z jego rodzicami.

powrót do spisu treści

Norek odmienił moje życie
wyznaje absolwentka Lasek - Joanna Nibelska

Jestem studentką pedagogiki na UW. Od urodzenia nie widzę i dlatego dobrze wiem, jak trudna jest samodzielność i jak cenna niezależność. Mieszkam sama i od 12 miesięcy w poruszaniu po świecie pomaga mi labrador Norek.
Będąc dzieckiem marzyłam o takim pomocniku, choć niewiele wiedziałam na temat psów-przewodników i ich pracy; z czasem poznałam wiedzę z tego zakresu. Z każdym rokiem, im byłam starsza, coraz bardziej myślałam o psie. Trzy lata temu złożyłam stosowne dokumenty w PZN i w istniejącej już od pięciu lat w Poznaniu Fundacji Labrador. W Polsce jest bardzo mało psów-przewodników. Miałam szczęście - w sierpniu 2006 roku poinformowano mnie, że jest dla mnie odpowiedni, wyszkolony pies. Niektórzy mówili: "możesz mieć psa, ale nie teraz, kiedy studiujesz; to obowiązek, daj sobie spokój..." Uparłam się i długo oczekiwany, wymarzony labrador znalazł się w moim domu. Płakałam z radości.
Pies-przewodnik to ogromna pomoc dla osoby niewidomej, ale też mnóstwo obowiązków dla właściciela i duża odpowiedzialność. Musi mieć zapewnione odpowiednie pożywienie, opiekę weterynaryjną, czas na zabawę i spacery; a osoba niewidoma musi też zwyczajnie lubić psy.
Od dzieciństwa u rodziców miałam kundelki. Norek jest moim pierwszym rasowym psem i mieszkając w Warszawie sama się nim zajmuję. Czasem bywa to uciążliwe, bo trzeba wcześniej wstać i nie zawsze jest mile widziane towarzystwo psa w miejscach, gdzie chciałabym się udać. Problem pojawia się, gdy chcę wejść z Norkiem do sklepu, na pocztę, do banku czy po prostu do autobusu. Słyszę niemiłe uwagi pracowników i zwykłych ludzi: "Z psem nie wolno, musi mieć kaganiec; pani może wejść, ale on - nie". Pytam więc, co mam z nim zrobić... I nie poddaję się; nie może być tak, żeby inni decydowali o tym, gdzie mam prawo wejść, a gdzie nie; i to dlatego tylko, że nie widzę i mam psa-przewodnika. Norek ma ułatwiać mi życie, a jest inaczej - przez niego mam same kłopoty.
A jednak moje życie od chwili, kiedy mam psa-przewodnika, zmieniło się na lepsze: szybciej i bezpieczniej poruszam się; nie mam problemu ze zlokalizowaniem schodów, drzwi czy przejścia dla pieszych. Pies na odpowiednio wydawane przeze mnie komendy reaguje i "pracuje". Za swoją ciężką pracę dostaje pyszne jedzenie, czasem nawet smakołyki, a przede wszystkim jest chwalony. Gdyby tylko ludzie byli bardziej tolerancyjni, to byłoby świetnie.

powrót do spisu treści


O potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju dziecka niewidomego
mówi Dorota Niedbała, nauczycielka
Przedszkola i Działu Wczesnej Interwencji

Od 22 lat pracuję w Ośrodku w Laskach. Zajmuję się nauczaniem dzieci niewidomych w wieku przedszkolnym i często zadaję sobie pytania: jaki mógłby być mój wychowanek, gdyby odpowiednio zorganizowane było jego otoczenie od pierwszych dni, miesięcy życia; gdyby zapewniono mu optymalne warunki rozwoju z uwzględnieniem kompensacji zmysłu wzroku? Gdyby ktoś powiedział rodzicom, jak mogą wspierać własne dziecko w drodze do samodzielności i pozwolić poznawać mu świat...
Dziecko niewidome tylko nie widzi. Trzeba mądrze i konsekwentnie stawiać mu wymagania i pozwolić na samodzielność; traktować normalnie, bo to jest normalne dziecko. "Jak to normalne? - czasami słyszę - Przecież nie widzi". To jedno zdanie pokazuje, jak konieczne jest wczesne wspomaganie rozwoju dziecka niewidomego, nie tylko bezpośrednie działania stymulujące jego rozwój, ale także aktywne włączanie rodziców w proces rehabilitacyjny dziecka.
Wczesna Interwencja jest kompleksowym zespołem wielu działań w stosunku do niewidzącego dziecka i jego rodziców. Wspieranie rozwoju to ważny krok w procesie rehabilitacji i edukacji, zaś rezultaty rehabilitacji są tym skuteczniejsze - pamiętajmy - im wcześniej została rozpoczęta.
Rozumiejąc znaczenie zaangażowania w proces wczesnej stymulacji najbliższego otoczenia dziecka, a w szczególności jego rodziny, od wielu już lat staramy się w Laskach jak najwcześniej docierać - choćby przez organizowanie różnego rodzaju akcji informacyjnych - do rodziców dzieci niewidomych. Program Wczesnej Interwencji powstał i zaczął być realizowany w odpowiedzi na potrzeby rodziców dzieci niewidzących i najpierw obejmował tylko wizyty w domach dzieci i jednodniowe konsultacje w przedszkolu w Laskach, spotkania z rodzicami w kołach PZN oraz kilkudniowe turnusy dla rodziców z dziećmi organizowane w Ośrodku.
We wrześniu 2004 roku dzięki wsparciu finansowemu ludzi dobrej woli możliwa stała się rozbudowa Przedszkola i powstał Dział Wczesnego Wspomagania Rozwoju, prowadzący obecnie zajęcia z dziećmi w zakresie: logopedii, terapii widzenia, diagnozy i terapii psychologicznej, rehabilitacji ruchowej oraz polisensorycznego poznawania świata i stymulacji zmysłu dotyku.
Niezwykle ważne w rehabilitacji niewidomych jest usprawnianie manualne. Znamy powiedzenie: "ręce są oczami niewidomego". Sprawne ręce nie tylko pomagają w czynnościach codziennych, ale także są "narzędziem poznawczym". Niewidome dziecko należy tak stymulować, aby wykształcić w nim potrzebę posługiwania się rękami. Proces usprawniania powinien zacząć się jak najwcześniej, od "kołyski"- najpierw poprzez zabawy swoimi dłońmi, dotykanie cudzych, głaskanie, klepanie, klaskanie, oglądanie dotykowe zabawek, przedmiotów użytku codziennego, aż do bardziej skomplikowanych ćwiczeń, jak: układanki, budowle z klocków, lepienie z plasteliny itp. Bazując na już zdobytych umiejętnościach możemy powierzać dziecku trudniejsze zadania. Dbamy o to, aby w poznawaniu dotykowym brały udział obie ręce; uczymy oglądać przedmioty - od tych najprościej zbudowanych do bardziej skomplikowanych konstrukcji... Przeżywamy wspólnie z rodzicami chwile wzruszeń, kiedy dziecko - czasami po bardzo długim czasie mozolnych ćwiczeń - zaczyna samodzielnie sięgać po zabawki, okazuje zainteresowanie, radość.
Dzięki otwarciu nowej części przedszkola, posiadającej zaplecze mieszkaniowe, organizowane są tygodniowe spotkania dla rodziców z dziećmi, podczas których możemy obserwować zachowania dzieci, ich reakcje i w zespole wielu specjalistów (rehabilitant, logopeda, psycholog, terapeuta widzenia, nauczyciel orientacji przestrzennej, tyflopedagog) dokonujemy diagnozy dziecka. Przy współudziale rodziców określamy preferencje dziecka, możliwości lokalowe i czasowe rodziców, opracowujemy plan pracy w domu.
Dzieci przyjeżdżające do nas często cechuje brak aktywności własnej, bezradność i wycofywanie się z kontaktów. Należy pamiętać, że kontakty społeczne rozbudzają w dziecku - z pożytkiem dla jego rozwoju - inicjatywę, pomysłowość i energię. Ponieważ dziecko w zabawie nabywa najwięcej doświadczeń, umiejętności i sprawności, powinniśmy tak organizować jego otoczenie, aby w jak największym stopniu mogło wykazać się samodzielnością. Pamięć dziecka jest przede wszystkim obrazowa i mimowolna. Najlepiej pamięta ono to, co działa na jego zmysły. Dlatego powinno uczyć się w toku działań manipulacyjnych i zabaw.
Działalność Działu Wczesnej Interwencji stanowi integralną część pracy przedszkola; rodzice mają więc możliwość obserwacji zajęć prowadzonych z dziećmi przedszkolnymi, a także brać udział ze swoimi dziećmi w zajęciach przedszkolnych. W czasie wspólnych spotkań z terapeutami mogą dzielić się swoimi doświadczeniami, obserwacjami i szukać pomocy w rozwiązywaniu problemów, jakie wynikają z niepełnosprawności ich dziecka. Dla dzieci zaś niejednokrotnie jest to czas pierwszych kontaktów społecznych z rówieśnikami. Obserwując zajęcia przedszkolne rodzice mogą zobaczyć efekty pracy i możliwości dziecka niewidomego, wynikające z systematycznej pracy i odpowiedniej organizacji najbliższego otoczenia. Obserwując przedszkolaki w zabawach, poruszaniu się czy czynnościach samoobsługowych łatwiej jest rodzicom zrozumieć, że samodzielność ich dziecka będzie wzrastać, kiedy będzie miało poczucie bezpieczeństwa, akceptacji i przede wszystkim poczucie wielkości i ważności tego, co robi. Rodzice nabywają przekonania, że dziecka nie należy wstrzymywać czy nadmiernie chronić przed zdobywaniem nowych doświadczeń, ale uczyć, jak można bezpiecznie pokonywać przeszkody i radzić sobie w nowym otoczeniu. Umożliwiając dziecku samodzielne poruszanie się dajemy mu jedną z większych swobód, która stopniowo utwierdzać będzie go w przekonaniu o własnej niezależności i możliwościach w poznawaniu otaczającego je świata. Pamiętać należy, że motorem rozwoju dziecka jest jego aktywność.
Podczas tygodniowych pobytów w Laskach ważna jest integracja rodziców i wzajemne wsparcie. Staje się ono zaczynem dalszych spotkań, wymiany doświadczeń, udzielania sobie pomocy. Można powiedzieć, że takie spotkania działają terapeutycznie także na rodziców. Niezwykle ważna jest dla nich atmosfera panująca w placówce i kompetencje personelu, który zajmować ma się ich dzieckiem. Obserwacja dzieci przedszkolnych w trakcie roku szkolnego pozwala na zrozumienie zabiegów terapeutycznych zalecanych w stosunku do ich dziecka w domu.
Ostatecznym celem wspomagania rozwoju dziecka niewidomego jest wyrównanie szans edukacyjnych i umożliwienie mu prowadzenia normalnego życia w tych samych warunkach, w jakich żyją dzieci pełnosprawne. Uzyskanie pozytywnych efektów naszych oddziaływań jest możliwe tylko dzięki poznaniu indywidualnych potrzeb i możliwości każdego dziecka oraz prawidłowemu planowaniu pracy terapeutycznej, zarówno w warunkach domowych, jak też w placówkach przedszkolnych.

powrót do spisu treści


Technologie informacyjne poszerzają obszar aktywności osób niewidomych
mówi absolwent Lasek - Andrzej Cuber, informatyk

Ustawiczny rozwój technologii informacyjnych przyczynił się w znacznym stopniu do powiększenia możliwości osób niewidzących. Komputer wyposażony w oprogramowanie udźwiękawiające oraz linijkę brajlowską pozwala na samodzielny dostęp do materiałów dostępnych dotąd jedynie w
konwencjonalnym druku lub w postaci elektronicznej i daje szansę znalezienia się w obszarze komunikacji interpersonalnej w świecie ludzi pełnosprawnych. Dawniej osoby niewidome mogły tworzyć treści w postaci druku z wykorzystaniem maszyny do pisania. Teksty zapisane brajlem dostępne były tylko dla osób niewidomych, a korzystanie przez niewidomych z czarnego druku wymagało angażowania osób trzecich jako lektorów.
Rozwój w dziedzinie dużej integracji układów elektronicznych przyczynił się do zmniejszenia rozmiarów samego komputera, jak i urządzeń peryferyjnych. Dzięki temu urządzenia stały się dostępne także dla osób niewidomych. W początkowej fazie bardzo istotnym urządzeniem był skaner, którego odpowiednie oprogramowanie pozwalało na przetwarzanie tekstów ukazujących się drukiem do postaci elektronicznej, możliwej do odsłuchania z wykorzystaniem oprogramowania mówiącego.
Największe jednak zasługi w pozyskaniu nowych obszarów samodzielności osób niewidomych spowodował rozwój i upowszechnienie się Internetu. Treści w postaci elektronicznej stały się tak samo dostępne dla osób niewidomych, jak i widzących. Rozwojowi uległo także samo oprogramowanie oraz urządzenia wspierające osoby niewidome w pracy z komputerem. Niewidomi posiadają teraz dostęp do dzienników w postaci elektronicznej, zasobów publikowanych przez różnego rodzaju biblioteki itp. Dzięki serwisom tematycznym istnieje możliwość samodzielnego rozwoju w obszarach własnych zainteresowań. Nastąpił dynamiczny rozwój w dostępie do informacji. Dziś nie wychodząc z domu można samodzielnie sprawdzić rozkład jazdy pociągów czy komunikacji miejskiej; dowiedzieć się o przysługujących prawach...
Bankowość elektroniczna umożliwiła osobom niewidomym samodzielne opłacanie rachunków oraz operowanie własnymi środkami finansowymi, a nawet realizowanie zakupów. To obszar, który bardzo długo nie był dostępny dla niewidomych ze względu na konieczność potwierdzania realizowanych
transakcji własnoręcznym podpisem.

powrót do spisu treści


Język angielski otworzył mi świat
mówi absolwent Lasek - Rafał Kanarek, anglista

Ukończyłem studia licencjackie w Nauczycielskim Kolegium Języka Angielskiego UW oraz studia magisterskie w Katedrze Języków Specjalistycznych na Wydziale Lingwistyki Stosowanej i Filologii Wschodniosłowiańskich UW. Obecnie jestem doktorantem na tymże Wydziale, prowadzę lektorat z języka angielskiego w Katedrze Filologii Ukraińskiej oraz uczę języka angielskiego w Zespole Szkół Zawodowych w Laskach.
Moja przygoda z językiem angielskim trwa już wiele lat; rozpoczęła się w przedszkolu w Laskach. Przypominam sobie, jak bawiąc się razem z rówieśnikami, nieświadomie ćwiczyłem odmianę czasownika "to be" (być), powtarzając "I am snake and you are viper" (Jestem wężem, a ty żmiją). Nikt z nas nie zastanawiał się wtedy nad poprawnością struktur leksykalno-gramatycznych czy też prawidłowym użyciem przedimków; była to "nieświadoma" akwizycja języka angielskiego. Pamiętam też, jak mój wujek kazał mi - w ramach tzw. praktyki codziennej - uczyć się co najmniej jednego słówka... Dopiero jednak w szkole podstawowej, od klasy piątej, rozpocząłem naukę angielskiego. Miałem dobre oceny, bo nie sprawiało mi zbytniej trudności wyuczenie się na pamięć z taśmy magnetofonowej krótkiego tekstu, ale nie znałem podstawowej wiedzy o strukturach gramatycznych, prawidłowym użyciu czasu czy związków frazeologicznych itd. "Za co masz - kiedyś spytał ktoś ze zdziwieniem - tę szóstkę?" i zaproponował wspólną naukę słówek, oglądanie anglojęzycznych programów MTV. I tak powoli zacząłem odkrywać naprawdę język angielski.
Potem spotkałem anglistę, który z wielką pasją zajął się nauczaniem niewidomych uczniów; zarzucił nas kartkami z wypisanymi brajlem słówkami i zbiorem gramatycznych reguł, wymagał odrabiania ćwiczeń, niezliczonej transformacji zdań. Mój poziom kompetencji językowych znacznie się poprawił. W szkole pojawili się też wolontariusze GAP i w planie lekcyjnym znalazły się konwersacje z języka angielskiego. Pamiętam także długie rozmowy po zajęciach szkolnych; zacząłem mówić po angielsku. Pomyślałem o studiach filologicznych; marzyłem o pracy tłumacza. Nieprzypadkowo więc wybrałem klasę liceum w Laskach, w której realizowano rozszerzony program nauczania języka angielskiego; a potem po zdanej maturze podjąłem studia filologiczne.
Język angielski - już od samych początków mojej intensywnej nauki - umożliwił mi przełamanie barier komunikacyjnych; stanowił też ważny element w procesie mojej rehabilitacji. Wyjazdy organizowane przez szkołę, jak i później samodzielne podróże do europejskich krajów pozwoliły nawiązać kontakt z różnymi osobami i poznać inne kultury; a jednocześnie dopełniły moje zawodowe przygotowanie, bo prawdziwa znajomość języka to nie tylko poprawne zastosowanie struktur leksykalno-gramatycznych oraz możliwie piękna wymowa, ale również ogólna wiedza na temat danego obszaru językowego; język jest przecież nośnikiem kultury.

powrót do spisu treści


O Warsztatach Terapii Zajęciowej
przy Spółdzielni Rękodzieła Artystycznego
" Nowa Praca Niewidomych" w Warszawie
opowiada kierownik placówki - Henryk Beta

Warsztaty działają już 13 lat. Powstały w 1994 roku z inicjatywy Zarządu i Rady Spółdzielni Rękodzieła Artystycznego "Nowa Praca Niewidomych" w Warszawie. Wśród pierwszych uczestników - we wrześniu przyjęto 15 osób niewidzących, w październiku kolejnych 13 - znaleźli się niepełnosprawni, którzy mieli duże trudności w codziennym życiu i nie mogli podjąć pracy; i w ich orzeczeniu KIZ była wpisana kwalifikacja "żadnej pracy".
Dzisiaj Warsztaty są placówką stwarzającą 36 osobom z dysfunkcją wzroku niezdolnym do podjęcia pracy i posiadającym w swoim orzeczeniu wskazanie do uczestnictwa w terapii zajęciowej możliwość rehabilitacji społecznej i zawodowej w zakresie pozyskania lub przywracania umiejętności niezbędnych do podjęcia zatrudnienia. W działaniach warsztatowych biorą udział młodzi mieszkańcy Warszawy (większość w wieku 20-35 lat); wśród nich jest aż 22 absolwentów Lasek. Niektórzy dojeżdżają na zajęcia samodzielnie lub z opiekunami, wielu codziennie jest dowożonych dwoma Warsztatowymi busami. Na przyjęcie do placówki w kolejce oczekuje jeszcze duża grupa osób.
Zajęcia rozpoczynają się o godzinie 9.00 i trwają do godz. 14.00; w bloku dopołudniowym ma miejsce terapia w pracowniach: czynności dnia codziennego i techniki pracy własnej (pismo punktowe Braille'a, zapis czarnodrukowy na maszynie do pisania i komputerowy), plastycznej, dziewiarstwa ręcznego i maszynowego oraz w gabinetach: psychologicznym i rehabilitacji ruchowej; po przerwie na kawę o godzinie 12.30 odbywają się w pracowniach zajęcia zgodne z upodobaniami uczestników. Prowadzone są również w terenie zajęcia z orientacji przestrzennej. W Warsztatach zatrudnionych jest 16 pracowników (w tym 6 osób z dysfunkcją wzroku).
Zaproponowaną przez Warsztaty terapię realizuje się na podstawie indywidualnego programu rehabilitacji przygotowanego dla każdego uczestnika. Ustalona strategia rehabilitacyjna zawiera m. in. informacje dotyczące danej osoby niepełnosprawnej i planowanych wobec niej działań oraz spodziewanych efektów. Stosowane są techniki terapii zajęciowej - z uwzględnieniem zasad metodyki specjalnej - zmierzające do usamodzielnienia uczestników, poprzez wyposażenie ich w umiejętności wykonywania czynności życia codziennego oraz zaradności osobistej, a także rozwijanie psychofizycznych sprawności oraz podstawowych i specjalistycznych umiejętności zawodowych, umożliwiających uczestnictwo w szkoleniu zawodowym albo podjęcie pracy.
Okresowo dokonuje się kompleksowej oceny realizacji indywidualnego programu rehabilitacji uczestnika Warsztatów i zajmuje stanowisko w kwestii osiągniętych przez niego postępów w rehabilitacji, uzasadniających czy to podjęcie zatrudnienia, czy kontynuowanie rehabilitacji zawodowej w warunkach pracy chronionej lub na przystosowanym stanowisku pracy albo potrzebę skierowania osoby niepełnosprawnej do ośrodka wsparcia, ze względu na brak postępów w rehabilitacji i złe rokowania co do możliwości osiągnięcia postępów uzasadniających podjęcie zatrudnienia i kontynuowanie rehabilitacji zawodowej w warunkach pracy chronionej lub na rynku pracy po odbyciu dalszej rehabilitacji. W ciągu 13 lat udało się 15 uczestnikom Warsztatów podjąć pracę, m. in. jedna z osób została pomocnikiem magazyniera, ktoś inny - portierem nocnym; jest w tej grupie pracownik gospodarczy i 4 telemarketerów.

powrót do spisu treści


Osoby zainteresowane otrzymaniem bezpłatnie naszego kwartalnika (wersja czarnodrukowa, brajlowska i elektroniczna) proszone są o zgłoszenie zamówienia.
e - mail: biuro@promocjaikariera.pl.